Górnicy w kosmosie

Przez amerykański senat przeszła ustawa, która dotyczy komercyjnego wykorzystywania przestrzeni kosmicznej. Nie chodzi jednak o komercyjne loty w kosmos, tylko o kosmiczny przemysł wydobywczy.

Reklama

Co dzisiaj robimy w kosmosie? W zasadzie tylko obserwujemy. Utrzymujemy i wciąż wysyłamy tysiące satelitów, które obserwują daleki wszechświat i przyglądają się temu całkiem bliskiemu. Mierzą, ważą, fotografują. Dla wielu z nich celem obserwacji jest Ziemia. Dzięki nim wiemy, jaka jutro będzie pogoda, ale także gdzie mają miejsce epidemie (chorób nie tylko ludzkich), trzęsienia ziemi czy skażenia środowiska. Niektóre z satelitów służą do odbijania i wzmacniania sygnału radiowego, inne do obserwacji terytoriów wroga. Ale to dopiero sam, samiuteńki początek wykorzystywania przestrzeni kosmicznej.
 

Kopalnia w kosmosie

Trzy lata temu grupa bogatych i wpływowych przedsiębiorców założyła firmę Planetary Resources, której celem ma być eksploatacja obcych globów. Chodzi o planety, księżyce, a nawet asteroidy, które (przynajmniej niektóre z nich) są bardzo bogate w surowce naturalne. Tych surowców z powodu ogromnych trudności technologicznych nikt nie wydobywał, ale czasy się zmieniają. Prywatne firmy bez trudu wysyłają swoje statki na orbitę, tylko patrzeć, aż jakiś bogaty biznesmen wyląduje na powierzchni Srebrnego Globu. A może z Księżyca przywozić izotopy helu, które na powierzchni Ziemi są niezwykle rzadkie (z powodu istnienia atmosfery i niewielkiego wpływu promieniowania kosmicznego). Hel-3 jest idealnym paliwem w reakcjach tzw. fuzji jądrowej. Daje bardzo dużo energii, ale nie produkuje niebezpiecznych odpadów.

Firmę Planetary Resources założyli m.in. Larry Page (współtwórca najpopularniejszej obecnie wyszukiwarki internetowej Google), Eric Schmidt (były członek zarządu Apple i były prezes zarządu firmy Google), reżyser James Cameron oraz astronauta Tom Jones. Wśród założycieli jest także Chris Lewicki, były pracownik NASA, osoba, która kierowała misjami kosmicznymi. Już same te nazwiska gwarantują, że przedsięwzięcie ma podstawy biznesowe oraz zaplecze intelektualne. Jest tylko jeden problem. Nie było aktów prawnych, które regulowałyby kwestie własności w przestrzeni kosmicznej. Obowiązujące konwencje mówią, że kosmos musi być wolny od broni. To nie do końca jest przestrzegane, bo niektóre potęgi kosmiczne mają na orbicie satelity, których faktycznym celem jest taranowanie innych satelitów. Ale to już zupełnie inny wątek.

W przypadku eksploatacji chodzi na przykład o prawo własności do wydobytych surowców.

Jak na Dzikim Zachodzie

Sprawą zajął się amerykański Senat. Akt, który nazywany jest w amerykańskiej prasie „Spurring Private Aerospace Competitiveness and Entrepreneurship Act of 2015”, jest przez branżę kosmiczną uznawany jako przełomowy. Ustawa reguluje kwestie własności materiałów wydobywanych z obiektów znajdujących się poza Ziemią, a to jest podstawa, by kosmiczny przemysł (pozaziemski) mógł się rozwijać. Jakie rozwiązania zostały przyjęte? Można by je streścić stwierdzeniem „jeśli potrafisz gdzieś dolecieć, jeśli potrafisz coś wydobyć, należy to do ciebie”. Podobne prawo obowiązywało przy zasiedlaniu Dzikiego Zachodu. Różnica polega na tym, że w zachodnich stanach żyli ludzie (Indianie), a biali odbierali im ziemię. Na Księżycu, Marsie czy planetoidach nie spodziewamy się… prawowitych, inteligentnych mieszkańców.

Co takiego można wydobywać w kosmosie i jak mogłoby to wyglądać w praktyce? Temat nie jest teoretyczny. Na Księżycu są izotopy, które praktycznie na Ziemi nie występują. Te izotopy mogłyby być źródłem wręcz niewyczerpanych ilości energii. Tylko trzeba je wydobyć. Na planetoidach występują minerały, które na Ziemi są niezwykle rzadkie, i takie, których u nas nie ma wcale. Nawet nie chodzi o to, że tutaj byłyby warte majątek. One mogą mieć właściwości, których nie mają żadne ziemskie minerały. Do tego metale ziem rzadkich i kryształy, których struktura jest u nas niespotykana. Te zapowiedzi brzmią enigmatycznie, ale bez prawnej ochrony żadna firma nie wyłoży miliardów dolarów na badanie takich miejsc jak planetoidy ani na opracowanie technologii, dzięki której obce globy będzie można eksplorować. A to, że w kosmosie leżą miliardy, dla znawców tematu nie ulega wątpliwości. Wstępem do kosmicznego górnictwa jest zdalne wydobywanie surowców pod lodami bieguna północnego. Geolodzy szacują, że może się tam znajdować nawet 30 proc. światowych zasobów ropy naftowej i gazu ziemnego. Poza tym złoto, diamenty i sporo metali (np. nikiel i platyna). Pod biegunem jest niemal wszystko. Problemem jest dotarcie do tego skarbu. Biegun północny jest chyba najbardziej niedostępnym rejonem świata. W wielu miejscach temperatura spada poniżej minus 60 st. C.  No i gruba warstwa wody. Górnictwo na biegunach to górnictwo podwodne. Urządzenia, które będą wydobywały wspomniane skarby, muszą być automatyczne i autonomiczne. Dzisiaj największe doświadczenie w wyrywaniu ziemi bogactw w ekstremalnych warunkach mają Rosjanie, Kanadyjczycy i Amerykanie. Szczególnie Kanadyjczycy już dzisiaj eksploatują tereny położone bardzo blisko terytoriów arktycznych. Ale zarówno Rosjanie, jak i Kanadyjczycy nie mają technologii, która umożliwiałaby wykorzystanie swojego wydobywczego doświadczenia w kosmosie. Tutaj górą są Amerykanie, a potem długo, długo nic. I nawet nie chodzi o oficjalną amerykańską agencję kosmiczną NASA, tylko o prywatne firmy, które już dzisiaj z sukcesami latają w kosmos. Tylko patrzyć, a będą w kosmos wynosiły elementy pierwszej automatycznej kopalni.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    0°C Wtorek
    dzień
    1°C Wtorek
    wieczór
    0°C Środa
    noc
    1°C Środa
    rano
    wiecej »

    Reklama