Tak... bo tak!

Ze światem trzeba wejść w dyskusję i umieć odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego właśnie tak warto żyć? Dlaczego tak jest pięknie?

„Papież nie może narzucić wiernym katolickim przykazań tylko dlatego, że tak chce bądź uważa to za korzystne.” I dalej: „wszystko, co nie pochodzi od podmiotu, może być [obecnie] tylko determinacją narzuconą z zewnątrz”. Sytuacja „wygląda jednak zupełnie inaczej, jeśli wyjdzie się od antropologii sumienia”. To fragment nowej książki Josepha Ratzingera-Benedykta XVI, zawierającej jego wykłady z lat 1991-2000. Kilka zdań, które warto zauważyć. Po pierwsze: papież nie może narzucić przykazań tylko dlatego, że tak uważa. Po drugie: współczesny świat wszystko, co narzucone, postrzega jako obce. Zostanie przyjęte dopiero jeśli staje się własnym odkryciem, doświadczeniem, zostanie przyjęte. Wniosek: trzeba porzucić formę narzucania, a w nauczaniu czy głoszeniu odwoływać się do sumienia i do człowieczeństwa. Przekonywać, bazując na sumieniu, nie narzucać. Papież jest tego świadomy. Dobrze by było, by byli tego świadomi także chrześcijanie. Ze światem trzeba wejść w dyskusję i umieć odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego właśnie tak warto żyć? Dlaczego tak jest pięknie? I odpowiedź nie powinna brzmieć: bo tak nakazuje Kościół, czy (czasem także) Bóg. Trzeba nauczyć się rezygnować z retoryki autorytarnej na rzecz dialogu i przekonywania. Tylko aby przekonywać trzeba samemu być przekonanym, rozumieć to, w co się wierzy i przede wszystkim słuchać argumentów drugiej strony i brać je pod uwagę. Nie ma sensu dyskutowanie o kryteriach człowieczeństwa w odniesieniu do dziecka nienarodzonego z kimś, kto twierdzi, że można przynależeć do gatunku homo sapiens i nie być człowiekiem, bo człowieczeństwo jest produktem kultury lub społecznej umowy). Tego człowieka nie interesują kryteria, będą tylko jednymi z wielu, niestety statystycznie mającymi zbyt małą popularność, by je uznać. Dyskusja w tym przypadku powinna się zacząć nie w punkcie „kiedy zaczyna się człowiek”, lecz „kto to jest człowiek”. Takich przykładów rozmijania się argumentacji jest zapewne więcej. To jedna z przyczyn, dla których tak wielu katolików nie uznaje zasad moralnych wyznawanych przez Kościół. Oni ich zwyczajnie nie rozumieją, a nie przyjmą - nie potrafią przyjąć - na zasadzie „papież tak powiedział i basta!”. Choćby to był nawet papież-Polak. Jeśli ktoś chce skutecznie ewangelizować musi nie tylko znać własną wiarę i rozumieć jej nakazy, ale także mieć odwagę uważnie słuchać tych, z którymi rozmawia. Tylko w ten sposób można się porozumieć. Tylko w ten sposób można przekonać. Warto w tej kwestii wziąć przykład z papieża…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Andrzej
    02.05.2009 09:52
    Pani Joanno. Ja staram się dokładnie zapoznać z nauką Ojca Świętego i zapewniam Panią że to Pani żle Go zrozumiała. W skrócie bo tylko tak można pisać na tym forum, pisząc o "dyskusji ze światem" Ojciec Święty wcale nie nawołuje do "dyskutowania" o jakim Pani pisze w swoim komentarzu.
    Do delegata. Moim zdaniem w Kościele nigdy nie było demokracji a rozwój Kościoła i świata następował zawsze dlatego, że ludzie byli posłuszni wskazaniom Kościoła. Na dowód należy przytoczyć te same fakty historyczne które Pan przywołał w swoim komentarzu.
  • katarzyna
    02.05.2009 15:39
    Uważam argument, że postępuję tak, ponieważ tak nakazuje Kościół jest całkiem zasadny.
    Jeśli wierzymy, że w Kościele przechowywany jest cały depozyt wiary, przekazany przez Chrystusa, Syna Bożego, to przyjmujemy, że nauka Kościoła to jest to, co nam przekazuje Bóg (również przez działanie Ducha Św. w całym życiu Kościoła).
    Jeżeli kocham Boga, jako mojego najlepszego Ojca, który najlepiej mnie zna i najlepiej wie, co jest dla mnie dobre, będę starała się postępować tak, jak On chce.
    Z tego wynika, że mam postępować tak, jak nakazuje Kościół.
    A tak na marginesie - proszę mi uzasadnić, bez stanowczego odwoływania się do nauki Kościoła zło stosowania środków antykoncepcyjnych, czy eutanazji w przypadku bolesnej, terminalnej choroby.
    Dla mnie ostatecznym, rozstrzygającym argumentem jest fakt, że jest to (przepraszam za wyrażenie) "wtrynianie się" w kompetencje Boga. A tego właśnie nauczył mnie Kościół.
    Mogę rozmawiać z kimś na temat miłości Boga do człowieka, na temat obecności Boga w Kościele, na temat mojej miłości do Niego i do Kościoła, ale nie rozumiem, dlaczego ja, wierząca katoliczka mam się bać powoływania w sprawach moralnych na nauczanie Kościoła, które uznaję w 100%.
  • Andrzej
    02.05.2009 19:03
    Tak dokładnie jest jak napisała Pani Katarzyna. Po to mamy Kościół żeby nam pomagał osądzać otaczającą nas rzeczywistość, bo każdy z nas z osobna nie jest w stanie wypracować takiego osądu. Posiadanie kryterium jakim jest autorytet Kościoła gwarantuje unikanie niebezpieczeństw na jakie narażeni jesteśmy we współczesnym świecie. Nb pisał o tym już Pascal w "MYŚLACH".
    A Ojciec Święty pisząc o "wejściu w dyskusję ze światem" namawia nas żeby nie hołdować obowiązującym w "świecie" wartościom, tylko np w życiu kierować się wskazaniami i nauką Kościoła. Danie świadectwa w tym względzie będzie tą "dyskusją ze światem" i to świadectwo będzie przekonujące. A nie gadanie czy jak Pani Joanna nazywa "dyskutowanie".

