Spór o suwerena

Protesty sędziów w sprawie Krajowej Rady Sądownictwa bronią nie tyle Konstytucji, ile korporacyjnego modelu funkcjonowania Rady. Proponowane zmiany mają doprowadzić do ustanowienia czytelnych reguł awansów sędziowskich.

Reklama

Trudno w debacie o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) nie odnieść się do historycznych uwarunkowań. Zamysł jej powołania pojawił podczas obrad Okrągłego Stołu. Zakładał powstanie organu konstytucyjnego, składającego się z przedstawicieli wszystkich trzech władz – ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej – gwarantującego niezawisłość sędziowską. Jednak dzięki powstaniu KRS środowisko sędziowskie uniknęło rozliczeń za okres, kiedy było jednym z filarów komunistycznej dyktatury. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że najważniejszym uprawnieniem Rady jest rozpatrywanie i ocena kandydatur do pełnienia urzędu sędziowskiego oraz przedstawianie Prezydentowi RP wniosków o powołanie sędziów do najważniejszych sądów w państwie, jej powołanie zamknęło sądownictwo w korporacyjnym systemie powiązań i zależności.

O co chodzi?

KRS jest organem kolegialnym. Składa się z 25 członków. W jej skład wchodzą: pierwszy prezes Sądu Najwyższego, prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, osoba powołana przez Prezydenta RP, minister sprawiedliwości, 4 posłów, 2 senatorów oraz 15 sędziów: 10 z sądów powszechnych, 2 z Sądu Najwyższego, 2 z sądów administracyjnych i sędzia z sądu wojskowego. Rada ma więc skład mieszany, ale decydującą rolę odgrywają w nim sędziowie, stanowiący 68 proc. jej składu. Dodatkowo faworyzowani są reprezentanci sądów wyższych kosztem najliczniejszej grupy sędziów rejonowych. Utrwala to hierarchiczny model zależności w polskich sądach. Dlatego kluczową sprawą jest kwestia wyłaniania przedstawicieli do KRS, i to stanowi istotną część zmian.

Projekt ustawy przewiduje m.in. powstanie w KRS dwóch izb oraz wygaszenie kadencji 15 członków Rady będących sędziami. Następców, także spośród czynnych sędziów, wybrałby Sejm, a nie jak dotąd przedstawiciele sądów. Posłowie jednak będą mogli wybierać kandydatów do KRS jedynie z grona osób wskazanych przez zrzeszenia sędziów lub prokuratorów. Wybór kandydatów przez Sejm ma charakter polityczny, ale czy politycznego kontekstu pozbawiony jest obecny system wyłaniania kandydatów przez gremia korporacyjne?

Kadencyjność gwarantem status quo

Najbardziej drażliwą kwestią jest propozycja skrócenia kadencji dotychczasowym członkom KRS. Sprawa jest skomplikowana. Do 2002 r. w KRS obowiązywała tzw. kadencyjność grupowa. Jeżeli następowały zmiany w jej składzie, dotyczyły tylko danej kadencji. Od 2011 r. obowiązuje jednak kadencyjność indywidualna. Jeśli komuś kadencja wygaśnie, to jego następca jest wybierany na kolejne cztery lata, a nie tylko do końca danej kadencji.

Ta poprawka w istocie uniemożliwia jakiekolwiek zmiany w funkcjonowaniu KRS i ktoś doskonale o tym wiedział, wprowadzając w 2011 r. ten przepis. Dylemat polega na tym, że skrócenie kadencji członkom KRS może być uznane za niekonstytucyjne. Natomiast jeśli ten przepis pozostanie, jakakolwiek zmiana funkcjonowania KRS nie będzie możliwa. Przeciwko skróceniu kadencji członkom Rady wypowiedziały się nie tylko środowiska sędziowskie, ale także prezydent Andrzej Duda oraz wicepremier Jarosław Gowin. Być może ostatnie zdanie w tej sprawie należeć będzie do Trybunału Konstytucyjnego.

Różne modele są możliwe

Politycy PO i Nowoczesnej, a także członkowie KRS przekonują, że wybór członków Rady przez Sejm będzie końcem jej niezależności, jakby model korporacyjnej kooptacji do tego typu gremium był w Europie żelazną regułą. Tak nie jest. W wielu unijnych krajach (Niemcy, Austria, Czechy czy Łotwa) w ogóle nie ma takiego problemu, gdyż tam po prostu nie ma tego typu organów. Sędziów powołują ministrowe sprawiedliwości lub różne ciała kolegialne, biorące udział w tym procesie. We Francji nominacje sędziowskie należą do prerogatyw prezydenta kraju, który nie tylko stoi na czele Najwyższej Rady Sądownictwa, ale także wskazuje większość jej członków. Sędziowie i prokuratorzy wybierają mniejszą część składu tej Rady i nikt z tego powodu nie twierdzi, że demokracja we Francji jest zagrożona. W Hiszpanii członków podobnego gremium w całości powołuje parlament i w ostatnich latach udział środowiska sędziowskiego w tego typu wyborach był zmniejszany. Wychodzono z założenia, że nadmiar korporacyjnych uprawnień jest sprzeczny z interesem publicznym, który najpełniej reprezentuje parlament. Dlatego obrona obecnego status quo Rady prowadzona jest nie z przesłanek merytorycznych, ale politycznych. Szereg wątpliwości jednak pozostanie.

