Własność gazet jest kluczowa

O pozornym pluralizmie i skutecznej repolonizacji prasy mówi Barbara Bubula.

Reklama

Piotr Legutko: Podobno PiS chce przez bank państwowy i PZU repolonizować prasę będącą w rękach niemieckich wydawców. Prawda czy fałsz?

Barbara Bubula: To bardzo dziwna historia z tą wrzutką. Być może chodzi o zablokowanie innych naszych działań dotyczących mediów, a zwłaszcza Agory, czyli imperium obejmującego nie tylko dziennik, ale i rozgłośnie radiowe czy sieć reklamy zewnętrznej, obecnej na wszystkich wiatach przystankowych.

A czy jest możliwe, że PZU przejmuje przez giełdę kontrolę nad Agorą?

„Gazeta Wyborcza” jest tak jednoznacznie kojarzona ideowo i politycznie, że przejmowanie jej tylko po to, by odnieść historyczne zwycięstwo nad Adamem Michnikiem, nie miałoby sensu. Lepiej pożytkować energię i pieniądze na budowanie silnych mediów publicznych, bo one gwarantują faktyczny pluralizm opinii w Polsce.

Na demonstracjach KOD też można usłyszeć, że w Polsce nie ma pluralizmu. Z drugiej strony nie było jeszcze w III RP tak zróżnicowanej oferty medialnej. Mamy więc wreszcie ten wymarzony pluralizm czy nie?

Mamy, tyle że ten pluralizm został okupiony nierównomiernym wysiłkiem. Ogromnym po stronie prawicowych i kościelnych mediów, które zbudowano za wdowi grosz, wydawany na wsparcie Radia Maryja czy kupowanie katolickich tygodników. Po drugiej stronie są pieniądze płynące szerokim strumieniem od spółek, wielkich korporacji czy międzynarodowych funduszy. Wystarczy przypomnieć, jaką walkę musiały stoczyć dwa miliony ludzi, by Telewizja Trwam dostała koncesję na nadawanie, podczas gdy w tym samym czasie postkomunistyczne środowisko, które stworzyło ZPR, dostało bez problemów trzy koncesje. To pokazuje też zagrożenia dla pluralizmu na przyszłość, bo przecież są jakieś granice inwestowania własnych pieniędzy. Jest też kwestia zmęczenia, bo jak długo można dokładać do interesu dla idei albo pracować niemal za darmo, gdyż wysokie gaże są zarezerwowane dla ludzi starego układu.

Po dojściu do władzy PiS sytuacja wielu tych dokładających do interesu jednak się poprawiła.

Ale to może się zmienić – oby jak najpóźniej. I wtedy, bez trwałych fundamentów, ten pozorny pluralizm się skończy i wrócimy do jeszcze silniejszego monopolu jednej opcji.

No to mamy problem, bo każda zapowiedź stawiania fundamentów, przywrócenia normalnych reguł gry na rynku natychmiast jest przedstawiana jako zamach na wolne media.

Wszystkie decyzje dotyczące mediów w ciągu ostatniego roku tak właśnie były interpretowane, również w wersji dla zagranicy. A przekonać do takiej narracji międzynarodowe organizacje dziennikarskie nie było trudno, bo są one od lat związane z jednym, tym właśnie środowiskiem. Kolejnym dowodem jest nominowanie „Gazety Wyborczej” do Nagrody Wolności Słowa przyznawanej przez Reporterów bez Granic.

A zatem dementuje Pani ów „tajny” plan repolonizacji mediów drukowanych?

Bez względu na to, kto będzie rządził, konieczne jest wprowadzenie takiego prawa, które uniemożliwi dominację na rynku mediów jednego podmiotu, a także umocowanie urzędów, które będą takie prawo egzekwować. A powszechna wiedza o tym, kto jest właścicielem danego tytułu i jaki to ma wpływ na jego linię redakcyjną, jest znikoma. Dopiero od kilku lat osoby zainteresowane tematem zaczęły przyglądać się kwestiom własnościowym i kojarzyć fakty.

Może po prostu ludziom robiącym zakupy w niemieckich sieciach handlowych i jeżdżących niemieckimi samochodami nie przeszkadza, że gazety mają niemieckich właścicieli?

Być może tak jest. Ale doświadczenia praktycznie wszystkich krajów pokazują, że prasa, rozumiana również jako jej mutacje internetowe, jest podstawowym miejscem produkcji dziennikarskiej. I tym, co znajdą, czego dowiedzą się dziennikarze prasowi, karmią się dopiero szybkie media elektroniczne. Dlatego kluczową rzeczą jest własność gazet i czasopism, a nie najchętniej nawet oglądanych stacji telewizyjnych.

Skoro nie przez wykup gazet, to w jaki sposób można zmienić obecną sytuację?

Trzeba zastosować w Polsce identyczne rozwiązania na rynku mediów jak u Niemców, Hiszpanów czy Francuzów. Wszystkie te kraje dawno już wprowadziły bardzo ostre przepisy antykoncentracyjne, dużo ostrzejsze niż w innych branżach. W Polsce gazety traktuje się tak samo jak przetwory spożywcze czy śrubki. W Niemczech prowadzi się bardzo szczegółową analizę, czy wydawca – także przez podmioty powiązane – nie ma wpływu na więcej niż 30 proc. rynku. A jeśli ma tyle, to już nie dostanie koncesji telewizyjnej. Bardzo pilnowana jest równowaga, nikt nie może dominować. Dotyczy to zarówno kapitału własnego, jak i zewnętrznego. Niemiecką opinią publiczną po prostu nie da się zarządzać, nawet mając na ten cel nieograniczone środki.

A polską – jak najbardziej. W żadnym kraju UE nie do pomyślenia jest taka sytuacja, że wszystkie dzienniki regionalne są w rękach jednego podmiotu, którego centrala jest w innym kraju.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    03.12.2016 18:40
    Ultralibetalna PO kontra ultrasocjalny i państwowy PiS. Czy nie ma w Polsce partii, która byłaby po środku tego? Idziemy ze skrajności w skrajność..
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Czwartek
    noc
    5°C Czwartek
    rano
    10°C Czwartek
    dzień
    11°C Czwartek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama