Generał chwyta 
za pióro

„Ben Hur” Lewisa Wallace’a, który uwierzył w Chrystusa w czasie pisania książki, był największym chrześcijańskim bestsellerem XIX w. Rywalizować z nim mogło tylko
„Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza.

Reklama

Lewis Wallace (1827–1905) był postacią niesłychanie barwną. W wieku 16 lat opuścił dom i zaczął samodzielnie zarabiać na swoje utrzymanie. Jako ochotnik wziął udział w wojnie z Meksykiem, prowadził kancelarię prawną, został wybrany na senatora stanu Indiana. W czasie wojny secesyjnej dowodził różnymi jednostkami armii Północy w walce z konfederatami i odniósł kilka znaczących sukcesów. Do największych należało powstrzymanie marszu przeważających liczebnie oddziałów armii Południa na Waszyngton. Był też jednym z członków komisji śledczej badającej sprawę zamordowania prezydenta Lincolna. Armię opuścił w randze generała, a po wojnie całkowicie poświęcił się polityce.

Pisanie 
na Dzikim Zachodzie

W 1878 r. został mianowany gubernatorem Terytorium Nowego Meksyku. Nie była to łatwa placówka, bo rządziło tam bezprawie, a korupcja stała się powszechna. Właśnie tam losy Wallace’a splotły się z losami jednej z najsłynniejszych postaci Dzikiego Zachodu, czyli Billym Kidem. Przestępca negocjował z gubernatorem warunki ewentualnej amnestii.

W 1881 r. Wallace zrezygnował z urzędu i wyjechał do Konstantynopola jako ambasador USA; zdobył sobie zaufanie sułtana Abdülhamida II. Odbył też wiele podroży po Bliskim Wschodzie i zwiedzał opisane potem przez siebie w „Ben Hurze” miejsca. W 1885 r. wrócił do kraju i poświęcił się twórczości literackiej, choć pisaniem dorywczo zajmował się już wcześniej. W 1843 r. rozpoczął powieść „The Fair God” o podboju Meksyku przez Cortésa, ale wydał ją dopiero w 1873 roku. Sprzedawała się dobrze, co zachęciło Wallace’a do pisania kolejnej.

W swojej autobiografii Wallace napisał, że nigdy nie należał do żadnej wspólnoty religijnej, a sprawy religii były mu obojętne. Do czasu, kiedy zaczął pisać „Ben Hura”, książki nazywanej często „najbardziej wpływową chrześcijańską książką XIX wieku”. Koncepcja powieści zrodziła się w pociągu, w czasie przypadkowego spotkania z płk. Robertem Ingersollem, czołowym wówczas propagatorem ateizmu w Stanach Zjednoczonych. Pułkownik starał się przekonać Wallace’a, że Jezus nie jest postacią historyczną. Jak się okazało, tyrady Ingersolla przyniosły skutek odwrotny do jego zamierzeń. Pisarz postanowił, jak później wspominał, „zdefiniować sobie, w co naprawdę wierzy… Wystarczy powiedzieć, że zdecydowałem napisać powieść o Chrystusie i w trakcie pisania utwierdziłem się w absolutnej wierze w Boga i w boskość Chrystusa”.

Wallace pracował nad powieścią w czasie, kiedy pełnił funkcję gubernatora Terytorium Nowego Meksyku. Wydał ją w 1880 r., jednak początkowo nic nie zapowiadało sukcesu. Przez siedem pierwszych miesięcy sprzedano tylko 2800 egzemplarzy, ale później ruszyła lawina. Do końca XIX w. nakłady „Ben Hura” pobiły utrzymywany przez lata rekord wydanej w 1852 r. „Chaty wuja Toma” Harriet Beecher Stowe. Rekord ten powieść utrzymała do czasu publikacji „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell.

Książka zyskała światową popularność. Nawet zaprzysięgli wyznawcy zasady, że Biblii nie można wykorzystywać w literaturze, polecali ją swoim wiernym. Powieść Wallace’a zburzyła barierę niechęci wobec religijnej fikcji literackiej i pomogła w rozwoju gatunku, do którego należy m.in. cieszące się równą popularnością napisane później „Quo vadis” Sienkiewicza.

Nie tylko 
intryga

Skąd wziął się światowy sukces książki? Romantyczna opowieść o perypetiach pochodzącego z arystokratycznej żydowskiej rodziny Ben Hura, niesłusznie oskarżonego o usiłowanie zabójstwa prokuratora i zdradzonego przez przyjaciela z dzieciństwa, odznacza się ciekawą intrygą i jest świetnie skonstruowana. To także opowieść o pragnieniu odwetu i przebaczeniu. I, co najważniejsze, opowiada o Chrystusie, Jego życiu i nauczaniu, które mają decydujący wpływ na losy Ben Hura i jego bliskich. To właśnie interpretacja życia Jezusa do tego sukcesu się przyczyniła. Powieści biblijne zyskiwały popularność w Stanach Zjednoczonych, kiedy Wallace zasiadł do pisania „Ben Hura”, ale dopiero w niej Jezus stał się jednym z głównych bohaterów.

Wallace zdawał sobie sprawę z ryzyka, które niosło wprowadzenie postaci Jezusa, jakiego znamy z Ewangelii, na karty powieści historycznej. Nikt wcześniej nie ośmielił się tego zrobić. Przełamanie tej bariery budziło opory, ale, jak wyjaśniał pisarz, „Niezależnie od wszystkiego napisanie o Nim było dla mnie imperatywem, On musiał się pojawić, mówić i działać. Chciałem, by cały czas był obecny w oczach czytelnika. Ale nie chciałem tego robić w formie kazania”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KULTURA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    2°C Piątek
    rano
    5°C Piątek
    dzień
    6°C Piątek
    wieczór
    3°C Sobota
    noc
    wiecej »

    Reklama