Demonstracja siły

Europejscy populiści, ośmieleni Brexitem i sukcesem Donalda Trumpa, zwierają szyki i zapowiadają nadejście nowego porządku na Starym Kontynencie.

Reklama

W niemieckiej Koblencji 21 stycznia padło wiele pompatycznych i odważnych deklaracji, dowodzących, jak pewni siebie i głęboko przekonani o nieuchronności zmian są dziś europejscy populiści. „To będzie rok przebudzenia Europy”; „Widzimy koniec starego świata i początek nowego”; „Wczoraj nowa Ameryka, a dzisiaj nowa Europa” – można było usłyszeć. Oficjalnie był to zjazd europarlamentarnej frakcji Europa Narodów i Wolności, a w praktyce polityczny wiec trzech najsilniejszych postaci wśród populistycznych ugrupowań w zachodniej Europie: Marine Le Pen z Frontu Narodowego, Geerta Wildersa z Partii Wolności oraz Frauke Petry z Alternatywy dla Niemiec. Przez lata izolowani na krajowych scenach politycznych, teraz mają realną szansę na zdobycie władzy. Sondaże zapowiadają wzrost poparcia dla nich zarówno we Francji, Holandii, jak i w Niemczech (każdy z tych krajów w 2017 r. czekają wybory). Wyżej wymienieni liderzy po raz pierwszy spotkali się we własnym gronie w świetle kamer i pewni nadchodzących sukcesów, podjęli dyskusję na temat nowego kształtu Unii Europejskiej. Czy mają konstruktywne propozycje dla Starego Kontynentu? A może rosnąca siła antyestablishmentowych formacji powinna budzić niepokój Europejczyków?

Uskrzydleni Brexitem i Trumpem

Rok 2016 przyniósł dwa gigantyczne wstrząsy polityczne, które uskrzydliły partie protestu z Europy. Referendum w sprawie Brexitu pokazało malejącą atrakcyjność idei integracji europejskiej w obecnym kształcie. Natomiast zwycięstwo Donalda Trumpa udowodniło, że można wygrać wybory pomimo konfrontacyjnej retoryki, niepomyślnych sondaży, sprzeciwu elit politycznych, intelektualistów i niechęci dominujących ośrodków medialnych. Marine Le Pen określiła te dwa wydarzenia jako „przebudzenie świata anglosaskiego”. Wiec w Koblencji został specjalne wyznaczony na dzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta USA. Główni aktorzy spotkania już teraz czerpią pełnymi garściami z pomysłów Trumpa: Wilders sparafrazował jego główny slogan, wzywając, by „znów uczynić Europę wielką” (Make Europe great again), natomiast Frauke Petry wzorem Amerykanina poszła na otwartą wojnę z niechętnymi jej mediami. Odmówiła akredytacji na konferencję dla pierwszego kanału niemieckiej telewizji publicznej i dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Sukces Frontu Narodowego, Partii Wolności i Alternatywy dla Niemiec wynika też z narastającej na Starym Kontynencie frustracji z powodu niemożności rozwiązania przez Unię Europejską takich problemów jak napływ uchodźców, pogłębiające się problemy z integracją muzułmańskiej ludności czy mizerny wzrost gospodarczy (szczególnie we Francji). Partie sprzeciwu o różnych profilach (skrajnie prawicowe, populistyczne, lewicowe) odniosły realne sukcesy w kilku krajach Wspólnoty, w Danii tworzą już nawet rządzącą koalicję. Choć populistyczni wyborcy z reguły są niechętni idei integracji europejskiej, sukcesy ich ugrupowań zaskakująco skutecznie windują poparcie podobnych formacji w innych państwach UE, zmniejszają ich polityczną izolację i w pewnym sensie ośmielają nowych wyborców do oddawania głosów. Zauważa to także liderka Frontu Narodowego, która w Koblencji mówiła o „politycznym dominie”.

Rosnąca popularność Le Pen, Wildersa i Petry to również zasługa zachodnich elit politycznych. Z trudną do wytłumaczenia konsekwencją nie chcą one zrozumieć, że sukcesy kierowanych przez nich ugrupowań, a także Donalda Trumpa i zwolenników Brexitu biorą się z narastającej chęci zmian. W jej imię wyborcy odwracają się od wypalonych liderów i formacji politycznych, które utraciły swoją tożsamość i nie potrafią przeciwstawić się problemom nękającym zachodni świat. Skuteczną odpowiedzią na ten trend na pewno nie będzie jałowy lament polityków i komentatorów nad „niepewną przyszłością Europy”. Tymczasem właśnie taka była reakcja na spotkanie w Koblencji. Wiec kontrowersyjnych, ale jednak uznających reguły państwa prawa i demokracji polityków spotkał się z histeryczną odpowiedzią przeciwników. Demonstranci blokowali dostęp do hali, gdzie odbywał się zjazd. „Na barykadach” pojawił się m.in. wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel, przewodnicząca niemieckich Zielonych Simone Peter, a także minister spraw zagranicznych Luksemburga Jean Asselborn. Jego obecność wywołała wrażenie mieszania się małego kraju w sprawy większych sąsiadów. Sekretarz generalna niemieckiej socjaldemokracji Katarina Barley nazwała polityczny miting „przygotowywaniem ataku na naszą wolność i demokrację”, ubolewając przy tym, że Europejczycy „nie do końca zdają sobie w tej chwili sprawę z powagi sytuacji”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    16°C Wtorek
    dzień
    17°C Wtorek
    wieczór
    13°C Środa
    noc
    9°C Środa
    rano
    wiecej »

    Reklama