Zranienie prawdą


Lepiej się za życia przestraszyć niż po śmierci straszyć.

Reklama

Nadchodzi Rok Miłosierdzia. Niektórzy widzą w tym czasie coś w rodzaju przedłużonego tygodnia dobroci dla zwierząt. Sądzą, że w tym okresie trzeba szczególnie zadbać o to, żeby człowiek nie chodził głodny i ogólnie żeby mu się fajnie żyło, zdrowo i bezboleśnie – czyli taka filantropia. I na tym koniec – gdy naprawdę to jest dopiero początek.

W tej koncepcji nieszczególnie liczy się miłosierdzie Boże, bo po co to komu, skoro myśmy już mu miłosierdzie wyświadczyli. Mało tego – filantrop uzna za krzywdę podjęcie działań, które mogą zaburzyć jego podopiecznemu spokój sumienia. On tu przecież dokłada starań, żeby komuś było dobrze, a tu jakiś ksiądz z ambony wyjeżdża z jakimiś grzechami. Gdy mówi, na przykład, o aborcji, czy on nie wie, jak to rani osoby, które to zrobiły? Trzeba szanować ludzi! Albo gdy ktoś sprzeciwia się promocji zachowań homoseksualnych, to przecież rani adresatów tych zachowań. I podobno nie należy o tych zachowaniach mówić „patologia”, a nawet i „grzech” nie bardzo, bo i to rani – trzeba mówić „orientacja”. Bo trzeba szanować ludzi.

Tendencję do wygładzania sformułowań w imię szanowania ludzi jeszcze bardziej widać w związku z grzechem cudzołóstwa. Bo mówienie o tym wprost też rani osoby, które rozwiodły się i żyją w ponownych związkach. Dlatego jakoby niewłaściwą rzeczą jest używanie słowa „cudzołóstwo” – bo to także rani.

Ta ostatnia rzecz jest szczególnie znamienna. Słowo, którego bez żadnych ogródek używa Pan Jezus, nazywając cudzołóstwem nawet pożądliwe spojrzenie na kobietę (a tym bardziej zdradę małżeńską), okazuje się nietolerancyjne, piętnujące i nieomal grzeszne. Wypada więc z obiegu i pozostaje tylko w Piśmie Świętym i katechizmie.

Jaki jest tego skutek? Dzieci uczą się na religii „nie cudzołóż”, ale nie mają pojęcia, do czego się to odnosi. No bo nie ma ludzi, którzy dopuszczają się cudzołóstwa, są tylko nowi „wujkowie” albo „ciocie”, którzy biorą się nie wiadomo skąd. Więc to nie grzech, bo nie ma takiego przykazania „nie wujkuj” albo „nie ciociuj”. 


W konsekwencji takiego „szanowania ludzi”, jasne i bezpośrednie wskazania Jezusa stają się abstrakcyjne. To zamazywanie odpowiedzialności dotyczy każdej dziedziny życia. Ale to niczego nie daje. Przeciwnie – takie traktowanie Ewangelii utrudnia ludziom nawrócenie. Bo dostali znieczulenie i nie wiedzą, że potrzebują uzdrowienia. To atrapa miłosierdzia, nie miłosierdzie.


Jezus chce człowiekowi przebaczyć i go uzdrowić, do tego jednak potrzebna jest skrucha, ta zaś, bez poznania prawdziwego stanu duszy, jest niemożliwa. 
Jest wiele kobiet, które dopuściły się aborcji, ale żadne mówienie o aborcji ich nie rani – bo doświadczyły Bożego miłosierdzia. Są osoby po tragicznych przejściach związanych z poszukiwaniem szczęścia w złych relacjach seksualnych – ale i one nie cierpią. Przeciwnie: świadczą o Bożym miłosierdziu, które jest nieskończenie większe niż jakiekolwiek upadki. 


W Adwencie słyszymy o prostowaniu dróg i równaniu pagórków, ale te słowa pozostaną nieskuteczne dla tych, którzy myślą, że u nich wszystko jest proste i równe.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • MariaW
    03.12.2015 10:12
    Jeśli chodzi o Miłosierdzie Boże, to człowiek żyjący w grzechu przez wiele dziesiątków lat najczęściej nie ma poczucia popełnienia grzechu. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest miłość do Boga, pragnienie Boga. Jeśli Pan Jezus obdarzy człowieka taką łaską, to poprowadzi osobę nie mającą poczucia popełnionego grzechu pomału, napełniając go Swoją łaską do zrozumienia jej grzechu, ale, co bardzo ważne, kiedy człowiek już wie, że Pan Jezus przebaczył mu już grzech i otoczył go Swoją miłością. Nie mając poczucia przebaczenia Bożego, człowiek jest bardzo zraniony przez grzech i najczęściej nie jest w stanie nawet znieść świadomości popełnienia grzechu. Dlatego kiedy człowiek żyjący z dala od Pana Jezusa zwraca się ku Niemu, On wtedy najpierw napełnia go Swoją łaską, leczy go i stara się go przekonać, że istnieje dobro, spełniając wszystkie jego potrzeby.
    Wniosek z tego jest taki, że najważniejsze jest wzbudzanie w ludziach miłości do Pana Jezusa, oczywiście głosząc całą Ewangelię.
    Czyli jeśli jest osoba, która dokonała tzw. aborcji i dobrze się czuje wierząc, że Pan Jezus jej przebaczył, to może ona poczuć wdzięczność do Niego i zrozumieć, jak wielka jest Jego dobroć i wspaniałomyślność, wtedy może chcieć być bliżej Niego i pomału On ją wtedy poprowadzi.
    Św. Siostra Faustyna pisała, że wystarczy, aby człowiek tylko trochę uchylił drzwi swojego serca, a Pan Jezus dopełni resztę.
  • ala
    03.12.2015 12:11
    Kapłani też nie mówą o cudzołóstwie,lecz o związkach niesakramentalnych, lub co gorsze o MAŁŻEŃSTWACH niesakramentalnych, a więc gdzie tu jest widoczny grzech? A ile jest w parafiach duszpasterstw dla związków/małżeństw niesakramentalnych, w których programem nauczania jest budowanie więzi małżeńskich(!) dla partnerów?małżonków? Jedna wielka sciema fundowana przez samych duchownych.
  • gut
    03.12.2015 20:38
    Lepiej się za życia przestraszyć niż po śmierci straszyć. Wielka prawda. :) Czas adwentu - czas opadania masek. ;)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    10°C Wtorek
    noc
    11°C Wtorek
    rano
    11°C Wtorek
    dzień
    9°C Wtorek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama