Po co był sobór?

Joseph Ratzinger należał na soborze do obozu postępowych teologów. Później nie bał się mówić głośno o kryzysie Kościoła posoborowego i pytać o jego przyczyny. Lektura jego okołosoborowych tekstów pozwala lepiej zrozumieć obecną sytuację Kościoła.

Reklama

Siódmy tom „Opera omnia” Josepha Ratzingera zbiera teksty, które powstały przed soborem, w jego trakcie lub po zakończeniu zgromadzenia. Tom ukazał się po polsku jesienią ubiegłego roku. Jego lektura może być cenną pomocą nie tylko dla zrozumienia, czym był sam sobór. W pismach papieża seniora wybrzmiewa mocno nuta niepokoju o posoborowy Kościół. Czy zmierzamy w dobrą stronę? Raz po raz takie pytanie stawia sobie i innym Ratzinger. Cechą jego teologii jest rzeczowe ujmowanie problemów, nazywanie trudności bez owijania w bawełnę, a zarazem pokorne szukanie rozwiązań w świetle wiary. Można zaryzykować diagnozę, że u progu Anno Domini 2017 mamy do czynienia z nową odsłoną posoborowego kryzysu katolicyzmu. Pojawiające się dziś pytania o reformę Kościoła, którą proponuje papież Franciszek, przypominają nieco spory o reformę soborową. Być może rozmowa o obecnej sytuacji Kościoła jest w gruncie rzeczy dalszym ciągiem dyskusji o Vaticanum II, o granicy między prawdziwą i fałszywą reformą Kościoła. Podwójny tom pism soborowych Ratzingera czytanych z dzisiejszej perspektywy przynosi wiele zaskakująco aktualnych odpowiedzi na współczesne rozterki wierzących.

Gdy duch soboru staje się upiorem

Ksiądz Joseph Ratzinger stał się uczestnikiem soboru dzięki kard. Josephowi Fringsowi z Kolonii. „Mogę mu tylko zawsze być wdzięczny – pisze papież senior – za to, że mnie, najmłodszego profesora Katolickiego Wydziału Teologicznego Uniwersytetu w Bonn [miał 35 lat, a Frings 75 – T.J.], wziął ze sobą jako doradcę w tym wielkim zgromadzeniu kościelnym, dzięki czemu znalazłem się w tej szkole i mogłem przebyć drogę soboru od wewnątrz”. Soborowe tomy „Opera omnia” pozwalają zobaczyć sobór od środka, poznać różne stanowiska, odkryć sedno toczonych sporów, prześledzić proces powstawania dokumentów. Dla aktualnej sytuacji Kościoła najciekawsze wydają się teksty zebrane w rozdziale zatytułowanym „Recepcja”. Pokazują one, jak Ratzinger, początkowo zwolennik reform, z biegiem lat wykazywał coraz więcej trzeźwego sceptycyzmu. Kościołowi posoborowemu i sobie samemu także zadawał coraz więcej trudnych pytań.

W przeciwieństwie do obozu bezkrytycznych entuzjastów soborowych reform Ratzinger nie bał się mówić głośno o negatywnych zjawiskach, które dostrzegał. Dlaczego tak wielu teologów i biskupów nie chciało widzieć postępującego rozkładu Kościoła? Być może także dlatego, że uważano, iż ten sobór był wyjątkowy. Sądzono, że „uczyniono wszystko inaczej i lepiej. Sobór, który nie ustanawiał dogmatów, nikogo nie wykluczał, wydawał się nikogo nie poruszać, nikogo nie odrzucać, a wszystkich pociągać”. A jednak tuż po soborze zamiast oczekiwanej wiosny zapanowała raczej zima. Pustoszejące kościoły, seminaria, masowe odejścia z kapłaństwa, niekończące się dyskusje stronnictw rozrywające wspólnotę, banalizacja liturgii. Te zjawiska zachodziły najmocniej w krajach, które odgrywały główną rolę na soborze i przodowały w modernizowaniu Kościoła. Nam, w Polsce, zostało to wszystko oszczędzone. Dlaczego tak się stało, to inny temat.

Benedykt XVI podkreśla, że nie można w prosty sposób winić o te negatywne zjawiska samego soboru. Opowiada się on za tym, że sobór był konieczny i to co, zostało zapisane w jego dokumentach, jest dobrym drogowskazem dla Kościoła. Z drugiej jednak strony często przyznaje, że trudno nie pytać, dlaczego sprawy potoczyły się w tak złym kierunku. Czy był to tylko efekt fali sekularyzacji wzbierającej w świecie? A może ojcowie soborowi nie przewidzieli wszystkich konsekwencji swoich działań? Być może popełniono błędy na etapie wdrażania go w życie? Ratzinger mówi wprost, że tam, gdzie ducha soboru interpretuje się przeciwko jego dokumentom, „duch ten staje się upiorem i prowadzi do bezsensu”. Jak więc poprawnie interpretować sobór? Gdzie leży właściwy klucz? Imponuje szczerość i przenikliwość Ratzingera w diagnozowaniu sytuacji, bezkompromisowa uczciwość w mierzeniu się z problemami, na które lepiej byłoby przymknąć oko, bo burzą wygodne dla nas założenia.

