Demonstracja siły

Europejscy populiści, ośmieleni Brexitem i sukcesem Donalda Trumpa, zwierają szyki i zapowiadają nadejście nowego porządku na Starym Kontynencie.

Reklama

Europa na „nie”

Nowe populistyczne ugrupowania rozbijają skostniałe układy partyjne w Niemczech, Austrii, Francji czy Skandynawii, ale w kwestii Unii Europejskiej nie są na razie w stanie przedstawić konstruktywnych i spójnych propozycji. Przed konferencją w Koblencji szumnie zapowiadano prezentację wizji „Europy wolności” – alternatywy dla dotychczas obranego modelu integracji europejskiej. Pod tym względem populiści wypadli jednak bardzo blado. Zamiast konkretnego planu reform miała miejsce frontalna krytyka UE i bardzo przewidywalna wyliczanka błędów. Marine Le Pen skupiła się na polityce imigracyjnej Angeli Merkel, nazywając ją „katastrofą”. Geert Wilders ostrzegał przed postępującą islamizacją kontynentu (na wiecach wyborczych w Holandii zapowiada konfiskowanie Koranu oraz zamykanie meczetów), Frauke Petry ubolewała nad dyktaturą politycznej poprawności i jednolitym przekazem największych mediów. Przemawiający z ramienia włoskiej Ligi Północnej Matteo Salvini krytykował z kolei nieudany eksperyment, jakim – jego zdaniem – okazała się wspólna waluta euro.

Wiele wskazuje na to, że styczniowy wiec służył wyłącznie zwróceniu uwagi mediów. Wilders czy Le Pen są mało wiarygodni, próbując odgrywać role reformatorów unijnych instytucji. Nie tego oczekują zresztą ich wyborcy, którzy zasadniczo domagają się skupienia na interesach narodowych kosztem osłabienia więzi wewnątrz UE. W tym kontekście trafna wydaje się więc krytyka populistów ze strony przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego Elmara Broka. Zauważył on, że polityków zebranych w Koblencji „nie łączyło nic poza własną wersją nacjonalizmu i nienawiścią wobec zjednoczonej Europy”.

Antypolscy i prorosyjscy

Z polskiego punktu widzenia także nie brakuje argumentów za nieufnym stosunkiem do rosnących w siłę populistów. Ich niechęć względem imigrantów koncentruje się obecnie na przybyszach z Afryki i Bliskiego Wschodu, ale generalnie dotyczy wszystkich obcych, w tym Polaków. W 2012 r. Partia Wolności uruchomiła specjalną infolinię i stronę internetową, gdzie Holendrzy mogą zgłaszać skargi na przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej, zachęcając reklamą: „Straciłeś pracę przez Polaka, Rumuna albo Bułgara? Chętnie o tym posłuchamy”.

Partie sprzeciwu ze „starej” Unii łączą także prorosyjskie sympatie. Media nad Renem i nad Sekwaną ostrzegają, że Kreml może hojnie wesprzeć finansowo Marine Le Pen oraz Frauke Petry podczas tegorocznych wyborów. Francuska polityk otwarcie przyznała zresztą, że ubiega się w rosyjskich bankach o pożyczkę na kampanię. Z kolei jeden z liderów Alternatywy dla Niemiec Marcus Pretzell był niedawno gościem forum ekonomicznego zorganizowanego przez Rosjan na okupowanym Krymie. Młodzieżówka ugrupowania podpisała też w kwietniu 2016 r. umowę o współpracy z putinowską Jedną Rosją.

Polaków szczególnie może niepokoić ostatni zwrot programowy Alternatywy dla Niemiec. Zaczynała ona jako ruch sprzeciwu wobec polityki gospodarczej UE i Angeli Merkel, przede wszystkim niekończących się gigantycznych pożyczek dla Grecji. Gdy okazało się, że liczba wyborców możliwych do przyciągnięcia tą tematyką jest dość ograniczona, Frauke Petry zaczęła kokietować wzmiankami o konieczności zezwolenia na strzelanie do imigrantów nielegalnie przekraczających granicę. Z kolei w styczniu 2017 r. wiceprzewodniczący partii w Turyngii Bernd Höcke zaszokował media stwierdzeniem, że „czas na 180-stopniowy zwrot w niemieckiej polityce pamięci”. Postuluje on zakończenie obwiniania się Niemców za zbrodnie III Rzeszy i proponuje „zbudowanie pozytywnej relacji z naszą historią”.

Szumnie zapowiadane przed zjazdem w Koblencji nowe propozycje dla Europy okazały się mało konkretne. Populiści woleli skupić się na krytyce UE niż na próbie wypracowania wspólnego programu, gdyż zapewne skończyłoby się to fiaskiem. Mimo wszystko nie wolno lekceważyć liderów styczniowego wiecu. Sondaże zapowiadają w 2017 r. kolejne sukcesy antyestablishmentowych formacji i polityków. Marine Le Pen prawdopodobnie wejdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich, Alternatywa dla Niemiec ma wielkie szanse po raz pierwszy w historii dostać się do Bundestagu, zaś Partia Wolności cieszy się najwyższym poparciem w Holandii i może wygrać głosowanie. •

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    15°C Wtorek
    rano
    22°C Wtorek
    dzień
    22°C Wtorek
    wieczór
    18°C Środa
    noc
    wiecej »

    Reklama