Pastor, pomódl się za mnie

Pracuje na bramce w dyskotece, trenuje kick-boxing, chodzi na siłownię, dużo biega. Ale praca i sport nie są na pierwszym miejscu. Wcześniej jest żona i syn, a przede wszystkim Bóg. Wszystko zaczęło się w więzieniu, kiedy wziął do ręki Pismo Święte.


Reklama

Tak naprawdę wychowałem się na ulicy – rozpoczyna swoją opowieść Grzegorz z Nowej Soli. – Jak tylko posłali mnie do szkoły, to już kombinowałem, jak tu się urwać z domu na dwór. Miałem starszych kolegów, którzy już liznęli świata przestępczego. Kilku nawet miało wyroki. To wtedy mi imponowało. Przede wszystkim podobały mi się ich zasady. Dla nich „tak” to było „tak”, a „nie” to było „nie”. Nie było szarego koloru, był albo czarny, albo biały. Jak powiedzieli coś, to zawsze tak było. Niestety, wiązało się to u nich z nielegalnym zarabianiem pieniędzy.


Czytałem i leciały mi łzy


Kłopoty z prawem zaczęły się zaraz po wojsku. Najpierw drobne kradzieże, a z czasem rozboje. – Pierwszy wyrok – rok więzienia – dostałem za pobicie. Najpierw przesiedziałem trzy miesiące w areszcie, a potem dostałem rok na twardo. Na szczęście sąd był przychylny i zamienił resztę kary na prace społecznie użyteczne. Po wyjściu troszeczkę odpuściłem, ale tylko na chwilę. Potem wróciłem, ale do grubszych przestępstw. To już były, jak to się fachowo określa w Kodeksie karnym, zbrodnie. W końcu dostałem trzy lata pozbawienia wolności. Ale mogłem dostać dużo, dużo więcej… – ucina.


Trafił do Aresztu Śledczego w Zielonej Górze. – Na szczęście tam poszedłem po rozum do głowy. Siedziałem z fajnymi chłopakami. Trzymaliśmy się razem. Jeden miał pięć lat za sobą, a drugi siedem. Należeliśmy do najwyższej hierarchii ludzi grypsujących – wyznaje Grzesiek. – Co tydzień odwiedzał nas ksiądz Sebastian Kluwak, który podchodził do nas jak do normalnych ludzi. Czuliśmy, że nie traktuje nas jakoś z góry, ale jak równych sobie. To nam otworzyło oczy na wiarę – dodaje.


Właśnie tam zaczął traktować swoją wiarę na serio. – Oczywiście byłem ochrzczony jako dziecko i nawet chodziłem do kościoła, ale moja wiara była martwa. Przede wszystkim dlatego, że nie przestrzegałem przykazań, popełniając przestępstwa i robiąc ludziom krzywdę. To przysłowie: „Modli się pod figurą, a diabła ma za skórą” idealnie do mnie pasowało – uśmiecha się Grzegorz.


– Pamiętam, jak ks. Sebastian powiedział, że trzeba czytać Pismo Święte, żeby dobrze poznać wiarę. Wtedy zacząłem je czytać. Nigdy nie spodziewałem się, że słowo Boże może tak zadziałać w moim życiu i mieć taką moc. Zawsze uważałem się za człowieka twardego, ale nigdy czytanie książki nie doprowadziło mnie do łez. A tam w celi siedziało ze mną dwóch kumpli, obaj z bardzo poważnymi zarzutami, i przy nich to się stało. Pytali: „Grzesiek, co się dzieje?”. Mówiłem: „To słowo Boże!”. Wtedy postanowiłem, że jak wyjdę na wolność, zmienię swoje życie. Ojciec w niebie zrobił mi zimny prysznic – dodaje.


Ja też chcę tak żyć


Grzegorz wyszedł na początku 2009 roku. Słowo udało się wcielić w czyn. – Od tego czasu do dziś nie popełniłem żadnego przestępstwa. A powiem szczerze, że po wyjściu z aresztu miałem wiele propozycji. Mówili: „Nikogo nie sprzedałeś, grypsowałeś. Potrzeba nam takich ludzi!”. Zawsze jednak odmawiałem. Mówiłem: „Działalność zawieszona całkowicie” – uśmiecha się Grzegorz. – Nikt nie mówił, że wymiękam, ale każdy z szacunkiem mówił: „Szkoda, bo ufamy ci”.

Nie tylko mówiłem: „Nie!”, ale namawiałem innych, aby zeszli z tej drogi. Oczywiście z różnym skutkiem. Wiadomo, każdy ma swój wybór, a ja mogę tylko wskazywać drogę. Zawsze chętnie rozmawiam na temat wiary, aczkolwiek chętnych nie jest zbyt wielu. Mam nadzieję, że choć niektórym moje zachowanie wskaże drogę do Boga. Modlę się za moich braci non stop, żeby łaska wiary na nich spłynęła, ale jak sami nie otworzą swoich serc, to nic z tego nie będzie. Wiem, że warto próbować. Pamiętam, jak w głogowskim poprawczaku mówiłem świadectwo. Na koniec jeden z chłopaków wstał i powiedział: „Ja też chcę tak żyć!” – dodaje.


