Pastuch uprzywilejowany

Według socjologów i rozmaitych innych specjalistów księża nie tylko w Polsce mają problem z tożsamością. Coś jest na rzeczy.

Ćwierć wieku temu, gdy byłem pełnym przejęcia i ideałów klerykiem, usłyszałem z ust otaczanego powszechnym szacunkiem starego księdza zdanie, które mną wstrząsnęło: „Jeśli księża przez dwa tysiące lat nie rozwalili Kościoła, to znaczy, że nikt nie zdoła go zniszczyć”. Wypowiedział to zdanie tonem pogodnym i pełnym optymizmu. Czasy były inne, o jakichś okrągłych stołach i zmianach ustroju nikt poważnie nie myślał, a zacny kapłan właśnie w kontekście wrogiej Kościołowi władzy swoją maksymę wygłosił. Ja jednak, szykując się do bycia księdzem, zszokowany dowiedziałem się wtedy, że gdy przyjmę święcenia niekoniecznie muszę okazać się błogosławionym darem dla Kościoła. Mogę stać się dla niego zagrożeniem i problemem. Miałem okazję przez pewien czas pomagać w jednej parafii w comiesięcznych odwiedzinach chorych. Za pierwszym razem wypadało to dość sztywno, a najbardziej mnie dziwiło, że na pytanie: „Czy będzie się pan/pani spowiadać?” wszyscy reagowali jakoś dziwnie i spoglądali z niepewnością. Miesiąc później już było mniej sztywnie. Pewna staruszka, ledwo wszedłem, przywitała mnie: „No to mamy problem. I z winy księdza!”. „Jak to?” - przestraszyłem się. „Bo ksiądz miesiąc temu pytał, czy będę się spowiadać. Poprzedni księża nigdy mnie o to nie pytali. A jak sama chciałam się wyspowiadać, to mi jeden powiedział, że nie trzeba, bo przecież jakie ja stara mogę mieć grzechy”. Taka praktyka trwała w tej parafii nie przez kilka miesięcy, ale przez kilka lat! Wysłuchałem jej spowiedzi. Zapewniam, że miała się z czego spowiadać. Do standardu należą ostatnio narzekania na księży w Polsce. Opinie o duchownych nie są najlepsze. Według badań ISKK aż 40 proc. ankietowanych polskich katolików zna „chciwych i lekceważących wiernych” księży, a 26 proc. zna księży żyjących w konkubinacie. W innych ankietach pojawiają się stale pretensje, że księża nie mają dla nikogo czasu, że plebanie zamknięte na głucho, że nie da się porozmawiać. W mediach króluje wizerunek księdza przez uchylone drzwi odmawiającego w nieuprzejmej formie wypowiedzi. Ale po co szukać w mediach? Niedawno pewien biskup żalił się w mojej obecności, że nie potrafi się dodzwonić do swoich księży, bo godzinami nikt nie odbiera. Nawet komórki. Benedykt XVI orędzie na tegoroczny 46. Światowy Dzień Modlitw o Powołania zatytułował: „Powołanie w służbie wspólnoty Kościoła”. Wśród wielu mądrych i ważnych zdań znalazło się w tym dokumencie i takie: „W powszechnym powołaniu do świętości dostrzegamy szczególną inicjatywę Boga, który wybiera niektórych ludzi, aby byli blisko Jego Syna – Jezusa Chrystusa i aby byli Jego uprzywilejowanymi sługami oraz świadkami”. Co to znaczy „uprzywilejowanymi”? Chyba jednak nie to, co najczęściej pod ów termin podkładamy. Chyba jednak nie „pierwsze miejsca w synagogach i na ucztach”. Niedawno w czasie Mszy transmitowanej w telewizji jeden z polskich biskupów rozpoczął kazanie: „Drodzy bracia i siostry”, a dopiero na drugim miejscu dodał: „Szacowna kapituło kolegiaty…”. „Ale dziwne, jakiś ludzki biskup” - skomentował to mój świecki znajomy. Według socjologów i rozmaitych innych specjalistów księża nie tylko w Polsce od wielu lat mają problem z tożsamością. Coś jest na rzeczy. Wiem po sobie. Gdy jako młody ksiądz w czasie jakiejś kościelnej uroczystości doprowadzony do szału bałaganem, jaki panował na kościelnym placu, zacząłem ostro musztrować i zaganiać ludzi w odpowiednie miejsca, jeden z parafian odciągnął mnie na bok i złośliwie zapytał: „A ksiądz to chce być pasterzem czy elektrycznym pastuchem?”. Nie powtórzę tego, co mu wtedy nieźle wkurzony odpowiedziałem. Nadal mi wstyd, chociaż już dawno przeprosiłem. A pytanie złośliwego parafianina nie straciło aktualności.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Jerzy
