Tajemnice „zetki”

Zbiór zastrzeżony IPN zawsze wzbudzał emocje wśród historyków, publicystów, a także ludzi interesujących się polityką. Miały być tam chronione dokumenty, stanowiące klucz do wyjaśnienia genezy III RP. Teraz odsłania tajemnice.

Reklama

Instytut Pamięci Narodowej opublikował wykaz 6467 jednostek archiwalnych, które w ostatnim czasie zostały wyłączone z tzw. zbioru zastrzeżonego. To inwentarz umożliwiający historykom, dziennikarzom oraz wszystkim zainteresowanym dotarcie do akt, które będą od tej pory udostępnione w taki sam sposób jak wszystkie inne dokumenty w Instytucie. Zbiór powstał na mocy art. 39 ustawy o IPN. Przewidywał on istnienie „wyodrębnionego, tajnego zbioru” mającego chronić informacje istotne dla bezpieczeństwa polskiego państwa. Złożono tam teczki administracyjne, operacyjne i osobowe oraz kartoteki operacyjne, różnego typu dzienniki ewidencyjne i kilkaset taśm zawierających bazy danych Służby Bezpieczeństwa z lat 80. poprzedniego stulecia.

Dostęp do archiwaliów umieszczonych w zasobach „zetki”, jak potocznie nazywano zbiór zastrzeżony, mieli początkowo wyłącznie przedstawiciele szefów służb, ministra obrony narodowej. Później także sądy w postępowaniu lustracyjnym i Rzecznik Interesu Publicznego oraz prokuratorzy IPN prowadzący postępowania w sprawach dotyczących zbrodni komunistycznych. To szefowie służb decydowali, co powinno być umieszczone w zbiorze zastrzeżonym i nie musieli swej decyzji uzasadniać. Nie było także żadnego jednolitego kryterium klasyfikacji, a jedynie bardzo pojemna kategoria „bezpieczeństwo państwa”. Przegląd dokumentów umieszczonych w „zetce” stał się możliwy dopiero po wejściu w życie tzw. ustawy lustracyjnej z 18 października 2006 roku. Nakładała ona na szefów ABW, Agencji Wywiadu, ministra obrony narodowej, w porozumieniu z prezesem IPN, obowiązek systematycznego przeglądu dokumentów zbioru zastrzeżonego oraz ich ujawniania, co spowodowało, że zbiór zastrzeżony zaczął „chudnąć”.

Do przeglądu pozostały jeszcze 4273 jednostki archiwalne. Najwięcej jest ich w dyspozycji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Czy to oznacza, że wszystkie dokumenty z „zetki” trafią do obiegu naukowego? Profesor Jan Draus, przewodniczący Kolegium IPN, w rozmowie z „Gościem” wyjaśnia, że według zasad wypracowanych w Instytucie (a przyjętych także przez ministra obrony narodowej i koordynatora ds. służb specjalnych w obecności ich szefów), jeżeli służby będą nadal chciały utrzymać klauzule tajności niektórych dokumentów, będą musiały uzasadnić to pisemnie. Ostateczną decyzję podejmie prezes IPN po zapoznaniu się z opinią specjalnej komisji, składającej się z dwóch archiwistów oraz prof. Sławomira Cenckiewicza, jako przedstawiciela Kolegium. Zdaniem prof. Drausa wyjątkowe sytuacje powinny dotyczyć głównie infrastruktury materialnej, używanej nadal przez polskie służby specjalne.

Stóg siana?

– Ujawnienie zbioru zastrzeżonego jest ważne nie tylko dla historyków, ale dla całego społeczeństwa, podkreśla w rozmowie z „Gościem” senator Jan Żaryn, profesor historii, w przeszłości dyrektor pionu edukacji publicznej IPN. – Być może ci, którzy oczekiwali, że znajdą się w nim głośne nazwiska, mogą się czuć rozczarowani. Chociaż zastrzegam, że ostateczną opinię na temat personaliów osób umieszczonych w zbiorze zastrzeżonym będziemy mogli wydać dopiero po jego dokładnym zbadaniu, a są to tysiące nazwisk i spraw. Dlatego powinien powstać w IPN specjalny zespół badawczy, aby zająć się ich opracowaniem – podkreśla prof. Żaryn.

Według założeń ustawowych w zbiorze zastrzeżonym powinny się znaleźć jedynie dokumenty nadal istotne dla bezpieczeństwa państwa. Jednak lektura wielu już odtajnionych i wydobytych z tego zbioru rodzi pytania, dlaczego w ogóle tam się znalazły. W moim przekonaniu znacznie bardziej wrażliwe dokumenty nie były w ten sposób chronione. Przeglądając tysiące sygnatur często dość banalnie wyglądających spraw operacyjnych, pojawiać się może pytanie, czy przypadkiem zbiór zastrzeżony nie został ukształtowany przez służbę specjalnie jako kupa siana, aby ukryć w niej niewielką grupę dokumentów o rzeczywiście dużej wartości.

Zdaniem prof. Żaryna jest to możliwe. Skierowując wielką liczbę dokumentów do „zetki”, służby chciały ukryć dokumenty i teczki naprawdę ważne, przekonuje profesor. Gdyby znalazły się tam tylko naprawdę ważne, łatwiejszy byłby do nich dostęp oraz szybciej podlegałyby weryfikacji. Istnieje także możliwość, dodaje prof. Żaryn, że ukrycie jakichś osób w zbiorze zastrzeżonym, chociaż nieuzasadnione bezpieczeństwem państwa, mogło być elementem gry operacyjnej toczonej z dawnym agentem. On wiedział, że jego akta są w zbiorze zastrzeżonym, a więc mógł publicznie występować jako osoba nieposiadająca agenturalnych powiązań z przeszłości, nawet w okresie kiedy istniał już IPN. W zamian oficer, który teczkę tam umieścił, mógł liczyć na jego wdzięczność w bieżących sprawach operacyjnych. – Nie zmienia to faktu, że już dzisiaj możemy powiedzieć, że wraz z otwarciem zasobów zbioru zastrzeżonego otrzymaliśmy jeden z najciekawszych zbiorów personalnych, dotyczących funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa, a przede wszystkim pracowników peerelowskiego wywiadu, podkreśla prof. Żaryn.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    16°C Wtorek
    dzień
    17°C Wtorek
    wieczór
    13°C Środa
    noc
    9°C Środa
    rano
    wiecej »

    Reklama