Nie zapomnę jego uniesionych rąk


W więzieniu Grzegorz doświadczył mocy modlitwy. – Tam, za kratkami, też dokonywały się inne cuda. Na różańcu modliłem się dzień w dzień. Nie na siedząco, ale na kolanach, bo traktowałem to jako pokutę. Kolega z celi, który wcześniej był satanistą, widział to wszystko i powiedział, że nie wierzy, ale pomodli się razem ze mną. Zaczął się modlić także gangster z Warszawy, który był Żydem. Pamiętam, jak modliliśmy się, żeby nie rozeszli się rodzice tego satanisty. Co się okazało? Gdy wychodził na wolność, jego ojciec i matka zaczęli się dogadywać. Bóg wysłuchał naszej modlitwy.

Myślę, że Pan Bóg szuka takich zagubionych owiec jak my i chętnie wysłuchuje ich próśb – opowiada Grzegorz. – Pamiętam, że jednego razu modliliśmy się o wyjście na wolność mojego przyjaciela. Chciał zobaczyć się z bardzo chorym ojcem, który był w stanie krytycznym i lekarze nie dawali mu już dużo czasu. Kończył jeden wyrok, ale zaraz miał być sądzony za kolejną grubą sprawę. Sąd normalnie nie wypuszcza w takich sytuacjach z obawy, żeby oskarżony nie przepadł. Ale niemożliwe okazało się możliwe. Pamiętam do dziś, jak wyszedł na spacerniak i krzyczał: „Grzesiek, udało się! Wychodzę na wolność! Nie zapomnę o modlitwie do końca życia”. A ja nie zapomnę jego uniesionych do góry rąk. Zobaczył się z ojcem, a potem wrócił do więzienia odsiedzieć cztery lata – dodaje.


W więzieniu Grzegorz nawet dostał ksywę „Pastor”. – Niektórzy za kratkami mówili wprost: „Patrzyłem na ciebie. Pomogłeś mi!”. Czasem więcej daje to, co się robi, niż to, co się mówi. Ja po prostu ostro trenowałem, ale też codziennie klękałem i modliłem się w celi – opowiada Grzegorz i dodaje: – Często też osoby, które nie wierzyły, prosiły mnie o modlitwę i mówiły: „Pastor, pomódl się za mnie! Ja nie wierzę, ale widzę, jak ty w to mocno wierzysz. Bo jak umrę i okaże się, że masz rację, to powołam się na ciebie”. (śmiech)

Mówiłem, że sam nie wiem, czy będę zbawiony, bo popełniłem tyle grzechów, że do końca życia będę się modlił, żeby Bóg mi je wybaczył. Nie jestem święty i nadal pewnie jak każdy będę grzeszył, ale na pewno nie w taki sposób jak przed kryminałem. Jestem o tym przekonany, bo dałem słowo Bogu. Jakbym przyrzekł sam sobie, to pewnie bym przysięgi nie dotrzymał. Ale ja przyrzekłem Bogu.


Cel jest tylko jeden


Dziś Grzegorz jest ochroniarzem w dyskotece. – Miałem dylematy, czy to jest zgodne z wolą Boga, bo przecież czasem używam siły fizycznej przeciw bliźniemu. Ale rozmawiałem z księdzem i kuratorką na ten temat. Doszliśmy do wniosku, że przecież ktoś to musi robić. Ochroniarze są potrzebni w bankach, na lotniskach, w sklepach i też w dyskotekach. Lubię tę pracę, więc może Pan Bóg chce, abym ją wykonywał – zastanawia się Grzegorz. – Modlę się codziennie, żebym umiał odpowiednio reagować i działać tylko na tyle, na ile trzeba – dodaje. 
Jedno od wyjścia z kryminału się nie zmieniło. – Dla mnie jest bardzo ważne dane słowo. Jeżeli coś się mówi, to trzeba tego słowa dotrzymać, choćby nie wiem co – zapewnia Grzegorz.


Z więzienia pozostało jedno przyzwyczajenie. – Od czytania Pisma Świętego zaczynam każdy dzień. To trzyma mnie w ryzach, żeby pamiętać o Bogu i Jezusie. Jeślibym tego nie robił, to pewnie zatraciłbym to wszystko. Wolę nie ryzykować i wolę żyć ze słowem Bożym codziennie – wyjaśnia Grzegorz. – Przeczytałem już dwa razy Pismo Święte, a Nowy Testament sześć razy – dodaje.


Nowosolanin nie ma wygórowanych marzeń. Zależy mu przede wszystkim na rodzinie. – Chcę, żebyśmy kochali się jak do tej pory i zdrowi doczekali sędziwej starości. Żądnych większych marzeń nie mam! No może jedno, żebyśmy dostali się do nieba – uśmiecha się i kontynuuje: – Nie ma straconych ludzi. Jak człowiek będzie chciał się zmienić, to z Panem Bogiem da radę. Oczywiście trzeba pamiętać, że to cały czas droga pod górkę. Ale jestem już do tego przyzwyczajony. Mam nadzieję, że nie zatrzymam się ani nie cofnę. I choćbym nie odpokutował wszystkich grzechów, które popełniłem tu, na ziemi, mam jeden cel – chcę być w niebie. W więzieniu byłem na szczycie hierarchii, ale mam nadzieję, że Bóg da mi szansę i znajdę się chociaż na końcu hierarchii w czyśćcu. Wtedy będę szczęśliwy.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    2°C Niedziela
    wieczór
    -1°C Poniedziałek
    noc
    -2°C Poniedziałek
    rano
    1°C Poniedziałek
    dzień
    wiecej »

    Reklama