| $ | USD | 3,4779 | |
| € | EUR | 4,3665 | |
| Fr | CHF | 3,6357 | |
| £ | GBP | 5,4496 |
ks. Artur Stopka
Obserwując zachowanie wielu rodaków przed świętami Bożego Narodzenia czasami mam wrażenie, że wśród rzewliwych melodyjek oraz zalewu słów pełnych życzliwości, słodyczy i miłości, tak naprawdę organizujemy święta egoizmu i samozadowolenia.
W Krakowie, Warszawie, Białymstoku, Radomiu, Nowym Targu i w wielu innych miejscowościach odbyły się wigilie dla bezdomnych i potrzebujących. W spotkaniach wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób. Organizacją tego typu przedsięwzięć zajmują się bardzo różni ludzie i rozmaite instytucje. Na przykład w Warszawie wigilię zorganizował rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski. Skarżył się przy tej okazji mediom, że warszawscy restauratorzy z ul. Krakowskie Przedmieście nie chcieli wspomóc jego akcji. Ale za to pochwalili rzecznika dwaj biskupi – katolicki i prawosławny. „Spotkanie darczyńców z potrzebującymi najpełniej wyraża istotę Bożego Narodzenia” - mówił biskup katolicki. „Zawsze w okresie świąt zwracamy uwagę na tych, którzy nie mają ich gdzie spędzić. Gratulacje za zorganizowanie opłatka dla tych, którzy być może nie odczuwają ducha świąt” – wtórował mu biskup prawosławny.
A ja mam problem. Z jednej strony całym sercem jestem za tym, aby z okazji świąt zatroszczyć się również o tych najbardziej potrzebujących. Z drugiej odczuwam pewien niedosyt. Piszę ten komentarz 22 grudnia. Dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. A opisywane wyżej wydarzenia miały miejsce jeszcze wcześniej. Cztery, pięć dni przed świętami. Nie umiem uwolnić się od pytania, w jaki sposób uczestnicy tych zdecydowanie potrzebnych spotkań dla bezdomnych i potrzebujących spędzą ów faktyczny wigilijny wieczór. Kto wtedy się nimi zajmie? Kto zadba, aby rzeczywistego czasu świętowania nie musieli przeżywać w samotności, opuszczeniu, zapomnieniu? Raz w życiu z własnej winy spędziłem wigilijny wieczór w samotności. I wiem, jak to boli.
Nie chcę, aby ktoś poczuł się osobiście dotknięty, ale muszę zadać pytanie, czy przypadkiem, organizując nieraz z dużym wyprzedzeniem „wigilie” dla potrzebujących, nie próbujemy mieć ich z głowy? Muszę tu zestawić ze sobą dwa fakty. W weekend, gdy na rynkach i nie tylko, organizowano przyjęcia dla bezdomnych i potrzebujących, w Polsce zamarzło ponad czterdzieści osób. W XXI wieku! Czy tylko z własnej winy zginęli?
Obserwując zachowanie wielu rodaków przed świętami Bożego Narodzenia czasami mam wrażenie, że wśród rzewliwych melodyjek oraz zalewu słów pełnych życzliwości, słodyczy i miłości, tak naprawdę organizujemy święta egoizmu i samozadowolenia. Atmosfera, jaka panuje krótko przed świętami w sklepach, na drogach, w środkach komunikacji, przypomina raczej bezwzględną walkę o zagarnięcie najlepszego kąska niż gotowość dzielenia się z innymi. Wiem, że jesteśmy do takiej postawy często prowokowani agresywnymi formami marketingu i reklamy. Ale przecież nie mamy obowiązku ulegać prowokacjom!
„Wigilie” organizowane są nie tylko dla biednych i bezdomnych. Coraz więcej pracodawców uważa za swój obowiązek uszczęśliwić swoich podwładnych tego rodzaju przedsięwzięciem. „Często pracownicy nie mają ochoty uczestniczyć w spotkaniu, czy też - o ile w firmie jest akurat taka tradycja - dzielić się ze współpracownikami opłatkiem. Zdarza się też tak, że dopiero wtedy po raz pierwszy tak naprawdę widzą oni swojego prezesa, czy też mają okazję z nim porozmawiać” - zwróciła uwagę Izabela Kielczyk, psycholog biznesu. Trudno się dziwić tej niechęci. W tym roku szef jednej z firm z branży motoryzacyjnej zaprosił swoich pracowników do klubu go-go. Nie zastanowił się, że może pracownice, pracownicy i ich żony mogą nie chcieć świętowania w tak szczególnym miejscu. Komu ten pracodawca zrobił przyjemność? Pracownikom? Czy raczej samemu sobie?
