Wiara na gruzach

Trzęsienie ziemi zabrało im domy, miejsca pracy, a nieraz bliskich, przyjaciół, sąsiadów. Ale nie stracili wiary. Mieszkańcy środkowych Włoch chcą odbudować zrujnowane kościoły. Z wdzięczności Panu Bogu za ocalone życie.

Cudem przeżyliśmy. Cegły i dachówki spadały na nas jak śmiercionośne naboje. Po chwili podniosłem oczy i zobaczyłem, że bazyliki już nie ma, została po niej tylko masa gruzu – mówi opat benedyktyńskiej wspólnoty w Nursji. Ojciec Cassian Folsom wraz z innym mnichem poszli tego ranka do klasztoru po kilka potrzebnych rzeczy. – Od pierwszego trzęsienia w sierpniu część wspólnoty przeniosła się do Rzymu, a reszta mieszkała w górach, przy naszym drugim klasztorze. Gdybyśmy zostali w Nursji, wszyscy byśmy zginęli. Zniszczona jest nie tylko bazylika, ale i nasze cele – opowiada benedyktyn.

Świat obiegł już filmik zarejestrowany przez kamery miejskiego monitoringu, na którym widać ludzi modlących się na klęczkach na gruzach świątyni, a wśród nich spowiadających mnichów. Włoski ekonomista Luigino Bruni tak skomentował tę scenę: „W jednej chwili przypomnieliśmy sobie, że w naszym świecie nastawionym na konsumpcję i zysk, świecie mediów społecznościowych i wirtualnej rzeczywistości są ludzie, którzy całe swe życie poświęcają modlitwie i robią to także dla nas. Zrozumiałem, że w naszym zsekularyzowanym społeczeństwie łatwiej będzie znaleźć miliony na odbudowę zniszczonego dziedzictwa religijno-kulturowego niż cement wiary i modlitwy naszych ojców, który pozwolił im w ciągu wieków stworzyć całe to bogactwo naszej tożsamości”.

Ocalone relikwie

Wspólnota benedyktynów z Nursji stała się w tych miesiącach ważnym punktem odniesienia nie tylko dla mieszkańców miasteczka, ale i całych Włoch. – Piszą do nas ludzie, prosząc o modlitwę i radę duchową. Mimo trudności w komunikacji, spowodowanych zniszczeniem dróg, poszukują nas też ludzie, by porozmawiać i wyspowiadać się. Dzwonią znani przemysłowcy, ale i emeryci, zapewniając, że pomogą nam odbudować bazylikę – mówi wiceprzeor wspólnoty o. Benedetto Nivakoff. Podkreśla, że trudne wydarzenia jakby mocniej zakorzeniły ich samych w tę ziemię. – Nasza międzynarodowa wspólnota wróciła do Nursji dopiero w Roku Wielkiego Jubileuszu. Wygnał nas stąd Napoleon, który po zajęciu Włoch w XIX w. nakazał zamknięcie klasztoru. Nikt z nas nie myśli teraz o opuszczeniu tego terenu, na gruzach chcemy zbudować jeszcze większy obiekt, otwierając się na nowe powołania – mówi o. Nivakoff.

Spod gruzów bazyliki strażacy wydobyli niezniszczony relikwiarz św. Benedykta. Ocalała też nienaruszona figura patrona Europy na głównym placu opuszczonego dziś miasteczka.

Pusto przy grobie św. Rity

Od pierwszego sierpniowego trzęsienia ziemi, jakie zniszczyło centralne Włochy, odnotowano na tym terenie ponad 27 tys. wstrząsów. Nie są one już tak silne, by mogły spowodować poważne zniszczenia czy ofiary w ludziach, ale wyraźnie odczuwalne. – Ludzie są bardzo przybici i zmęczeni tak długo trwającymi wstrząsami. Wielu wciąż śpi w samochodach. Uszkodzonych zostało mnóstwo domów, sklepów i rodzinnych zakładów. W mieście nie działa obecnie żaden hotel, a Cascia przecież żyje z pielgrzymów i turystów – mówi rektor bazyliki św. Rity w tym umbryjskim mieście. Ze względów bezpieczeństwa po raz pierwszy w historii trzeba było zamknąć dla wiernych tę świątynię, która od stuleci przyciąga niezliczonych pielgrzymów do grobu świętej od spraw beznadziejnych. Nie wiadomo, jak długo potrwają prace remontowe. Opiekujące się bazyliką siostry augustianki przeniosły się do innego klasztoru w Umbrii. W Casci zostało tylko kilka mniszek. Ogromny parking, na którym zatrzymywały się autokary z pielgrzymami, przemienił się w pole namiotowe. Są tam punkt pierwszej pomocy, porad prawnych, jadłodajnia i sala z telewizorem. Tam toczy się w ciągu dnia życie mieszkańców, którzy na noc przenoszą się na obrzeża miasteczka, gdzie śpią w samochodach, przyczepach kempingowych i namiotach. Jest to coraz trudniejsze, ponieważ na te górskie tereny spustoszone przez kataklizm dotarła zima.