– Mamy problem z nowelizacją ustawy o KRS, gdyż w naszym przekonaniu nie rozwiązuje ona głównych problemów wymiaru sprawiedliwości – mówi Grzegorz Długi, poseł Kukiz’15 i prawnik z wieloletnim doświadczeniem. Nie jest bowiem tak, że zmiana reguł wyborów kandydatów do Rady czy jej inna struktura automatycznie poprawią funkcjonowanie sądów, spowodują, że poprawi się ich efektywność, bądź przestaną zapadać orzeczenia wywołujące powszechne zdziwienie. Z całą pewnością zawarta w tej nowelizacji propozycja, aby skrócić obecną kadencję członków KRS, jest sprzeczna z konstytucją i na to nie możemy się zgodzić. Reforma sądownictwa to zresztą przykład szerszego zjawiska, jakim są działania podejmowane przez PiS, co do istoty słuszne, ale w sposobie realizacji często nie do przyjęcia. W przypadku KRS jest podobnie. Dlatego spora część posłów Kukiz’15 będzie miała problem z poparciem tego projektu.

Zmiany są konieczne

– Zmiany w sposobie wyłaniania członków KRS są konieczne, gdyż bez impulsu z zewnątrz trudno będzie osiągnąć nową jakość w pracy tej ważnej dla polskiego wymiaru sprawiedliwości instytucji – przekonuje sędzia Mariusz Witkowski, orzekający w sądzie Rejonowym Katowice-Wschód. Uczestniczył on w ostatnim Kongresie Polskich Prawników i publicznie wyraził poparcie dla idei zmian w funkcjonowaniu Rady. Jest bowiem przekonany, że konserwacja obecnego stanu rzeczy służyć będzie jedynie dalszej alienacji i upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości. To nie oznacza, że jest bezkrytycznym zwolennikiem wszystkich rozwiązań proponowanych w projekcie rządowym. – Brakuje mi w nim – podkreśla w rozmowie z GN – możliwości zapoznania się gremium dokonującego wyboru z poglądami sędziego kandydata na członka do KRS. Powinna to gwarantować instytucja wysłuchania publicznego kandydata. Tylko osobista rozmowa może pomóc w prawidłowej ocenie osoby, której ma być powierzona funkcja członka KRS. Takiego kandydata mogłaby szerzej poznać także opinia publiczna. W końcu nawet obecna ustawa o ustroju sądów powszechnych wskazuje, że jedną z zasadniczych cech sędziego jest „nieskazitelny charakter”, co oczywiście trudno jednoznacznie zdefiniować. Z pewnością jednak łatwiej można sobie wyrobić pogląd w tej sprawie po rozmowie z kandydatem, aniżeli tylko przeglądając pisemne opinie na jego temat. Uważam także, że propozycja wyboru sędziów do KRS jedynie przez stowarzyszenia co najmniej 20 sędziów lub prokuratorów, Naczelną Radę Adwokacką, Krajową Radę Radców Prawnych i Krajową Radę Notarialną jest krokiem we właściwym kierunku, choć mogłaby zostać poszerzona także o przedstawicieli innych grup sprawujących wymiar sprawiedliwości: asesorów czy referendarzy sądowych.

Aby rzeczywiście doprowadzić do uspołecznienia procesu wyboru sędziów, sędzia Witkowski proponuje, żeby 15 sędziów do KRS nie wybierały gremia korporacyjne, (co pomimo proponowanych obecnie modyfikacji pozostawia istotę tego procesu bez zmian, decydującą rolę będą mieć nadal środowiska sędziowskie), ale by byli oni wyłaniani w wyborach powszechnych. Byłaby to dobra okazja, aby wyborcy decydowali, biorąc pod uwagę nie tylko kompetencje zawodowe danej osoby, ale także jej dotychczasowe zachowania, poglądy czy preferowane wartości, podkreśla sędzia Witkowski.

Ta propozycja jest bliska myśleniu polityków Kukiz’15. – W naszym przekonaniu – mówi poseł Długi – naprawę sądownictwa należałoby zacząć nie od góry, ale od dołu, zmieniając sposób funkcjonowania szeregowych sędziów. Bliska nam jest idea powrotu do instytucji sędziego pokoju, wybieranego przez obywateli w danym okręgu wyborczym. Jego zadaniem byłoby rozpatrywanie spraw mniejszego kalibru, przede wszystkim przez rozmowę ze stronami oraz skuteczną mediację.

Jeśli władza sądownicza, zachowując atrybut swej niezależności i niezawisłości, ma wyrażać wolę suwerena, czyli narodu, idea udziału obywateli w procesie wyłaniania sędziów nie powinna być z góry odrzucana. Byłby to ważny krok w stronę demokratyzacji władzy sądowniczej i warto o nim rozmawiać także przy okazji obecnej nowelizacji. 

Przy pisaniu wykorzystałem m.in. opinie prawne zamówione przez Biuro Analiz Sejmowych autorstwa: prof. dr hab. Anny Łabno, dr. hab. Jakuba Stelina oraz dr. hab. Marka Dobrowolskiego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    01.06.2017 10:54
    Umożliwić kandydowanie do Krajowej Rady Sądownictwa zwykłym sędziom, którzy orzekają i ciężko pracują oraz nie należą do "szczególnej kasty".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 1 2 3
    1°C Poniedziałek
    dzień
    2°C Poniedziałek
    wieczór
    -1°C Wtorek
    noc
    -2°C Wtorek
    rano
    wiecej »

    Reklama