Jezus wyrwał nas z piekła

- Brat łapał mnie za warkocz i tłukł moją głową w Koran, aż leciała krew z nosa. Bił mnie po nogach, żebym nie mogła wyjść z domu. W muzułmanach nie ma miłości. Jak mogłabym się wyprzeć Chrystusa, kiedy poznałam Jego miłość? - pyta Adolat, chrześcijanka, która uciekła z Tadżykistanu.

Reklama

Dilafruz Yusupova ma 22 lata i marzenia. - Marzę, żeby swobodnie chodzić do kościoła. Nie bać się władzy, ani rodziny. Chciałabym takiej wolności, jaką wy macie - uśmiecha się ciepło młoda dziewczyna.

I jeszcze chciałaby zrealizować wszystko to, co nie udało się w domu, w Tadżykistanie: mieć wyższe wykształcenie, może zostać aktorką. Na razie jednak pierwszy raz zobaczyć morze, nacieszyć się z mamą polskimi zielonymi krajobrazami. Odetchnąć.

Dilafruz i jej mama w Tadżykistanie zostawiły wszystko. Adolat Karimova była dziennikarką i fizjoterapeutką.

- Nasza rodzina jest tam znana, ojciec był bohaterem wojennym, brat sportowcem. Ja miałam doskonałą pracę, dobrze zarabiałam. Zostawiłam to wszystko, bo miałam dość życia w strachu - mówi kobieta.

Jej problemy zaczęły się, gdy w 2000 r. uznała Jezusa z Pana i Zbawiciela. Stało się to w niezarejestrowanym, działającym w podziemiu Kościele charyzmatycznym. Adolat opowiada o zniewoleniu przez złego ducha, o nękających ją chorobach, stopniowej utracie wzroku. I ratunku, które dał jej Jezus.

- Pierwsza nawróciła się na chrześcijaństwo moja siostra. Ona powiedziała, że może mi pomóc tylko jedna Osoba. Myślała o Jezusie - opowiada. Siostra zaprowadziła ją na spotkanie z misjonarzem z Chin.

- Zadał mi pytanie: „czy wierzysz, że Jezus umarł za twoje grzechy?”. Rozpłakałam się i mówię: „nie, przecież jestem muzułmanką”. Ale tak źle się czułam, że nie miałam innego wyjścia, powiedziałam: „dobrze, uwierzę”. Misjonarz modlił się nade mną, bardzo głośno prosił, żeby Jezus mnie uzdrowił. Kiedy otworzyłam oczy, przekonałam się, że znowu wszystko widzę. I uwierzyłam - opowiada.

Na modlitwy wymykała się w tajemnicy przed rodziną. Głównie przed najstarszym bratem, który sprawował nad nią i jej córką opiekę, od kiedy Adolat straciła męża na wojnie w Afganistanie.

- Brat znalazł w mojej torebce Biblię. Uderzył mnie tak, że straciłam przytomność. Potem bił mnie po nogach, żebym nie mogła wychodzić z domu. Jest dobrym muzułmaninem, wypełniał swój obowiązek opiekowania się mną. Uważał, że jest odpowiedzialny za mnie, także za to, żebym ja była dobrą muzułmanką. Otwierał Koran i kazał czytać. Łapał mnie za warkocz i tłukł moją głową o księgę, aż leciała krew z nosa. Kiedy zaczął podnosić rękę na moją córkę i próbował wydać ją za mąż, żeby wybić jej z głowy te bzdury, wiedziałam, że muszę uciec jak najdalej - mówi.

Uciekają od kilku lat. Do granicy polsko-rosyjskiej w Gronowie dotarły w styczniu tego roku. Tak, jak stały, z bagażem podręcznym. Całą resztę dobytku zostawiły w Kaliningradzie.

Choć do Polski trafiły pięć miesięcy temu, dopiero od niedawna mówią, że trafiły do raju. Wcześniej był Ośrodek Straży Granicznej w Kętrzynie.  

- Miałam pragnienie, żeby móc głosić Jezusa muzułmanom. Nie sądziłam jednak, że to takie trudne. Uciekając od muzułmanów w Tadżykistanie, trafiłam do muzułmanów w polskim ośrodku. Kiedy dowiedzieli się, że jestem nawróconą z islamu chrześcijanką, zaczęło się piekło - mówi Adolat i opowiada o znoszonych tam upokorzeniach ze strony czeczeńskich muzułmanów.

Poprosiła o kontakt z chrześcijańskim duchownym, którego w ośrodku nie ma. Naczelnik ośrodka spełnił prośbę, ale przysłał im kapelana z Kościoła ewangelicko-augsburskiego, który w dodatku nie znał języka rosyjskiego. Dopiero, kiedy kobiety poznały Arka Jurgiełajtisa, pastora zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Kętrzynie, wszystko się zmieniło. Wiedziały, że w końcu jest ktoś, kto spróbuje im pomóc.

Pastor widząc coraz słabszą kondycje psychiczną kobiet, poprosił o ich zwolnienie z ośrodka, deklarując zapewnienie im mieszkania i utrzymania. Jego prośbę poparł lekarz psychiatra, który zalecił natychmiastowe wyjście kobiet z ośrodka. Po sześciu miesiącach wyszły na wolność i w końcu zobaczyły Polskę nie zza krat. Zamieszkały przy kościele, w służbowym mieszkaniu sąsiadującym z kaplicą.

Mogą tam zostać, jak długo chcą. Lub jak długo pozwolą im polskie władze. Rada ds. Uchodźców nie przyznała im bowiem statusu uchodźcy. To oznacza, że w Polsce mogą pozostać najwyżej do 15 sierpnia.

