Drukarz kontra gender

Sąd Rejonowy w Łodzi uznał za winnego mężczyznę, który odmówił wydrukowania plakatów promujących fundację LGBT. Czy ten wyrok stworzy niebezpieczny precedens?

Reklama

Pan Adam uważa, że może być pierwszą osobą ukaraną za to, że postąpiła zgodnie z własnym sumieniem. Nie możemy do tego dopuścić – mówi GN mec. Bartosz Lewandowski, obrońca obwinionego, i zapowiada apelację.

O łódzkim drukarzu zrobiło się głośno w czerwca ub. roku, kiedy zapadł pierwszy wyrok nakazowy w tej sprawie. Bez przeprowadzenia procesu sąd uznał wówczas, że kto „umyślnie, bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny”. Adamowi J. nakazano wpłatę 200 zł na rzecz Skarbu Państwa. Kara była niewielka, ale walcząc o swoje przekonania, postanowił on wnieść sprzeciw. Wyrok został uchylony, a proces przeprowadzono od początku. Tym razem odstąpiono od wymierzenia kary, ale potwierdzono dopuszczenie się przez obwinionego czynu, wyczerpującego dyspozycję art. 138 Kodeksu wykroczeń, który według interpretacji sądu zabrania przedsiębiorcy selekcjonowania klientów.

Projekt grafiki przedstawiał litery „LGBT” w kolorach tęczy. Na plakacie umieszczono także adresy strony internetowej fundacji oraz jej profilu na popularnym portalu społecznościowym. – Obwiniony odmówił wykonania tej usługi, ponieważ nie popiera działalności mniejszości seksualnych. Tłumaczył, że jest katolikiem – mówi GN pełnomocnik Adama J. Maciej Kryczka z Instytutu Ordo Iuris. Prawnik podkreśla, że w tej sytuacji nie doszło do zawarcia umowy, więc drukarz nie musi nawet nikomu tłumaczyć, dlaczego odmawia wykonania zlecenia. Sąd doszedł jednak do wniosku, że zawarcie umowy nie było koniecznie: wystarczyło, że przedsiębiorca był gotowy do świadczenia usługi. – To jest w naszej opinii niezasadne – mówi Kryczka.

Dlaczego sąd podjął taką decyzję? Prawnicy szukają przyczyn w niejednoznacznych przepisach, a komentatorzy mówią wprost o ogromnych zmianach w mentalności sędziów. – Ta ideologia tak do nas przeniknęła, że zgodnie z nią zaczynają działać instytucje. To jest efekt gigantycznej pracy, którą wykonała lewica – wyjaśnia GN Grzegorz Strzemecki, publicysta i działacz w obronie praw rodziny.

Jak za komuny

Wartości chrześcijańskie są poświadczone preambułą Konstytucji RP, a ustawa zasadnicza gwarantuje obywatelowi wolność sumienia i wyznania. Już te dwa przepisy powinny wystarczyć do przyznania racji drukarzowi. Po stronie obwinionego jest także prawo dotyczące działalności gospodarczej. W tym kontekście mec. Lewandowski zwraca uwagę na art. 22 Konstytucji RP, gwarantujący wolność gospodarczą. W jej ramach mieści się też swoboda dobierania kontrahentów. Wskazuje na to również orzecznictwo sądów powszechnych, a także wyroki Sądu Najwyższego oraz Trybunału Konstytucyjnego, który 29 kwietnia 2003 r. uznał, że przedsiębiorca ma możliwość swobodnego kształtowania treści umowy i podjęcia decyzji, z kim ją zawiera.

Skoro prawo stało po stronie drukarza, dlaczego uznano go za winnego? Prawnicy nie mają wątpliwości, że przyczyną są archaiczne przepisy, które uchwalono w 1971 roku. – Istnienie art. 138 Kodeksu wykroczeń, 27 lat po pierwszych częściowo wolnych wyborach, to kuriozum. To, że ustawodawca nie zdecydował się na jego wykreślenie, bardzo mnie dziwi – przyznaje mec. Lewandowski. Prawnicy zwracają uwagę, że w systemie komunistycznym nie istniała zasada wolności zawierania umów ani zasada wolności gospodarczej. Co więcej, w latach 80. ub. wieku linia interpretacji tego przepisu wskazywała, że skoro ktoś świadczy usługi, to ma obowiązek wykonać je na żądanie klienta. Współcześnie stosowanie takiej retoryki jest nie do pomyślenia. – Dokonywanie wykładni tego przepisu w realiach gospodarki wolnorynkowej jest w pełni niezasadne – ocenia Maciej Kryczka.

Obrona musiała jednak odnieść się do tych archaicznych przepisów. Nawet biorąc je pod uwagę, można z całą pewnością stwierdzić, że racja nadal jest po stronie obwinionego. – Teza, jakoby obowiązek świadczenia usługi istniał w momencie, kiedy przedsiębiorca wyraża gotowość do jej wykonania, jest błędna – mówi mec. Lewandowski.

Prawnicy są przekonani, że obwiniony, odmawiając klientowi wykonania zlecenia, miał prawo powołać się na swoje przekonania i wartości religijne, ale sąd w żaden sposób nie odniósł się do tego argumentu. Dlatego obrońca Adama J. złożył wniosek o uzasadnienie wyroku. Kiedy je otrzyma, złoży apelację do Sądu Okręgowego w Łodzi. Jeśli wyrok nadal byłby niekorzystny, Prokurator Generalny mógłby wnieść kasację do Sądu Najwyższego.