W polskich domach kultywowany jest zwyczaj zostawiania przy wigilijnym stole pustego miejsca dla „niespodziewanego gościa”. Piękny zwyczaj. Tak samo piękny, jak dzielenie się opłatkiem. Tyle, że nie wystarczy sam gest. Szczere wątpliwości budziły pokazywane w telewizji ujęcia polityków łamiących się opłatkiem. Bardzo trudno uwierzyć, że oni potrafią być wobec siebie nawzajem życzliwi, skoro przez 364 dni w roku dają do zrozumienia, iż ich marzeniem jest utopienie politycznego przeciwnika w łyżce wody. A taka życzliwość na pokaz, to przecież pusty gest. Bezwartościowy.
Dostawienie dodatkowego nakrycia na wigilijnym stole też bardzo często jest takim pustym gestem. Wszyscy o tym wiemy. Gdyby tak nie było, gdyby za tym gestem kryła się głębsza treść i szczera otwartość, powszechne byłoby w Polsce w wigilijny wieczór pukanie przez bezdomnych, opuszczonych, potrzebujących do pierwszych z brzegu drzwi. Ale nie jest. Czasami problemem jest obecność przy wigilijnym stole teściowej i teścia, a co dopiero gdyby miał przy nim zasiąść jakiś menel z dworca. Puste miejsce ma być puste. Bo taka jest tradycja.
Jest jeszcze inne wyjście. Zamiast zostawiać przy własnym stole puste miejsce, może po prostu zorganizujmy wigilie dla bezdomnych i potrzebujących nie cztery dni wcześniej, ale dokładnie w Wigilię? A potem razem z nimi idźmy na Pasterkę. Bez krzywienia się, że roztaczają wokół siebie nieprzyjemną woń. Albo najpierw pozwólmy im się umyć w naszej łazience.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 21 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Zgadzam się z Księdzem. Do jakiego stopnia ma Ksiądz rację niech świadczą komentarze zamieszczone na tym forum. Przecież wszystkie te komentarze są dokładną ilustrację postawy, która Ksiądz opisał w swoim artykule tj "masz tu jedzenie (paczkę, pieniądze, itd ...) byleś mi tylko nie chciał przyjść do mojego domu i to jeszcze w wigilię i dobrze by było też żebyś dla mnie nie był wyrzutem sumienia".
Ale zadaniem Księdza jest nie pozwolić na to żeby w nas sumienie usnęło. Nawet wtedy gdy organizujemy "akcję" żeby pokazać sobie i innym jacy jesteśmy świetni.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia ten artykuł jest dobra okazją żeby życzyć wszystkim korzystającym z tego forum: Żeby Chrystus tym razem narodził się przede wszystkim w naszych sercach.
1. Bo księża i w ogóle Kościół jest po to żeby wychowywać ludzi do czynienia dobra a nie po to żeby ich w tym zastępować.
2. Skąd Pan wie o tym, że ksiądz nie przeznacza także swoich pieniędzy na pomoc innym? Może chciałby Pan żeby to ogłaszał?
daje człowiekowi radość .Ale-bilans musi być na zero.Ileż przykrości doznają ci którzy pomagają innym.Czy znają Państwo to nieładne powiedzenie /starodawne/-"nie lituj sie nad dziadem bo zarzuci na na ciebie torbę dziadowską" albo bajkę o chytrym lisie,który wpadł do studni? Iluż dobroczyńców -znamy to z życia -ucierpiało .Ale mimo wszysto czyńmy dobro-mimo "oberwania" za to w duchu odczujemy radość. Ja zawsze ją odczuwam.Czyńmy dobro na miare naszych warunków i możliwości.
wszystkie komentarze >