Premier i mama księdza

Ksiądz i polityk – takie spotkanie w jednej rodzinie zdarza się. Jednak sytuacja, kiedy premier rządu ma syna kapłana, jak w przypadku premier Beaty Szydło, nie ma precedensu.

Reklama

Ta wyjątkowość wcale nie stała w sprzeczności z tym, że wszystko, co wiązało się z kapłańskimi święceniami ks. Tymoteusza Szydły, przebiegło zwyczajnie, tak jak w rodzinach i parafiach jego 12 rocznikowych kolegów. No, może poza tą jedną różnicą, że na uroczystościach nie mogło zabraknąć funkcjonariuszy BOR...

Tak było w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej, gdzie święceń prezbiteratu 13 diakonom udzielał bp Roman Pindel, odbierając od nich przyrzeczenie posłuszeństwa biskupowi diecezjalnemu, namaszczając ich dłonie olejem krzyżma świętego i nakładając ręce na ich głowy. W ławkach zarezerwowanych dla rodziców neoprezbiterów widać było także premier Beatę Szydło z mężem Edwardem, podobnie jak pozostali z przejęciem uczestniczących w uroczystej liturgii święceń swoich synów.

Prymicjant błogosławi premier

W słoneczną majową niedzielę neoprezbiter ks. Tymoteusz najpierw klęczał przed rodzicami w rodzinnym domu, kiedy błogosławili go na drogę. Potem szedł z nimi do kościoła Matki Boskiej Częstochowskiej w Przecieszynie. Tu serdecznie witał prymicjanta proboszcz, ks. kan. Jacek Przybyła. Jak każdemu prymicjantowi, również ks. Tymoteuszowi delegaci różnych grup i środowisk złożyli życzenia i kwiaty, a on sam dziękował wszystkim, którzy towarzyszyli mu na drodze do kapłaństwa. Rodzicom dziękował za życie, wychowanie oraz wiarę, którą mu przekazali. – Dziękuję najbardziej za wiarę, bo ona jest zadatkiem życia wiecznego – tłumaczył. – Wszystkich zapewniam o mojej modlitwie, a na koniec proszę też: módlcie się za mnie! Nie o to, żebym był wybitnym księdzem, nie o to, żeby mnie ominęło wszelkie zło, nie o to, żebym zrobił karierę, ale o to, żebym przeżył moje życie tak, jak tutaj przed wami stoję: jako ksiądz... ­– prosił ks. Tymoteusz, a łzy wzruszenia pojawiły się wówczas nie tylko w oczach rodziców...

Pierwszym darem ks. Tymoteusza było prymicyjne błogosławieństwo, którego udzielił najpierw kapłanom, potem klerykom, rodzicom, bratu i wszystkim uczestnikom Eucharystii. A najbliżsi z wdzięcznością całowali błogosławiące ich dłonie...

Wychodząc z kościoła razem z synem, premier Beata Szydło mówiła do dziennikarzy uradowana: – Przedstawiam państwu mojego syna Tymoteusza, który jest dla nas wielką dumą. Wczoraj w katedrze w Bielsku-Białej odbyły się święcenia, dzisiaj Tymoteusz odprawił swoją pierwszą Mszę św. w rodzinnej parafii. To dla mnie, mojego męża, dla całej rodziny wielkie święto. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i życzymy Tymoteuszowi, aby Pan Bóg sprawił, żeby wytrwał przez całe życie w kapłaństwie – mówiła premier Szydło.

  Ksiądz Szydło otrzymuje z rąk bp. Romana Pindla patenę i kielich mszalny.
Chcę być księdzem

To było jego jedyne pragnienie. Jak wspomina, był związany z Kościołem i służbą liturgiczną od dzieciństwa. – Ta droga, którą wybrałem, była dla mnie naturalną kontynuacją. Nie rozważałem właściwie innych dróg dla siebie, po prostu wstąpiłem do seminarium. Miałem wsparcie rodziców, którzy nie byli jakoś szczególnie entuzjastycznie nastawieni, ale też nie oceniali, nie krytykowali. To, że mama była wtedy posłanką, nie miało żadnego związku z moją decyzją, i jej obecne obowiązki też go nie mają. Gdybym miał zaczynać dzisiaj, to też bym wstąpił do seminarium – nie ma wątpliwości młody kapłan.

Jak podkreśla, pomocą w tej drodze było dobre wychowanie, które otrzymał od swoich rodziców. – Jestem im za to bardzo wdzięczny, za wartości, jakie przekazywane były w domu. One oczywiście też są jakoś przez rodziców wyniesione z ich domów. Na pewno oprócz przykładu, jak żyć wiarą, zawdzięczam im świadomość bycia Polakiem. Ten element patriotyczny był u nas zawsze ważny. Rodzice starali się wychować mnie według swojego sumienia, do uczciwości, bycia dobrym człowiekiem i – choć zdaję sobie sprawę z własnych niedoskonałości – mam nadzieję, że im się to przynajmniej trochę udało – uśmiecha się ks. Szydło, wspominając lata w rodzinnym domu w Przecieszynie. – Teraz kontakt z mamą jest trochę utrudniony z powodu jej licznych obowiązków, ale to przecież nie decyduje o naszych relacjach. Mama jest obecna w moim życiu, wspiera mnie i towarzyszy.