- Zarzuca im się, że nie wykorzystały wszystkich możliwości pomocy na miejscu. One tłumaczą, że nie miały takich możliwości - mówi pastor Jurgiełajtis.

W Tadżykistanie kościoły protestanckie są zwalczane, a wierni doświadczają napaści, gróźb i aresztowań. W Światowym Indeksie Prześladowań 2015, stworzonym przez organizację Open Doors, kraj ten zajmuje 35. miejsce.

- W Tadżykistanie kilka Kościołów chrześcijańskich jest legalnych, ale to właściwie tylko teoria. To zupełne niezrozumienie realiów, w których żyją tam chrześcijanie. Dlaczego nie skorzystały w pomocy siostry chrześcijanki? Bo ona sama się ukrywa. Dlaczego nie zwróciły się o pomoc do swojego Kościoła? Przecież to Kościół nie zarejestrowany, podziemny - tłumaczy.

Przede wszystkim jednak Adolat i Dilafruz zostały zakwalifikowane jako ofiary przemocy domowej, a nie prześladowań religijnych.

- To też zupełne niezrozumienie miejscowych zwyczajów i obowiązującego tam prawa szariatu. Muzułmanka porzucająca islam to hańba dla całej rodziny. Głowa rodziny musi ją zmazać. Zeznały wprawdzie, że w sprawie przemocy w rodzinie państwo nie ingeruje, że w takich sytuacjach idzie się do meczetu i do imama na skargę, ale w ich przypadku groziłoby to śmiercią, ponieważ są konwertytkami z islamu, ale ta argumentacja nie przekonała Rady - dodaje Adam Ciućka, pastor zboru Kościoła Zielonoświątkowego w Świdwinie, który jako pierwszy nagłośnił sprawę Adolat i Dilafruz.

Duchowni razem szukają pomocy dla kobiet. Najpilniejszą sprawą jest adwokat, który poprowadziłby ich sprawy. Przede wszystkim skłonił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, by przekazał ich sprawę do ponownego rozpatrzenia.

- Trochę deklaracji telefonicznych mamy, parę obietnic pomocy, ale czekamy na konkrety - mówią.

Z Adolat i Dilafruz rozmawiam w Świdwinie. Pastor Adam zaprosił je, żeby podczas niedzielnego nabożeństwa dały świadectwo swojej wiary.

- Nie myślimy na co dzień o tym, że co pięć minut ginie chrześcijanin na świecie. Nie myślimy też o tym, że wybierając chrześcijaństwo ludzie stają przed wyborem, który może decydować o ich życiu. To dla nas świadectwo, że życie z Bogiem to nie jest papierowa deklaracja. Pójście za Jezusem ma swoje konsekwencje. Chrześcijanie w Tadżykistanie płacą za to konkretną cenę - mówi pastor Ciućka.

Adolat nie rozumie, jak można być "letnim" chrześcijaninem.

- Jezus swoją miłością skruszył moje serce i rzucił mnie na kolana. Kiedy przeczytałam 13 rozdział Listu do Koryntian, jaka jest miłość, zrozumiałam, że nigdy nikt nie tak nie kochał - wyjaśnia. - Koran mówi, że jeśli ktoś cię uderzy, ty możesz mu oddać. Rozmawiałam w ośrodku z pobożną muzułmanką, Mariam. Zadałam jej jedno pytanie: „czy Koran dopuszcza zabicie człowieka?”. Wiedziała, że ja zmieniłam wiarę, że znam Koran, więc odpowiedziała: „tak”. Ja trzymając Biblię odpowiedziałam: „To księga, która opiera się na miłości. Ona nie dopuszcza zabijania człowieka. Przykrywa całe zło, miłością”.

Choć nie wie, jaka będzie ich najbliższa przyszłość, nie traci ufności.

- W ośrodku była taka funkcjonariuszka, Agnieszka. Kiedy mówiła, że muszę zdobyć dokumenty, pozwolenia, mieć adwokata, odpowiadałam jej: „Jezus mnie stąd wyciągnie”. A ona się irytowała: „wiem, że jesteś wierząca, ale czemu ty ciągle o tym Jezusie mówisz?”. Kiedy wychodziłyśmy z ośrodka, Agnieszka też miała służbę. Mówię jej: „widzisz, mówiłam ci, ze Jezus mnie stąd wyprowadzi”. Ja krzyczałam Alleluja!, a strażnicy nic nie rozumieli - śmieje się Adolat i dodaje poważnie:

- Nie wiem, co będzie dalej, ale wiem jedno. Jezus wyciągnął nas z piekła. Wiem, że teraz też nas nie zostawi.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • verbaveritatis
    02.07.2017 15:25
    Mam nadzieję, że tym dzielnym kobietom nie tylko zielonoświątkowcy ze swoim pastorem będą pomagać ale, zaangażują się w Świdwinie również proboszczowie KK .
  • jerzej
    02.07.2017 20:30
    Chciałbym jakoś wesprzeć te panie. Choćby i finansowo. "Gościu" jak to zrobić, jest jakiś numer konta? Moglibyśmy wspólnie pomóc. Może ktoś mógłby służyć poradą prawną. Nie możemy ich tak zostawić, one muszą zostać z nami.
  • spe
    03.07.2017 12:00
    "Przemoc domowa" to w tym wypadku właśnie wyraz prześladowania za wiarę.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .
Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama

Kalendarz do archiwum

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7
14°C Poniedziałek
noc
12°C Poniedziałek
rano
17°C Poniedziałek
dzień
18°C Poniedziałek
wieczór
wiecej »

Reklama