Cichy bohater

Przez ponad dwa lata torturowali go najokrutniejsi kaci Mokotowa. Gdyby abp Antoni Baraniak dał się złamać, kard. Wyszyński trafiłby do więzienia, a Karol Wojtyła być może nigdy nie zostałby papieżem.

Reklama

W dawnym areszcie przy ul. Rakowieckiej otwarto ekspozycję poświęconą śp. abp. Antoniemu Baraniakowi. W pomalowanej na biało celi z okratowanymi oknami na razie znajduje się tylko obraz przedstawiający duchownego, ale z czasem będą tam umieszczane kolejne związane z nim przedmioty. Dyrektor niedawno otwartego Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych dr Jacek Pawłowski zapewnia, że instytucja dysponuje łóżkiem biskupa, jego ornatami, a także szafą z ukrytym ołtarzem, przy którym kapłan sprawował Mszę św. w domu zakonnym w Marszałkach.

W tej celi trudne 27 miesięcy swojego życia spędził dyrektor Sekretariatu Prymasa Polski. Prawdziwą gehennę przeżył jednak kilka pięter niżej, w zimnych piwnicach aresztu, w których katowano m.in. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” i Łukasza Cieplińskiego. Arcybiskup nie miał żadnej taryfy ulgowej. Był traktowany dokładnie tak samo jak pozostali więźniowie: bity, głodzony, a nawet podtapiany. Ubecy robili to tylko po to, żeby wymusić na nim zeznania obciążające prymasa Polski.

Duchowny nie zdradził i cudem przeżył, ale już nigdy nie odzyskał dobrej formy fizycznej. Wyolbrzymieniem nie będzie stwierdzenie, że swoją heroiczną postawą uratował polski Kościół. Bo kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby stracił przywódcę w osobie kard. Stefana Wyszyńskiego?

Prawa ręka prymasa

Późniejszy arcybiskup Antoni Baraniak urodził się w 1904 r., a już w wieku 16 lat wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Salezjańskiego. Studiował filozofię i teologię, a jego kariera naukowa rozwijała się bardzo szybko. Na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie uzyskał tytuł doktora. W 1933 r., zaledwie trzy lata po święceniach, ówczesny prymas kard. August Hlond powołał go na swojego osobistego sekretarza i kapelana. W czasie II wojny światowej obaj opuścili kraj: przebywali we Włoszech i we Francji, organizując pomoc dla swoich rodaków.

Po wojnie kard. Hlond umarł, a ks. Baraniak w naturalny sposób stał się sekretarzem kolejnego przywódcy Kościoła w Polsce – kard. Wyszyńskiego. We współpracy z nim wykonywał ważne zadania, m. in. pisał i redagował pisma skierowane do władz państwowych. Piórem walczył wtedy o uwolnienie prześladowanych księży i osób świeckich.

Kiedy w 1951 r. został sufraganem gnieźnieńskim, jego pozycja w episkopacie wzrosła. Służby doskonale wiedziały, że był prawą ręką prymasa, chociaż sprawiał wrażenie zwykłego, skromnego kapłana. – To był zawsze bohater drugiego planu. Bardzo często jeździł z prymasem do Rzymu. Kardynał Wyszyński rozmawiał, a dokumenty w teczce niósł Baraniak, najważniejsze sprawy załatwiano przez niego – opowiadała Jolanta Hajdasz, autorka dwóch filmów poświęconych arcybiskupowi. Nic dziwnego, że w tej sytuacji najłatwiejszym sposobem zniszczenia kard. Wyszyńskiego wydawało się złamanie jego najbliższego współpracownika. Komuniści zabrali się do pracy.

Prymas na celowniku

„Domyślałem się, że mój względny spokój w więzieniu zawdzięczam jemu, bo on wziął na siebie jak gdyby ciężar całej odpowiedzialności prymasa Polski” – mówił w 1977 r. na pogrzebie abp. Baraniaka kard. Wyszyński. Wspominał wtedy o swoim internowaniu, podkreślając, że było ono niczym w porównaniu z tym, co przeżył jego sekretarz.

Aresztowano ich dokładnie w tym samym czasie: w nocy z 25 na 26 września 1953 roku. Kardynał Wyszyński trafił do miejsca odosobnienia w Rywałdzie, a abp Baraniak prosto na ul. Rakowiecką w Warszawie. W dokumentach zgromadzonych w IPN zachowało się 146 protokołów z przesłuchań kapłana. Cel był jeden: za wszelką cenę zmusić go do zeznawania przeciwko prymasowi.

Arcybiskup miał być głównym świadkiem w procesie, który komuniści przygotowywali przeciwko kard. Wyszyńskiemu. Chodziło o skompromitowanie przywódcy polskiego Kościoła w podobny sposób, jak postąpiono z prymasami Czech, Chorwacji i Węgier. Oskarżano ich m.in. o współpracę z hitlerowcami, zdradę stanu oraz działanie na niekorzyść narodu. Wszystkie zarzuty były zmyślone, ale właśnie w ten sposób chciano zdyskredytować duchownych w oczach wiernych. Takie metody stosowano także w Polsce, m.in. w stosunku do bp. Czesława Kaczmarka, skazanego na 12 lat więzienia „za kolaborację z Niemcami, usiłowanie obalenia ustroju PRL i propagandę na rzecz waszyngtońsko-watykańskich mocodawców”. Podobne zeznania próbowano wymusić od abp. Baraniaka. Na Rakowieckiej przeżył on piekło.

Karcer i blizny

– On nic nie mówił, nic nie opowiadał. Dopiero jego lekarze odkryli pręgi, jakie miał na plecach – powiedział abp Gądecki w homilii w dzień poświęcenia celi duchownego. Rzeczywiście, przez lata pytany o czas spędzony w więzieniu, abp Baraniak milczał. Kiedy chorował, czasami tylko wspominał, że to nic w porównaniu z tym, co przeżył na Rakowieckiej. Szczegółów jednak nie zdradzał. Dopiero po latach okazało się, że duchowny przeżył tortury, które dzisiaj trudno sobie nawet wyobrazić. Ubeckie dokumenty potwierdzają, że był głodzony: po pierwszych trzech miesiącach spędzonych w więzieniu schudł aż 14 kg. Dokumentacja medyczna potwierdza także, że wychodząc z aresztu, ważył zaledwie 40 kilogramów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    18°C Piątek
    dzień
    19°C Piątek
    wieczór
    15°C Sobota
    noc
    12°C Sobota
    rano
    wiecej »

    Reklama