Przez ostatni rok, przygotowując się do święceń prezbiteratu, ks. Szydło pracował jako diakon w parafii św. Andrzeja Apostoła w Osieku koło Oświęcimia, ucząc się pracy duszpasterskiej. – Jak ojcem rodziny jest się 24 godziny na dobę, tak też jest się księdzem bez względu na to, co akurat się robi – czy siedzi się w konfesjonale, czy głosi kazanie. Zawsze jest się księdzem, a fundamentem jest bycie z Chrystusem. Bycie posłanym przez Chrystusa – to jest najpiękniejsze... – mówi ks. Tymoteusz.

Szczególnym umocnieniem na drodze dojrzewania do kapłaństwa byli dla niego ludzie. – Zwłaszcza księża, moi katecheci czy wychowawcy, którzy byli dla mnie wzorem służenia Chrystusowi, ale także głęboko wierzący ludzie świeccy, którzy wprost mówili, jak bardzo potrzebny jest im kapłan, żeby przyniósł im sakramenty, żeby umocnił słowem Bożym. To bardzo ważne świadectwa, które uświadamiają, że tak spotykamy Chrystusa: w Kościele, we wspólnocie, w ludziach. To jest wielka lekcja – spotkanie Chrystusa w Kościele. Tego doświadczyłem, pracując w Osieku, i jestem bardzo wdzięczny za to, jak ludzie mnie tutaj przyjęli, zarówno księża, jak i parafianie.

Z Chrystusem

Jak podkreśla ks. Szydło, przygotowania do święceń to owoc całych sześciu lat w seminarium. – Sam moment święceń jest potwierdzeniem tego, co się w nas dokonuje i co będzie się dalej dokonywać. Wiadomo, że od tego momentu Jezus będzie inaczej obecny w naszym życiu – będzie „szerszy” niż dotąd i bardzo realny. Z tym wiążą się przeżycia czy emocje, ale nie one liczą się najbardziej. Najważniejsza jest nasza wola bycia z Chrystusem. Takie było pierwsze powołanie apostołów – żeby z Nim byli, a dopiero później – żeby służyli, nawracali, głosili Ewangelię. Mam nadzieję, że moje życie i życie całego mojego rocznika będzie takim właśnie byciem z Chrystusem – mówi ks. Tymoteusz.

Na jego prymicyjnym obrazku znalazły się słowa z Listu św. Pawła do Galatów: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (5,1). To kapłańskie motto ks. Tymoteusza. – Bo od wolności wszystko się zaczyna i do wolności zostaliśmy stworzeni przez Boga. Bóg jest tak wspaniały, że w swojej wszechmocy dał nam wolność i pozwolił na to, żeby stworzenia podejmowały własne, autonomiczne decyzje. Wiadomo, że tej wolności trzeba się uczyć, że można ją utracić. Mówię tu o wolności prawdziwej, nie politycznej, materialnej, ale o wolności ducha. To jest wielkim zadaniem i jednym z największych wyzwań dla współczesnego księdza, żeby prowadzić ludzi do tej wolności, bo żyjemy dziś w świecie, w którym zniewala się ludzi na poziomie duchowym i często sami pozwalamy się zniewalać duchowo. Służba Chrystusowi stawia przed zadaniem niesienia ludziom wolności, żeby odkrywali, że mogą być wolni w swoim sercu i mogą iść za Bogiem, jeżeli tego chcą – wyjaśnia ks. Tymoteusz.

  Premier Beata Szydło z mężem Edwardem w bielskiej katedrze św. Mikołaja.
Nie jest celebrytą

Do kapłaństwa podchodzi niezwykle serio, ale potrafi też żartować, lubi humor w książkach Chestertona i górskie wyprawy. W wolnym czasie chętnie gra w piłkę ręczną. Nie lubi natomiast, kiedy inni patrzą na niego przez pryzmat politycznego zaangażowania premier Beaty Szydło. – Staram się nie przejmować ludzkimi ocenami – ani tymi pozytywnymi, ani też negatywnymi. Chcę zwyczajnie pracować, jak każdy ksiądz. Kościół nie jest partyjny i ja też nie zamierzam głosić poglądów politycznych z ambony. Oczywiście mam swoje przekonania w tym względzie, ale zostawiam je dla siebie – tłumaczy ks. Szydło.

Zainteresowanie mediów, które towarzyszy mu ostatnio, przyjmuje bez entuzjazmu i z wielką ostrożnością. – Skupiam się na mojej pracy i na ludziach, z którymi mam do czynienia w parafii. Tym ludziom chcę poświęcać jak najwięcej czasu. Nie zajmuję się zgiełkiem medialnym, a opinii internetowych po prostu nie czytam. Nie mam do mediów świeckich negatywnego stosunku, tylko myślę, że to nie jest moje miejsce. Moje powołanie jest inne, dlatego obecność w życiu publicznym mogłaby być sporym utrudnieniem dla tego powołania, dla bycia księdzem parafialnym. Ze względu na ludzi, którym służę, do których mnie Kościół posyła, unikam takich kontaktów – zaznacza ks. Szydło. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    -1°C Czwartek
    wieczór
    -2°C Piątek
    noc
    -4°C Piątek
    rano
    -1°C Piątek
    dzień
    wiecej »

    Reklama