Sprawa Charliego Garda – czego zabrakło?

Konflikt pomiędzy rodzicami małego chłopca i władzami szpitala mógł być inaczej rozwiązany.

Reklama

Sprawa małego Charliego od kilku tygodni obecna była między innymi w polskich mediach. Zastanawiano się nad wieloma kwestiami:

  • czy odłączenie od respiratora byłoby eutanazją?
  • czy eksperymentalna terapia mogła zadziałać?
  • jak powinni postąpić lekarze oraz rodzice?

Dzisiaj wiemy, że mały Charlie umarł. Jego rodzice pięknie go pożegnali, mówiąc wprost, iż był ich wielkim bohaterem.

Co jest pewne w tej trudnej sytuacji? Niestety, pewnikiem jest że konflikt pomiędzy rodzicami małego chłopca i władzami szpitala tak naprawdę mógł być inaczej rozwiązany. Słowo „rozwiązany” posiada w tym momencie kluczowe znaczenie. Dlaczego? Dlatego, że sprawa wywołała wiele emocji, których można było uniknąć.

W sprawie Charliego wypowiadało się kilka sądów. Wszystkie uznały, iż dalsze działania medyczne byłyby uporczywą terapią.

Nie ma co się dziwić, że szpital zdecydował się na skierowanie sprawy do sądu. Tak naprawdę mieliśmy bowiem do czynienia z istotnym konfliktem: z jednej strony rodzice chcieli uszanowania ich praw: do kontaktu ze swoim synem oraz decydowania o jego zdrowiu. Z drugiej strony mieliśmy personel medyczny, który badał pacjenta, analizował jego sytuację zdrowotną i stwierdził, iż dalsza terapia nie ma sensu. Stwierdzono ponadto, że przetransportowanie go do domu mogłoby spowodować duże cierpienie. Sytuację tę zdecydowano się rozstrzygnąć w sądzie.

Norma działania

Gdyby sytuacja taka miała miejsce na polskim oddziale pediatrycznym, prawdopodobnie wielu lekarzy także zdecydowałoby się skierować sprawę do sądu. Dlaczego? Dlatego, że sprzeciw rodziców - choć uprawniony - może być dla personelu medycznego niebezpieczny. Lekarze oraz pielęgniarki, bazując na własnej wiedzy, w sytuacji braku zgody rodziców na określone interwencje mogą obawiać się, iż doprowadzi to do obiektywnej szkody i cierpienia pacjenta, którym jest dziecko.

W Polsce podobne sprawy występują najczęściej, gdy rodzice ze względu na wyznawane przekonania nie wyrażają zgody na poddanie dziecka operacji ratującej życie. Prof. Janusz Skalski, kardiochirurg z Krakowa w książce „Mam odwagę mówić o cudzie” zwracał uwagę, iż tego typu sytuacje występują w przypadku Świadków Jehowy. Mowa tu o sytuacji dzieci, które muszą być poddane np. operacji kardiochirurgicznej, podczas której konieczna jest transfuzja krwi. Jak zauważył prof. Skalski, lekarze nie mają problemu z uzyskaniem zgody sądów opiekuńczych na poddanie dziecka operacji. W takich momentach zgoda sądu jest jednak w praktyce niewystarczająca. Dramat konfliktu pozostaje. Lekarze wciąż uznają, iż należy podejmować działania ratujące życie. Z kolei rodzice podkreślają, to złamanie ich sumienia. Sąd oczywiście w tej sytuacji najczęściej nakazuje ratowanie życia dziecka wbrew woli rodziców.

Decyzja sądu

Sprawa Charliego wydaje się być podobna. Dokładnie pokazują to ostatnie relacje. Media informowały, że w trakcie jednej z rozpraw mama chłopca zaczęła krzyczeć na sędzię. Z kolei sędzia na pewnym etapie podkreśliła, iż rodzice otrzymali ultimatum dotyczące dogadania się z władzami szpitala co do sposobu, w jaki chłopiec zostanie odłączony od respiratora.
I to właśnie słowo „ultimatum” jest koronnym przykładem świadczącym o tym, że procedura sądowa nie przyniosła w tym wypadku oczekiwanego efektu. Dlaczego? Dlatego, że zarówno szpital, jak i rodzice owego dziecka, nie uzyskali oczekiwanych efektów.

Przede wszystkim szpital nie występował przeciwko rodzinie chłopca. Działał on tak naprawdę w celu zwrócenia uwagi na sposób, w jaki funkcjonuje owo dziecko. Trudno dojść do wniosku, by szpital wygrał proces.

Niewątpliwie sprawę przegrali rodzice Charliego. Nawet nie dlatego, że nie zrealizowano ich postulatów, ale przede wszystkim dlatego, iż uznani zostali przez liczne osoby za wrogów swojego dziecka. Obserwujących ich walkę trudno jednak dojść do tego przekonania. Sprawa małego chłopca z Anglii pokazuje, jak ważne jest podjęcie w świecie medycyny dyskusji na temat mediacji medycznej.

Porozumienie

Rozwiązywanie jest czymś innym niż rozstrzyganie. Rozstrzygnięcie nigdy nie będzie satysfakcjonować obu stron. Tak naprawdę może zdarzyć się sytuacja, w której żadna ze stron owej satysfakcji nie odnajdzie. Rozwiązanie problemu daje obu stronom możliwość dojścia do konsensusu.

