O czysty sport

O kontrowersyjnych sytuacjach w sporcie, dezubekizacji związków sportowych oraz o swojej religijności mówi minister sportu i turystyki Witold Bańka.

Reklama

Bogumił Łoziński: Czy sędzia wypaczył wynik ćwierćfinałowego meczu Ligi Mistrzów, uznając gole strzelone przez Real Bayernowi ze spalonego?

Witold Bańka: Delikatnie rzecz ujmując, można mieć zastrzeżenia do decyzji sędziego.

Dlaczego władze piłkarskiej federacji nie chcą zgodzić się na sprawdzanie kontrowersyjnych sytuacji na powtórkach w trakcie meczu?

Według mnie wyeliminowałoby to sporo spornych kwestii. W siatkówce dopuszczono challenge i dobrze działa. Sprawdzanie odbywa się na tyle szybko, że spotkania nie są przedłużane. Tym bardziej że takich sytuacji nie ma dużo.

A w lekkoatletyce, którą Pan uprawiał zawodowo, sędziowie też mogą wypaczyć wynik?

Rzadko. Zdarza się to niekiedy np. w sztafecie, gdy między zawodnikami dochodzi do przepychanek w strefie zmian. Sędziowie czasem podejmują kontrowersyjne decyzje o dyskwalifikacji zawodnika, czyli całej drużyny. Jest to jednak inna sytuacja niż w piłce nożnej, gdyż jest nagranie i możliwość złożenia protestu, który czasem jest uwzględniany.

Miał Pan takie doświadczenie?

Były przepychanki w finale sztafety 4 x 400 m na mistrzostwach świata w Osace, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce. Jeden z moich kolegów w strefie zmian dość ostro potraktował rywala, ale na szczęście sędziowie uznali, że nie doszło do naruszenia przepisów, a jedynie do drobnej przepychanki. W sztafecie taką walkę w pewnym zakresie się dopuszcza, dopóki nie przewróci się przeciwnika czy mocno nie zakłóci jego biegu.

Jak Pan trafił do polityki?

Po zakończeniu kariery sportowej prowadziłem działalność gospodarczą, organizowałem m.in. kampanie reklamowe oraz projekty marketingowe dla polskich i zagranicznych firm, np. na międzynarodowych targach w Niemczech, Francji czy w Emiratach Arabskich. Od czasu do czasu współpracowałem ze środowiskiem PiS na Śląsku, pomagałem m.in. w kampaniach wyborczych od strony eksperckiej. Moje kompetencje i zaangażowanie zostały docenione.

Niektórzy twierdzą, że PiS szukał człowieka, który wie, czy istnieje trzecia liga hokeja na lodzie, na czym wpadła minister sportu w rządzie PO.

Problemem Joanny Muchy nie było to, że nie wiedziała o trzeciej lidze hokeja, bo minister nie jest statystykiem. Nie musi mieć wiedzy, kto aktualnie zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Polski np. w hokeju na trawie. Jej problem polegał na tym, że nigdy nie miała do czynienia ze sportem wyczynowym. Nie znała struktury szkoleniowej czy problemów naszego środowiska od środka. Ja przeszedłem każdy etap rozwoju sportowca, od małego dziecka po kadrę olimpijską. Wiem, jak trudna to droga. Okazuje się, że pomimo upływu lat problemy są wciąż podobne.

Zderzenie z rzeczywistością ministerialną było trudne?

Staram się wdrażać w administracji publicznej mechanizmy, które sprawdzają się w prowadzeniu działalności gospodarczej, gdzie liczą się tempo, wydajność, terminowość. Przykład? Krótkie, konkretne terminy wykonania zadań. Bolączką ministerstwa były m.in. opóźnienia w wypłacaniu związkom sportowym pieniędzy. Od 2016 r. nasze ministerstwo jest gotowe, by podpisywać umowy i wypłacać środki już na początku roku. Teraz to od sprawności i efektywności włodarzy związków zależy, kiedy otrzymają ministerialną dotację.

Utożsamia się Pan z programem PiS?

Tak. Jestem osobą, która została wychowana w tradycji patriotycznej. Zawsze miałem poglądy prawicowe. Jestem konserwatystą, przywiązuję się do pewnych wartości. Zawsze też byłem blisko Kościoła.

Na czym ta bliskość polega?

Jako młody chłopak byłem związany z Ruchem Światło–Życie. Jako dziecko byłem ministrantem w swojej parafii w Tychach. Wiara mnie ukształtowała, zresztą nigdy tego nie ukrywałem.

Gdy uprawiał Pan sport wyczynowo, była możliwość realizacji potrzeb religijnych?

Nigdy nie było z tym trudności, nawet za granicą zawsze znajdowaliśmy kościół i mieliśmy możliwość uczestniczenia w niedziele we Mszy św. Trener kadry narodowej czterystumetrowców Józef Lisowski do dziś ma taki zwyczaj, że na obozach, zgrupowaniach niedziela jest dniem wolnym od zajęć. To był dzień rekreacji, relaksu i zawsze znajdował się czas, aby pójść do kościoła.

Niektóre międzynarodowe federacje sportowe, np. piłki nożnej, próbowały zakazywać publicznego okazywania wiary przez sportowców. Jaka jest Pana opinia o takich zakazach?