– Ta ziemia to nasze dziedzictwo budowane przez wieki przez naszych przodków. Odejść stąd oznaczałoby bezpowrotnie zatracić swoją tożsamość – mówi 33-letni Lucio. By pomóc sąsiadom, zorganizował internetową sprzedaż wytwarzanych na tym terenie słynnych owczych serów i wędlin. W podobny sposób sprzedaje się też znaną na świecie soczewicę z Castelluccio. Z tej osady pasterzy i rolników praktycznie nic nie ocalało. Podobnie jak z Preci i leżącego nieopodal słynnego klasztoru św. Eutychiusza. Założyli go w V w. syryjscy mnisi, a z czasem stał się on ważnym ośrodkiem monastycyzmu, na którym wzorował się św. Benedykt. Później przejęli go właśnie jego duchowi synowie, przyczyniając się do jego rozkwitu. Straty dziedzictwa religijno-kulturalnego są ogromne. – W mojej diecezji nie ma ani jednego nieuszkodzonego kościoła – mówi bp Francesco Giovanni Brugnaro, ordynariusz archidiecezji Camerino-San Severino Marche, która podczas ostatnich wstrząsów najbardziej ucierpiała. Odwiedzając zniszczone tereny, własnymi rękoma wykopał spod gruzów średniowieczny krucyfiks. – Umieszczę go w pierwszym odbudowanym kościele jako znak przejścia od śmierci do życia – mówi. 1,5-metrową figurę Matki Boskiej, którą wyniósł z innej zniszczonej świątyni, ustawił w namiocie służącym za jadalnię w jednym z tymczasowych obozów. Mieszkają w nich z ludźmi księża oraz wolontariusze Caritas. – Nasza obecność tu jest teraz najważniejsza. Ludzie proszą, by z nimi być i o nich pamiętać także wówczas, gdy minie sytuacja kryzysowa i zgasną skierowane na nich reflektory mediów – mówi ks. Marco Rufini i podkreśla, że doświadczenie kataklizmu nie pociąga za sobą kryzysu wiary. Ono ją pobudza. – Paradoksalnie w sytuacji takiej jak ta ziarna wiary, zasiane niekiedy gdzieś przypadkowo w życiu tych ludzi, teraz znajdują sprzyjające warunki do wzrostu, kiełkują i wydają owoce. Oni sami dają o tym świadectwo – mówi kapłan. – Na niedzielnych Mszach św. widuję ludzi, którzy normalnie w nich nie uczestniczyli. I nie kierują się chwilowym poczuciem lęku. Widzę w nich raczej otwarcie na wiarę, która wcześniej była w nich trochę ukryta, a teraz objawiła się z wielką siłą.

Pod opieką św. Poncjana

Z borykającej się z dramatem migrantów Lampedusy w okolice Cascii przyjechała Viviana Tarantino, wolontariuszka Czerwonego Krzyża. – Wszędzie widzę to samo. Zarówno uchodźcy, jak i ofiary trzęsienia ziemi potrzebują czyjejś pomocnej dłoni, by nie stracić nadziei. Odbudowując domy, musimy też pamiętać, by nie zatracić tego, co najważniejsze – wspólnoty serc. To ona jest wielkim skarbem mieszkańców tych terenów, którzy już niejednokrotnie doświadczali podobnych tragedii, ale dzięki hartowi ducha i wierze zawsze potrafili się podnieść – wyznaje. Została ona matką chrzestną Alessii, która przyszła na świat w dniu ostatniego trzęsienia ziemi, co interpretowano jako znak błogosławieństwa.

Od tygodni na terenach doświadczanych kataklizmem zanoszona jest modlitwa za wstawiennictwem św. Poncjana, męczennika pochowanego w katedrze w Spoleto, uważanego za opiekuna ludzi przeżywających trzęsienia ziemi. – W XVIII w. Umbrię doświadczała fala tych kataklizmów. Pierwszy silny wstrząs nastąpił w jego wspomnienie liturgiczne, ale w Spoleto obyło się bez ofiar. Tradycja przypomina, że jego ścięciu też towarzyszyły wstrząsy ziemi, a on sam na chwilę przed śmiercią prorokował: „Spoleto zadrży, ale nie upadnie” – opowiada miejscowy biskup, podkreślając, że okoliczni mieszkańcy mają do tego świętego ogromne nabożeństwo, a wszyscy przecież znamy siłę modlitwy.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    19°C Czwartek
    noc
    12°C Czwartek
    rano
    15°C Czwartek
    dzień
    17°C Czwartek
    wieczór
    wiecej »