  • Jerzy
    02.05.2009 22:32
    Myślę że jest tu pewne niezrozumienie. Wszyscy mówią prawdę, tylko każdy jakby inaczej patrzy.
    Z pewnością w kościele nie może być demokracji, bo my grzeszni ludzie potrafilibyśmy być może przegłosować Boga.
    Nikt nie lubi kiedy mu się coś narzuca na siłę.
    Jeżeli wyjdzie się od największego przymiotu Boga jaki znamy:
    "Bóg jest miłością", to zrozumiałe staje się że relacje z Bogiem i w Jego Kościele, to relacje miłości. W miłości nie może być przymusu, bo przestaje wtedy być miłością.
    Z jednej strony nie można godzić się na zło i nie może być w tej kwestii żadnych ustępstw. Z drugiej strony trzeba to przekazywać tak, aby ten który to przyjmuje, przyjął to w całkowitej wolności, a nie narzucaniu mu czegokolwiek, czy wręcz zmuszania go.
    Miłość bez wolności nie istnieje. To o czym pisze kardynał Ratzinger, to pogodzenie tych wydawałoby się sprzeczności.
    Głosić z miłością tak, aby osoba dobrowolnie, w całkowitej wolności przyjęła nauczanie samego Boga. Kościół nie głosi siebie, tylko Boga.(Bóg głosi przez Kościół)
    Tak rozumiem to co napisał Kardynał Ratzinger.
    Tak głosił Jezus, apostołowie a także święci.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    24°C Sobota
    dzień
    25°C Sobota
    wieczór
    21°C Niedziela
    noc
    14°C Niedziela
    rano
    wiecej »