Każdy sportowiec ma prawo do manifestowania swoich przekonań religijnych. To indywidualna sprawa i nikt nie może w nią ingerować. Gdy startowałem, zawsze miałem na szyi, zresztą teraz też, łańcuszek z krzyżem, zawsze przed startem się żegnałem i nigdy nie spotkałem się z tego powodu z ostracyzmem.

Na początku urzędowania przeprowadził Pan audyt działalności poprzednich ministrów. Były nieprawidłowości?

Po audycie i przeprowadzeniu kontroli w jednej ze spółek zostało złożone do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Zdarzały się także działania nieetyczne. Bo czy etyczne jest wydawanie kilkuset tysięcy złotych na działania promocyjne tylko w jednym koncernie medialnym? Zgłosiliśmy też naruszenia dyscypliny finansów publicznych. Ministerstwo nie prowadziło odpowiedniej kontroli nad środkami, które przekazywało związkom sportowym. A te dość swobodnie podchodzą do wydatkowania dotacji, dochodzi do nepotyzmu czy zjawisk korupcjogennych. Dotychczasowa ustawa o sporcie znacznie ograniczała możliwości kontrolne ministerstwa w stosunku do związków sportowych. Chcemy to zmienić.

Na jakim etapie jest nowelizacja ustawy o sporcie?

Została przyjęta przez rząd i skierowana do prac w Sejmie.

Jest w niej zapis przewidujący dezubekizację związków sportowych. Na czym będzie to polegać?

Funkcjonariusze UB i SB nie będą mogli pełnić funkcji członków zarządu i komisji rewizyjnych. Będzie też konieczność złożenia oświadczenia lustracyjnego.

To może doprowadzić do sytuacji, że starsi działacze odejdą, bo środowisko to było mocno infiltrowane przez służby specjalne.

Ta sprawa w ogóle nie wzbudziła protestów. Przeprowadziliśmy konsultacje i żaden ze związków czy instytucji wyrażających opinie nie zgłosił zastrzeżeń do tego przepisu. To jest element filozofii naszych zmian. Dążąc do czystego sportu, walczymy z dopingiem, dbamy o lepsze zarządzanie środkami publicznymi, ale też skupiamy się na kwestiach moralnych. W naszym przekonaniu osoby, które były funkcjonariuszami aparatu represji PRL, nie powinny pełnić funkcji kierowniczych w związkach.

Nowelizacja przewiduje też zakaz świadczenia usług przez osoby bliskie członkom zarządu. Chodzi o walkę z korupcją?

Chcemy w ten sposób wykluczyć zjawisko określane jako nepotyzm, który może być korupcjogenny. Dziś jest ono powszechne w związkach sportowych. Osoby bliskie członkom zarządu świadczą usługi na jego rzecz. Na przykład członek zarządu kupuje od swojej żony, brata czy teścia sprzęt. Delikatnie rzecz ujmując, są to zjawiska mało transparentne.

Po Platformie zostały orliki. Co zostanie po Pana pracy w ministerstwie?

Dla mnie priorytetem jest kompleksowy i spójny system szkolenia. Uruchomiliśmy w tym roku dwa przełomowe projekty w historii ministerstwa. Program „Klub”, który wspiera małe i średnie kluby sportowe, oraz program SKS promujący sport szkolny. W spor- cie wyczynowym chodzi o sukcesy, dlatego nie będziemy finansować wszystkiego, tylko dyscypliny przynoszące nam medale. Taki jest ogólnoświatowy trend. Chcemy wspierać utalentowaną młodzież. Dlatego uruchomiliśmy program Team 100. Spośród reprezentantów Polski w wieku 18–23 lata wyselekcjonujemy stu najbardziej perspektywicznych zawodników, którym oprócz szkolenia związkowego zostanie zapewniona dodatkowa, indywidualna ścieżka finansowania. Otrzymają oni na rozwój ok. 40 tys. zł na rok. Pieniądze trafią do nich bez pośrednictwa związku dzięki spółkom Skarbu Państwa, które pomogą utalentowanej młodzieży w ramach Kodeksu Dobrych Praktyk Sponsoringowych. Sponsorem programu będzie Polska Fundacja Narodowa.

Ma Pan jakiś specjalny program dla członków rządu, wspólne zajęcia sportowe?

Wszyscy są tak zapracowani, że trudno byłoby to zsynchronizować. Wielu ministrów uprawiało sport i nadal w miarę możliwości to robią. Minister rodziny Elżbieta Rafalska była koszykarką, premier Beata Szydło grała w piłkę ręczną, wicepremier Gliński uprawiał judo, a wicepremier Morawiecki tenis stołowy. Zaskoczył mnie minister Antoni Macierewicz, który trenował skoki do wody! 

Witold Bańka

Ukończył politologię na Uniwersytecie Śląskim. Był wielokrotnym reprezentantem Polski w lekkoatletyce na dystansie 400 m i 4 x 400 m. W tym roku został reprezentantem 47 krajów Rady Europy w Komitecie Wykonawczym Światowej Agencji Antydopingowej.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    18°C Poniedziałek
    rano
    24°C Poniedziałek
    dzień
    25°C Poniedziałek
    wieczór
    21°C Wtorek
    noc
    wiecej »

    Reklama