    03.05.2009 11:00
    Znam dosyć dużo księży, z większością z nich mówimy sobie po imieniu. Nie mam najmniejszego pojęcia czy któryś z nich ma jakąś konkubinę.
    Jeżeli chodzi o chciwość, to ci którzy są proboszczami, często dzielą się kłopotami skąd wziąć pieniądze na remont czy jakiś zbożny cel.
    Jeżeli chodzi o czas, to się zgadzam.
    Jeżeli chodzi o powód braku czasu jest on różny. U jednych można powiedzieć że dobry, bo zajmują się powierzonymi ludźmi, u innych jest to niestety związane z własną osobą.
    Jednak jedni i drudzy są ludźmi i potrzebują modlitwy.
    Są najbardziej atakowani przez złego, bo stoją na pierwszej linii.
  • PG
    03.05.2009 14:35
    Chciałbym zwrócić uwagę księży na inna stronę ich zapoznanej tożsamości. W Kościele w Polsce ksiądz ciągle jeszcze jest kimś ważnym. Krytyczne głosy, w tym te skrajne pochodzą często od tzw. katolików ale... Ludzie zaangażowani w życie parafialne ciągle jeszcze liczą na księży, na inspiracje z ich strony, na pobudzanie laikatu do aktywności. Głos osoby świeckiej jest nieporównywalnie słabszy od głosu księdza. To prawda, że laikat przygląda się coraz bardziej krytycznie księżom, ale ciągle jeszcze z szacunkiem i nadzieją. Widać to zwłaszcza w ruchach i stowarzyszeniach parafialnych i ponad parafialnych. Grupa, która ma opiekuna duchowego (proboszcza lub któregoś z wikarych) poświęcającego czas tejże grupie, działa najczęściej bardzo dobrze. Jeżeli jednak jest tylko nominalnym opiekunem, i na spotkania nie ma czasu, nie interesuje się życiem grupy, to ona albo pada, albo działa z niewielkim zainteresowaniem. Ludzie świeccy zaangażowani w życie parafialne maja dużo wyrozumienia dla swoich duszpasterzy i wyjątkowo chyba tylko zdarzają się postawy roszczeniowe, przejawiające się (jak np. w Niemczech, czy Austrii) w akcentowaniu My jesteśmy Kościołem. Księżą, którzy tego nie widzą tracą kontakt z laikatem i wyobcowują się przeżywając trudności w odczytaniu swej tożsamości. Tracą przy tym również ludzie świeccy, traci Kościół.
  • PTRqwerty
    03.05.2009 16:25
    Eee... w zasadzie, księża wykonują pracę jak wszyscy w innych zawodach. Problem, który obserwujemy nie ma tak wiele wspólnego ze sposobem prowadzenia się księży, co z ogólną sytuacją w jakiej się znajduje wiedza człowieka wobec tajemnicy wszechświata. Księża nie są już tymi, którzy znają zakryte tajemnice. Ich rola zmalała - obiektywnie.
    Będziemy po prostu świadkami skrystalizowania się w ciągu 300 lat form religijnych odpowiadających czasom scjentyzmu i postmodernizmu. Nawet w Europie poziom religijności rośnie.
    Módlmy się tylko, by była to religijność rozumna, która nie będzie przynosiła ujmy rozumnemu Stwórcy.
  • Stanisław Miłosz
    03.05.2009 19:28
    Skoro nawet ateiści wzywają już do modlitwy o religijność, to musi to być zwiastunem niechybnego końca świata, naszego świata i początku Nowej Ery. W takim razie nie ma się co szamotać bez sensu księże Arturze i zdać się ufnie na wyroki Opatrzności. Dobrzy księża, źli księża - bez znaczenia, na jedno wyjdzie.

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    24°C Sobota
    dzień
    25°C Sobota
    wieczór
    21°C Niedziela
    noc
    14°C Niedziela
    rano
    wiecej »