Bywa, że w dzisiejszych rozmowach o Kościele każde krytyczne spojrzenie na Sobór Watykański II (a nawet próba postawienia pewnych pytań) traktowane jest jako zamach na sobór, zanegowanie jego znaczenia lub niezrozumienie epokowego przełomu. Zamiast próby szukania odpowiedzi na podniesione kwestie można usłyszeć zarzut w stylu: „czy jesteś tradycjonalistą?” albo: „czy nie wierzysz, że sobór był dziełem Ducha Świętego?”. Mądrość Ratzingera, jego miłość do Kościoła uczą, że nie wolno zamykać oczu na trudną rzeczywistość. Co więcej, właśnie uczciwe stawianie pytań o bilans soboru, o jego dobrą recepcję jest konieczne, aby to dzieło wydało dobry owoc.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • eMGa
    06.02.2017 23:18
    Jaka jest rola papieża orzeczona w dogmacie o nieomylności na SW1? Stać na straży Objawienia i Tradycji. Robienie rabanu należy do rewolucjonistów a nie Strażnika Wiary; ma swoje owce utwierdzać w wierze a nie robić zamieszanie! Amoris Laetitia praktycznie daje przyzwolenie na cudzołóstwo; tutaj zastosowano tę samą metodę, która została przetestowana w dokumentach SW2, to znaczy wieloznaczność, każdy może sobie dowolnie interpretować - dzisiaj ponosimy tego konsekwencje. Nas uratował sł.Boży Prymas Wyszyński, gdyby nie On, wyglądalibyśmy tak jak np. Europa Zachodnia. Działania poznajemy po owocach. Praktyczna likwidacja Franciszkanów Niepokalanej, a teraz próba przejęcia majątku oraz wymuszenie na Założycielu deklaracji nie do przyjęcia. Zakon Maltański - awans von Beoeselagera pomimo udowodnienia przyzwolenia na rozprowadzanie środków antykoncepcyjnych i całkowicie bezprawna interwencja w wewnętrzne sprawy Zakonu (suwerennego! w nazwie). To są już dziesiątki takich decyzji. Dziękuję ks. Redaktorowi, że ten temat został ruszony. Głuche milczenie mediów katolickich niczego nie załatwi. Starsze pokolenie może żyć w nieświadomości, ponieważ rzadko korzysta z nowych mediów i gorzej zna języki obce, natomiast ludzi młodych już nie da się nakarmić byle czym. Poza tym na temat SW2 jest już po polsku wiele bardzo dobrych prac , poważnych historyków Kościoła (Roberto de Mattei, Romano Amerio).
  • Jack03
    09.02.2017 12:36
    To jest dobra okazja do aktywności kręgu " zdecydowanych" przeciwników Soboru Watykańskiego drugiego. No dobrze macie takie zdanie wasza osobista rzecz, zastanawiam się jedynie jak wyobrażacie sobie prowadzenie dialogu z młodym pokoleniem, które przejmuje odpowiedzialność za rzeczywistość a w tym za kraj, za przedsiębiorstwa i za Kościół? Takie utarte stereotypy zachód = zło, Kościół przedsoborowy = dobro do większości nie przemawiają...
  • tambaran
    10.02.2017 21:27
    tu było,co napisałem, ateraz tego nie ma.... wią TO WYPEŁNIAM
  • eMGa
    11.02.2017 14:56
    @Jack03, to nie jest kwestia "zdecydowanych" przeciwników czy zwolenników SW2, czy posiadania takiego zdania na ten temat, to są po prostu fakty! Benedykt XVI w swoim ostatnim przemówieniu do księży powiedział, że mamy dwa SW2, jeden mediów, drugi ojców. Zwyczajnie chodzi o to, aby dokonać rzetelnej interpretacji w świetle Tradycji, a nie całej Tradycji w świetle SW2. Zresztą taki sam postulat teraz funkcjonuje w odniesieniu do Amoris Laetitia, tzn. interpretujemy całą naukę o małżeństwie z punktu widzenia Amoris Laetitia - to jest niedopuszczalne! 50 lat w historii Kościoła to są dwa pokolenia, czyli bardzo niewiele. Nadszedł czas, aby stanąć w Prawdzie. To pójdzie ciężko, co jest widoczne gołym okiem, ale u Boga nie ma nic niemożliwego. Kryterium oceny jest stan Kościoła na Zachodzie, który praktycznie umiera, a przed SW2 rozkwitał; wystarczy zobaczyć statystyki. Kościół Holandii i Belgii (bardzo małe ludnościowo) dawały światu najwięcej misjonarzy (w liczbach bezwzględnych), 70%-90% ludzi w tych krajach chodziło do kościoła, a dzisiaj...2%. Kościół, gdzie centrum jest człowiek, a nie Bóg tak będzie wyglądał. Do ludzi młodych przemawia Prawda i wymagania, a nie bylejakość; popkultura jest wszędzie i przestrzeń Kościoła musi być od niej wolna, pod każdym względem. Musimy się uwolnić od "dyktatury relatywizmu" również w Kościele.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    1°C Poniedziałek
    dzień
    1°C Poniedziałek
    wieczór
    -1°C Wtorek
    noc
    -2°C Wtorek
    rano
    wiecej »

    Reklama