Ziemia, która potrzebuje iskry nadziei

- W kraju, w którym od 36 lat żyję, w latach 90. XX w. doszło do tragedii wojny, a nawet ludobójstwa. W 1994 roku wymordowano w ciągu 3 miesięcy ok. miliona ludzi. Jak wyleczyć tę ranę nienawiści? Miłosierdziem Bożym - mówił we Wrocławiu misjonarz ks. Stanisław Filipek.

Pallotyn, na co dzień pracujący w Rwandzie, odwiedził parafię św. Jerzego na wrocławskim Brochowie. 6 marca podczas niedzielnych Mszy św. opowiadał wrocławianom o dalekiej Afryce i rodzącym się tam kulcie Miłosierdzia Bożego, które na Czarnym Lądzie wydaje się szczególnie potrzebne.

- Wojna to destrukcja człowieka, eksploracja zła i nienawiści. W kraju, w którym żyję od 36 lat, czyli w Rwandzie, w latach 90. XX w. doszło do tragedii wojny, a nawet ludobójstwa. W 1994 roku wymordowano w ciągu 3 miesięcy ok. miliona ludzi - podał przerażającą statystykę kapłan.

W tym kontekście przywołał słowa Pana Jezusa do św. siostry Faustyny: "Świat nie zazna pokoju, dopóki nie zwróci się do mojego miłosierdzia".

- Skutki wojny w Rwandzie są dramatyczne. Ludność wciąż się przemieszcza. Zniszczono instytucję rodziny. Zostały tysiące sierot, wdów i uchodźców. Co w takim klimacie - rozdarcia społecznego i nienawiści - można zaproponować człowiekowi, aby mu przywrócić iskrę nadziei? - pytał misjonarz i zaraz dał jasną odpowiedź: ideę miłosierdzia Bożego.

Jego posługa duszpasterska polega na głoszeniu, że Bóg nie jest tym, który karze, ale tym, który przygarnia i kocha. Stwarza nas na nowo, abyśmy byli na Jego obraz i podobieństwo. Wyciąga dobro z doznanego zła, które zachodzi na skutek odwrócenia się od Boga i niewierności natchnieniom Ducha Świętego.

- Mówiło się, ze wszystkie diabły wyszły z piekła, aby się w Rwandzie zabawić. Kraj był wcześniej oazą pokoju. Niestety, poprzez różnego rodzaju napięcia i naciski polityczne z wewnątrz i zewnątrz doszło do tragedii - tłumaczył ks. Filipek.

Największym wyzwaniem dla kapłanów pracujących w Rwandzie jest doprowadzenie do ukojenia serc, zranionych eksterminacją najbliższych oraz wszechobecną śmiercią. Często bowiem ludzie w takich sytuacjach, w bólu, chcą się podjąć jednego: zemsty na drugim. Niech się stanie sprawiedliwość - myślą pokrzywdzeni. Ale to droga zguby.

- Wciąż musimy uczyć się przebaczać i dobrem odpowiadać na zło. W 1996 roku rozpoczęliśmy w naszej parafii pallotyńskiej w Rwandzie budowę kaplicy Najświętszego Sakramentu. I z tym związana jest ciekawa historia Bożego działania - rozpoczął misjonarz.

Po krwawej wojnie domowej zwrócenie się do Boga było niesamowicie potrzebne. Pewien młody człowiek nadzorował budowę kaplicy od strony architektonicznej. Gdy pewnego razu pallotyn wracał z nim samochodem, zapytałem, gdzie młody mężczyzna przeżył wojnę. To był jeszcze w kraju okres nieustannego oskarżania się nawzajem i podżegania do nienawiści. Architekt odpowiedział, że przeżył w stolicy, ale całą jego rodzinę wymordowano.

"Ci, co teraz oskarżają innych na łamach mediów, zabili mi rodzinę. Myślałem w pewnym momencie, że oszaleję. Chęć zemsty i nienawiści sięgała moich oczu. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Byłem gotów uczynić wszystko, żeby pomścić bliskich" - opowiadał mężczyzna.

W pewnym momencie przyjaciel zaprosił go na adorację Najświętszego Sakramentu. Przesiedział tam godzinę, ale czuł się źle. "Nie chciałem nigdy więcej tam wrócić. Ale za namową znajomego poszedłem drugi raz i tak zaczął regularnie uczęszczać na adorację" - mówił.

- Pewnego dnia poczuł, że coś z niego spadło, jakiś ogromy ciężar. Pojednał się z Bogiem, przebaczył sobie i mordercom swojej rodziny. Dziś jest silny i wie, jak wielką siłą jest przebaczenie - zakończył ks. Filipek.

Po wojnie w samej Rwandzie ostało się 300 tys. sierot. Wciąż ich przybywa, ze względu na zubożenie społeczeństwa i spustoszenie, jakie sieją malaria oraz AIDS.

- Dwa miesiące temu w czasie Mszy św. w jednym z kościołów rwandyjskich siostra zakonna modliła się koło matki z dzieckiem. Kobieta nagle zwróciła się do zakonnicy: "Potrzymaj, proszę, moje niemowlę, bo muszę iść do ubikacji". Siostra zgodziła się, ale matka już nigdy po dziecko nie wróciła. Zostało w objęciach tej siostry. W jaki sposób w takiej rzeczywistości nie być dobrym samarytaninem? - podawał przykłady misjonarz.

Na koniec podkreślił, że dziękuje Bogu za powołanie misyjne i łaskę stworzenia sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kabuga, gdzie pracuje. - Chcemy tam przywracać ludziom źródła nadziei. Przekonywać, ze Bóg nas nigdy nie zostawi - mówił.

11 grudnia 2008 r. Konferencja Episkopatu Rwandy powierzyła pallotynom zadanie zaopiekowania się grupami Miłosierdzia Bożego i zapewnienia im solidnej formacji teologicznej i duchowej. W tej perspektywie sanktuarium w Kabuga stało się krajowym centrum posługi kapelanów dla tych grup w Rwandzie. 

- Afryka to kontynent ciągłych wojen i napięć, nie tylko przez podziały etniczne, ale z powodu ogromnie niesprawiedliwej polityki światowej. Trzeba tej ziemi dać iskrę nadziei. Pan Bóg jest w stanie przemieniać serca, szczególnie tych, którzy decydują o losach narodów - zapewniał ks. Stanisław.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
22°C Wtorek
dzień
23°C Wtorek
wieczór
21°C Środa
noc
18°C Środa
rano
wiecej »

Reklama