Przygotowani?

Małżeństwo to nie jest jeden krok. To droga, do której trzeba się dobrze przygotować. Nie ma tu dróg na skróty.

Reklama

Diecezja radomska od 23 września wprowadza w życie program intensywniejszej troski o przygotowanie do małżeństwa. Narzeczeni będą uczestniczyć w dziesięciu cotygodniowych spotkaniach, podczas których duszpasterze, psycholodzy, lekarze i osoby zaangażowane w pracę w poradniach rodzinnych będą przybliżać im tematy związane m.in. z powołaniem do małżeństwa, małżeństwem jako sakramentem czy etyką życia małżeńskiego.

Zawsze, gdy słyszę o tego rodzaju inicjatywach, zastanawiam się, jak taki krok zostanie odebrany. Prawdopodobnie znajdą się ludzie, którzy potraktują to jak stratę czasu. Wszystko zależy od tego, z jakim nastawieniem narzeczeni podchodzą do przyjęcia małżeństwa. A to nastawienie bardzo trudno będzie zmienić w czasie 1, 10 czy nawet 100 spotkań.

Na to, jak traktujemy tę życiową decyzję, wpływ ma cały poprzedzający ją rozwój i doświadczenie wyniesione z domu. Narzeczeni już podczas spotkań przedmałżeńskich powinni to usłyszeć. To, jak będą żyć, nie będzie istotne  tylko dla nich samych i ich osobistego szczęścia, ale też wpłynie na ich dzieci. To jest większa odpowiedzialność, niż się komukolwiek wydaje, dopóki nie popatrzy na bezbronne, słabe maleństwo, które tak naprawdę we wszystkim polega na rodzicach. I nie chodzi tu tylko o jedzenie, spanie czy ubranie.

Do małżeństwa człowiek przygotowuje się przede wszystkim w rodzinie. Jeśli ta szwankuje, to problemy odbijają się coraz większą czkawką w kolejnych pokoleniach. Dlatego pogłębiony sposób przygotowywania do małżeństwa uważam za krok słuszny, ale jednak nie oczekiwałbym na tym polu błyskawicznych efektów. Dopiero, kiedy dobre rodziny będą wychowywać dobrych ludzi, oni będą zakładali kolejne dobre rodziny. Obawiam się, że tu nie ma innej drogi na skróty, jakkolwiek długa by nie była.

Trzeba jednak mieć świadomość, że nie wyruszamy w nią sami. W sakramencie małżeństwa samego Boga zapraszamy do tego, by nas w tej wędrówce wspierał. I to jest chyba klucz do zrozumienia tej tajemnicy i odważenia się na ten krok.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    17.05.2017 21:03
    wszystkie te doktory , psycholodzy , duszpasterze funta kłaków warte ( bez urazy dla onych ) - ale sednem dobrego małżeństwa jest rodzina . dziecko postrzega jak odnoszą się do siebie jego rodzice , nawet gdy widzi czasem kłotnie czy dąsy to jednak w miarę wzrastania dostrzega też jakiś związek między swoimi rodzicami , dostrzega ichnią wzajemną troskę o siebie , miłość zakamuflowaną a ukazującą się zrobieniem zwykłej herbaty dla drugiego . to po pierwsze a drugie - jak mówić o rodzinie gdy kościol sam podstawia sobie nogę legalizując powtórne związki poprzez udzielanie komunii świętej . to nie ma sensu , albo mówimy o czymś trwałym ciągle błogosławionym łaską Boga , albo o czymś co tak naprawdę jest takim etapem w którym jedna ze stron może w każdej chwili sobie odejść . dlatego albo traktujemy sprawę małżeństwa sakramentalnego ( i co za tym idzie błogosławieństwa Bożego ) w sposób poważny , al. bo zaczynamy sobie dworować z tegoż sakramentu akceptując rozwodników i ichnie związki jako normalne sakramentalne małżeństwa . pojęcie dobra rodzina natychmiast stawia na nogi - czy aby ja to dobra rodzina - żle stawiasz sprawę - pojęcie rodzina , ot taka zwykła rodzina która wychowuje dzieci i ludzi ( czy będą dobrzy to już nikt za to głowy nie da ) ale te dzieci będą już nosily w sobie wizję wspólnego życia mamy i taty ( ichnie kłotnie , śmiechy , dąsy i żarty , płacz i radość ) . i więcej nic nie potrzeba żadnych lekarzy , psychiatrów i innych . ot ja by zalecil aby każdy kapłan którfy w swojej parafii ma młodych chcących się pobrać zaczął tym pilniej postrzegać rodziny z których są młodzi i częściej ich odwiedzać . lepsze by to było niż nawet roczne chodzenie na kursy przedmałżeńskie . pozdrawiam
  • Gość
    18.05.2017 09:55
    Familiaris Consortio mówi o dalszym i bliższym przygotowaniu do małżeństwa.To dalsze jest często marzeniem, bo życie pokazuje ile ran i złych wzorów wynosi się z rodzin pochodzenia. W tej sutuacji przygotowanie bliższe faktycznie niewiele pomaga,ale może być przynajmniej wskazaniem dobrego kierunku, pewnego ideału. Chodzi przy tym o to, by ten ideał był przedstawiony jako prawdziwy, pociągający i realny. Druga sprawa to jakaś forma towarzyszenia tym młodym małżeństwom, które nie chcą być we wspólnotach. Ilość i jakość parafialnych poradni małżeńskich pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak przygotowanie i chęć( raczej jej brak) wielu księży do towarzyszenia małżeństwom.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    13°C Środa
    noc
    11°C Środa
    rano
    11°C Środa
    dzień
    11°C Środa
    wieczór
    wiecej »

    Reklama