Wydaje się, iż w sprawie Charliego powinien być zaangażowany nie sąd, ale mediator - ktoś bezstronny, ktoś, kto nie zajmuje ani pozycji przyjętej przez szpital, ani nie podziela automatycznie postulatów zgłaszanych przez rodziców Charliego. Był na to czas i były możliwości, by w sprawę zaangażowana została trzecia strona. Strona, która miałaby pomóc w porozumieniu się pomiędzy obozami, które de facto walczyły o małego Charliego.

W świecie medycyny coraz głośniej mówi się o tak zwanej mediacji medycznej. W Polsce przepisy dotyczące mediacji spotykamy m.in. w ustawodawstwie określającym zasady funkcjonowania izb lekarskich. Coraz częściej postępowanie mediacyjne podejmują w szpitalach pełnomocnicy, zajmujący się prawami pacjenta. Tego typu działania spotykane są również w trakcie rozwiązywania spraw, dotyczących niepokojących zdarzeń medycznych. Sprawa Charliego pokazuje nam jeszcze jeden obszar.

Mowa przede wszystkim o mediacji klinicznej, o pojawieniu się nowej grupy specjalistów, którzy będą wkraczać w środek konfliktu, jaki występuje na terenie oddziału szpitalnego bądź też kliniki. Mogą to być nie tylko kwestie dotyczące przyjęcia do szpitala czy zasad leczenia, ale również problemy związane z ostatnimi chwilami życia pacjenta. Mediator musi być ekspertem oraz osobą, która pomoże porozumieć się dwóm stronom. Musi on również dbać o możliwość zaprezentowania przez uczestników mediacji własnych stanowisk, Ekspert ten powinien być niezależny od szpitala. Winien cechować się bezstronnym spojrzeniem na sprawę.  

Normalny konflikt

Konflikty w medycynie były, są i będą. Mają one jednak szczególny charakter. Dotyczą wyjątkowych wartości, jakimi dla każdej społeczności są: zdrowie oraz życie człowieka.
Sprawa Charliego Garda uświadamia nam, że część sporów dotyczyć może nie tyle życia, ile śmierci danej osoby. Tego typu spraw nie da się w pełni rozstrzygnąć. Władza sądowa nie jest w stanie całkowicie anulować danego problemu. Być może właśnie dlatego warto podjąć temat mediacji medycznej, która będzie sposobem zwrócenia uwagi, jak ważne jest porozumienie właśnie w taki szczególnych sytuacjach jak ta, która dotyczyła małego bohatera z Anglii.

Autor jest doktorem socjologii, nauczycielem akademickim, prowadzi blog na stronie gosc.pl

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| CHARLIE GARD

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • (wujek) Olek
    31.07.2017 18:51
    Zabrakło pokory i miłosierdzia, zwyciężyła bolszewicko-hitlerowsko-tęczowo neoliberalna "nowa wiara" w "warte" i "niewarte" życie, eugenika, "naukowe" zabobony. Ta ideologia (nied-)oświeconych band zbójów to "osiągniecie" rewolucji francuskiej markiza de Sade, oczywiście razem z tęczowością.
  • Gość
    01.08.2017 06:28
    W tekście nie ma ani słowa o eksperymentalnej terapii, która była możliwa. Moim zdaniem, skoro i tak miało być tylko gorzej, to warto było spróbować dla dobra medycyny podjąć próbę leczenia. Moglibyśmy się czegoś więcej dowiedzieć i wypróbować skuteczność tej terapii. Niestety została zaprzepaszczona jedna z szans na to, żeby w przyszłości można było skutecznie(j) leczyć takie osoby.
  • Anna Sukiennik
    01.08.2017 11:14
    Przypadki polskie o których pan wspomina nie są podobne (może dla prawników, których interesują jedynie kwestie proceduralne?). Trudno porównywać sytuację, gdy rodzice nie zgadzają się na operację ratującą życie dziecka ze sprawą Charliego gdy rodzice poruszyli niebo i ziemię właśnie po to aby go ratować. Ciekawi mnie jak pan przygotowywał się do napisania tego tekstu. Co pan przeczytał, obejrzał , z iloma opiniami na ten temat się pan zapoznał, czy śledził pan rozprawy i orzeczenia sądowe, itd. Bo ten tekst wydaje się być pisany przez kogoś kto mimo wykształcena i zawodu, zupełnie się nie przyłożył. A jeśli odrobił pan tę pracę i mimo to z pozycji swojego naukowego i publicystycznego autorytetu sugeruje pan, że obie strony mają tu słuszność a zawiniała jedynie jakość postępowania jest to dla mnie niezrozumiałe i niepokojące. I dziwi mnie że ten artykuł ukazał się w katolickim piśmie.
  • JAWA25
    19.08.2017 14:40
    słowo "konsensus" jest w polszczyźnie zbędne, skoro są rodzime odpowiedniki jak "zgoda"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    4°C Poniedziałek
    rano
    8°C Poniedziałek
    dzień
    10°C Poniedziałek
    wieczór
    11°C Wtorek
    noc
    wiecej »

    Reklama