Z więźniów uczynił aktorów

Trzask krat, szczęk zamków i brzęk kluczy ucicha. Kaplicę zakładu karnego wypełnia półmrok i cisza, które razem tworzą specyficzny klimat. Na środek pomieszczenia powoli wychodzi sześciu mężczyzn. Opowiedzą historię innego mężczyzny, który 75 lat temu oddał życie za współwięźnia w obozie koncentracyjnym Auschwitz.

Sztuka teatralna w takim miejscu? Absurd - pomyślą niektórzy. W Wołowie za kratami kilku mężczyzn stworzyło spektakl, którego ewangeliczne przesłanie może iść na cały świat: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich". Czasem proste, innym razem trudniejsze formy wyrazu pokazały życie Maksymiliana Kolbe i jego drogę do świętości.

Więźniowie to amatorzy, ale z zadziwiającą lekkością posługują się formą teatralną, by przedstawić losy bohaterskiego franciszkanina. Nie chodzi tylko o wyuczone kwestie. W tym widać było serce i zaangażowanie. Każdy ruch dopracowany, każdy gest uzasadniony. Dobrze wykorzystana muzyka oraz dźwięki na żywo.

- Mając kaplicę z tak wspaniałym patronem warto pokazać jego historię i ująć w formie spektaklu wspaniały przekaz jaki za sobą niesie - mówi Cezary Dec, jeden z więźniów, autor scenariusza.

Lider grupy podkreśla, że zanim doszło do premiery, aktorzy musieli nie tylko dobrze poznać losy kapłana w czarnym habicie, ale także przesłanie, jakie niesie za sobą jego życie i ochotnicza śmierć za ojca rodziny.

Paweł Drewnik wcielił się w rolę „czarnego charakteru”, czyli SS-mana, który posyła więźniów Auschwitz na śmierć. - Tak wyszło, że ja go zagrałem i nie zastanawiałem nad faktem, że naśladuję zbrodniarza. Zależało mi, żeby nasz projekt dobrze wyszedł - mówi Paweł.

Wszyscy podkreślają, że w czasie wyjścia na teatralne deski za kratami odczuwali stres, który z każdą kolejną sceną mijał, ale na początku lekko wiązał głos w gardle.

- Pierwszy raz występowaliśmy przed publicznością. Przed innymi współwięźniami, kapłanami. Ta świadomość podwyższa adrenalinę - uzupełnia Sebastian Pijanowski.

To pierwsze tego typu przedstawienie w wołowskim zakładzie karnym. Skąd inspiracja św. Maksymilianem? - Jest patronem naszej kaplicy i łączy nas z nim kilka elementów, które odkrywaliśmy w czasie prób i poznawania jego losów - mówi Jarosław Juszczak.

- W materiałach, z którymi się zapoznawałem, zaciekawiło mnie to, że nie wszyscy zgadzają się z jego świętością. Niektórzy oskarżali go nawet o antysemityzm. Dla mnie to kapłan, który zasłużył się dla ojczyzny i bezwzględnie wielki człowiek - stwierdza P. Drewnik.

Na bazie prób, spotkań i wspólnych dyskusji osadzeni zauważyli akcenty łączące ich z postacią świętego franciszkanina.

- Obóz jako więzienie. Dalej, ta historia opiera się na śmierci, a tutaj są wśród nas ludzie... np. ja... którzy popełnili grzech zabójstwa. Nie chcę się, broń Boże, porównywać ze św. Maksymilianem, ale nasze wyjście na scenę i chęć występowania jest jakąś odwagą. Bohater tej sztuki także się nią odznaczył. Oczywiście o wiele większą od naszej - wymienia Cezary Dec.

Więźniowie chcą dalej występować. Już spotykają się docinkami innych osadzonych, ale nie przejmują się złośliwościami. Podbudowują siebie nawzajem do kreatywnego działania.

- Wielu na wolności myśli, że jesteśmy na dnie. To prawda. Przez chwilę byliśmy, ale z dna można się bardzo szybko odbić i na tym nam zależy. Oprócz pracy, chcemy spożytkować czas, którym tu dysponujemy i rozwijać się - argumentuje Jarosław Juszczak.

W trakcie przygotowań w każdym z aktorów budziło się wiele refleksji. Postać franciszkanina męczennika nie dawała spokoju, ciągle chodziła po głowie.

- Z bloku śmierci uczynił świątynię! Faszyści byli przerażeni, że tam się ludzie modlą, śpiewają, wychwalają Boga. A ci więźniowie Auschwitz, którzy widzieli tę postawę, dostali nowe siły. Zobaczyli, jak wielki człowiek żył koło nich. On nie tylko oddał życie za jednego. W sposób pośredni uratował i do dzisiaj ratuje wiele istnień - wyjaśniał Janusz Kulmatycki, który zagrał główną postać.

Z pomocą pani wychowawczyni i Zbigniewa Walerysia po kilku miesiącach udało się stworzyć spektakl logiczny, a zarazem wzruszający. Każdy dołożył swoją cegiełkę.

- Padło między nami słowa, że duch św. Maksymiliana gdzieś tu krążył i nas wspierał - dodaje Cezary Dec.

Pozytywnie do chęci teatralnej grupy więźniów podchodzi kapelan więzienia ks. Stanisław Małysa, który już ma kolejny pomysł na sztukę.

- To miejsce, nasza kaplica, wyzwala miłosierdzie. Kolejny program musi więc dotyczyć miłosierdzia wobec tych, którzy czynią źle. W kontekście Roku Miłosierdzia, który ogłosił papież Franciszek, wierzę, że wymyślicie coś kreatywnego - zwrócił się do osadzonych kapłan.

Oni sami mają zapał i deklarują, że od św. Maksymiliana Kolbe się dopiero zaczęło.

- Każdy z nas zachowuje po takim projekcie ewangeliczne prawdy, których świadectwo dał bohaterski kapłan. Oddać życie za drugiego człowieka to największa miłość, jaką można tu na ziemi okazać - spuentował Cezary Dec.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
27°C Niedziela
dzień
25°C Niedziela
wieczór
21°C Poniedziałek
noc
17°C Poniedziałek
rano
wiecej »

Reklama