Gotowanie żaby

– To jest element wojny wydanej rozumowi i chrześcijaństwu. Takimi wyrokami lewica chce sterroryzować społeczeństwo – mówi GN ks. Dariusz Oko. Z kolei Tomasz Terlikowski tłumaczy, że sposób działania aktywistów organizacji LGBT nie zmienia się od lat: stopniowo, po kawałeczku, osiągają wszystkie zaplanowane cele. – To tzw. strategia gotowania żaby – wyjaśnia publicysta.

Grzegorz Strzemecki nazywa ten proces marszem przez instytucje, który wiąże się przede wszystkim z opanowywaniem sfery kultury i oświaty. Jego zdaniem lewica zmienia w ten sposób mentalność wielu ludzi.

Komentatorzy obawiają się, że wyrok ws. łódzkiego drukarza może stworzyć precedens, który pociągnie za sobą lawinę podobnych decyzji. Zwracają uwagę, że do tej pory walka ideologiczna odbywała się w mediach i na ulicy, teraz dotarła także do wymiaru sprawiedliwości. – Homoterror wkracza na sale sądowe. Ten wyrok na pewno podniósł morale ruchu LGBT, a to jest niebezpieczne – mówi GN Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina.

Tomasz Terlikowski zwraca uwagę, że w porównaniu z Zachodem i tak jesteśmy „opóźnieni” co najmniej o 50 lat. Publicysta przypomina sprawę cukierników z Belfastu, którzy w 2015 r. odmówili wykonania tortu z gejowskim hasłem. Do podobnej sytuacji doszło także w amerykańskim Portland, gdzie właściciele jednego z lokali odmówili przygotowania weselnego ciasta dla pary lesbijek. W obu przypadkach cukierników uznano za winnych i nałożono wysokie kary pieniężne. Amerykańscy cukiernicy z powodu bojkotu byli nawet zmuszeni do zamknięcia firmy. Podobne kary dotknęły również właścicieli domów weselnych, które odmówiły wynajęcia sal parom homoseksualnym. – Działacze gejowscy wyszukują instytucje, o których wiedzą, że ich właściciele są praktykującymi chrześcijanami, i przeprowadzają prowokacje. Na ich podstawie ci ludzie są skazywani – wyjaśnia Tomasz Terlikowski.

Do dyskryminowania osób o odmiennych niż lewicowe poglądach dochodzi także na naszym kontynencie. Grzegorz Strzemecki przywołuje przykład Hiszpanii, gdzie w marcu br. wszczęto śledztwo w sprawie autobusu z hasłami przeciw transseksualizmowi. Pojazd z napisem: „Chłopcy mają penisy, dziewczynki mają srom” pojawił się na ulicach Madrytu i szybko został wycofany z ruchu przez tamtejszy ratusz. – Lubimy widzieć Zachód jako demokrację, ale jak widać, mamy tam przykłady państw totalitarnych, które nie pozwalają wypowiadać biologicznej prawdy – mówi Grzegorz Strzemecki.

Walka trwa

– Bezwzględnie potrzebne są zmiany w systemie prawnym – komentuje wyrok w sprawie drukarza specjalizujący się w teologii moralnej ks. prof. Paweł Bortkiewicz. W rozmowie z GN podkreśla, że powinniśmy zastanowić się nad klauzulą sumienia, zawężoną do profesji medycznych. Być może powinna dotyczyć także innych zawodów. W tym kontekście kapłan przywołuje przykład tłumacza, któremu zlecono przekład dokumentów unijnych. Użyte w nich pojęcia „matka” i „ojciec” kazano mu zastąpić terminami „rodzic 1”, „rodzic 2”. Ks. Bortkiewicz nie ma wątpliwości, że to ideologia, a nie nauka; jej założenia przeczą bowiem podstawowym danym nauk empirycznych, w tym neurologii. W tym kontekście obecność gender studies na publicznych uczelniach jest zupełnym nieporozumieniem.

– Bardzo liczę na tę apelację i wierzę, że wyrok zostanie cofnięty. Nadzieją napawa sprawa dr. Paula Camerona, który niedawno wygrał w sądzie z polską organizacją homoseksualną – mówi Kaja Godek. Pod koniec marca Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał wyrok sądu niższej instancji, który nakazał stowarzyszeniu Pracownia Różnorodności (organizacja LGBT) przeproszenie badacza za nazwanie go „naukowym hochsztaplerem”. Dr Cameron od lat głosi bowiem poglądy niewygodne dla lewicowych środowisk: otwarcie mówi o walce z homolobby i przedstawiając argumenty naukowe, postuluje leczenie osób o odbiegającej od normy orientacji seksualnej. – To pokazuje, że są jeszcze oazy, gdzie broni się prawdy i wolności prowadzenia badań naukowych – zauważa Kaja Godek. Podkreśla, że w walce o wartości każdy ma swoją rolę: zarówno organizacje społeczne, środowiska prawnicze, jak i zwykły obywatel. Jej zdaniem rządzący powinni sprzeciwiać się narzucaniu szkodliwego prawa przez instytucje międzynarodowe. – W Polsce mamy duże szanse na odparcie tego ataku. U nas ideo­logie zawsze były słabe: zarówno komunizm, jak i nazizm. Tam, gdzie jest wiara, jest także rozum – podsumowuje ks. Oko. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5
    28°C Piątek
    noc
    22°C Piątek
    rano
    24°C Piątek
    dzień
    25°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama