Tracimy wielki majątek

To afera dużo większa niż sprawa Amber Gold. Porównywalna z FOZZ czy Art B. Na skutek zaniedbań, ciągnących się od 1968 r., państwo polskie nie potrafiło skutecznie znacjonalizować nieruchomości należących niegdyś do cudzoziemców, a spłaconych w wyniku umów odszkodowawczych. W grę wchodzi majątek warty być może nawet miliard złotych.

Reklama

Wyrok, jaki wydała komisja weryfikacyjna w sprawie działki przy ul. Chmielnej w Warszawie, której właścicielem był Duńczyk Jan Martin Holger, skłania do poważniejszych refleksji. Takich spraw bowiem jest znacznie więcej i nie dotyczą jedynie Warszawy.

PRL była państwem bezprawnym, ale głównie dla własnych obywateli. Z własnością cudzoziemców obchodzono się ostrożnie, wypłacając krajom, z których pochodzili, wielkie kwoty odszkodowań na podstawie umów nazywanych obecnie indemnizacyjnymi. Zawierane w latach 1947–1971 dotyczyły nieruchomości należących do cudzoziemców i położonych na terytorium państwa polskiego w granicach po 1945 r. Procedura była następująca: Polska wypłacała łączną kwotę odszkodowań danemu krajowi, który następnie zaspokajał roszczenia swych obywateli za majątek pozostawiony w naszym państwie.

Należy dodać, że wszystkie te umowy były zawierane z naruszeniem nawet peerelowskiego prawa. Nie były ratyfikowane, ich treści nie ogłoszono w „Dzienniku Ustaw”. Wiadomo, że zawarto 12 takich umów, m.in. ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Szwajcarią, Norwegią, Belgią, Luksemburgiem i Holandią. Trzech z nich – podpisanych z Grecją, Francją i Austrią – nie odnaleziono. Zwłaszcza umowy zawarte z Francją i Austrią mogą mieć wielkie znaczenie, gdyż interesy obywateli obu tych państw w przedwojennej Polsce były rozliczne. Zdaniem jednego z ekspertów w przypadku np. Austrii w grę mogą wchodzić setki nieruchomości położonych głównie na obszarze dawnej Galicji.

Nieskuteczna próba

Umowy zakładały, że spłacone nieruchomości powinny stać się własnością Skarbu Państwa. Aby uporządkować tę kwestię, 9 kwietnia 1968 r. Sejm przyjął specjalną ustawę o dokonywaniu w księgach wieczystych wpisów na rzecz Skarbu Państwa na podstawie międzynarodowych umów o uregulowaniu roszczeń finansowych. Wpisu do ksiąg miał dokonywać minister finansów, a nieruchomość miała stać się własnością Skarbu Państwa.

Ponieważ w czasach PRL prawo własności, a więc także księgę wieczystą, traktowano jako przeżytek burżuazyjny, nikt się tym prawem nie przejmował. Sprawa nabrała innego wymiaru po 1989 r., kiedy kwestia rekompensat majątkowych ponownie stanęła w centrum debaty publicznej.

Spadkobiercy ludzi, którzy utracili swój majątek w Polsce i którym wypłacono odszkodowanie, zorientowali się, że w księgach wieczystych państwo polskie nie zostało uwzględnione jako właściciel tego majątku. Nadal widnieją w nich nazwiska dawnych właścicieli – ich ojców, dziadków albo innych krewnych. Przykładem takiego stanu rzeczy jest właśnie sprawa działki przy ul. Chmielnej w Warszawie, której właścicielem był Jan Martin Holger. W 2012 r. działka została przejęta przez osoby, które kupiły roszczenia od spadkobierców Holgera, pomimo że państwo polskie zapłaciło za nią odszkodowanie. Dlaczego tak się stało? Ponieważ państwo dopuściło się karygodnych zaniedbań i nie zabezpieczyło swych uprawnień właścicielskich. Inaczej rzecz ujmując: kolejni ministrowie finansów zrobili niewiele, aby uporządkować kwestię spłaconych nieruchomości, które cudzoziemcy posiadali przed wojną w Polsce. Ponieważ zaś życie nie zna próżni, potomkowie spadkobierców – prawdziwi albo nie do końca prawdziwi – rozpoczęli starania o odzyskanie swej własności. Nie nastręczało im to trudności, ponieważ księgi wieczyste nadal potwierdzały ich prawa do tych nieruchomości. Zarówno w Warszawie, jak i w innych miastach Polski, m.in. w Krakowie i Łodzi, zdarzało się, że spadkobiercy odzyskiwali nieruchomości, za które państwo polskie dawno wypłaciło odszkodowanie. Najczęściej zaraz po odzyskaniu tego mienia sprzedawali je nowym nabywcom, którymi niejednokrotnie były osoby specjalizujące się w obrocie roszczeniami. Efekty społeczne i ekonomiczne tego procederu były niezwykle negatywne.

– Państwo polskie powinno zrealizować to, co było celem umów indemnizacyjnych, czyli po wypłaceniu odszkodowania należało zapisać ten fakt w księgach wieczystych w celu uniemożliwienia reprywatyzacji nieruchomości, za które wypłacono odszkodowanie – przekonuje mecenas Paweł Kuglarz z kancelarii Taylor Wessing w Warszawie, dyrektor Szkoły Prawa Austriackiego na UJ, zajmujący się problematyką umów indemnizacyjnych. – Zaniedbanie ze strony państwa umożliwiło zwrot takich nieruchomości i ich sprzedaż. Obecnie odzyskanie tych dóbr będzie bardzo trudne. Jeśli kolejne transakcje nieruchomościami, za które spłacono odszkodowanie, dokonywane były w dobrej wierze, to nie będzie można unieważnić tej transakcji. Zgodnie bowiem z zasadą rękojmi wiary publicznej ksiąg wieczystych, wynikającą z art. 5 ustawy o księgach wieczystych, gdy nowy właściciel nabywa nieruchomość nawet od osoby niebędącej właścicielem, a wpisanej do księgi wieczystej, nie można mu jej odebrać. Gdyby w księgach były wpisane informacje o odszkodowaniu, to dobra wiara mogłaby być wyłączona.

3,5 procent

W latach 1968–1981 na podstawie ustawy z 9 kwietnia 1968 r. władze wydały zaledwie 110 decyzji o nacjonalizacji nieruchomości, dawno już spłaconych, co jest najlepszym dowodem na to, w jak skandaliczny sposób traktowano w PRL kwestie własnościowe, nawet w przypadkach, kiedy chodziło o nacjonalizację. Niestety, w III RP przez 25 lat nie naprawiono tego zaniedbania. Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w latach 2009–2014 prowadzono zaledwie 132 postępowania w tej sprawie, a zapadło jedynie 25 decyzji. Działania przyspieszyły dopiero po zmianie rządu w 2015 r. Od tej pory zarejestrowano 230 postępowań administracyjnych i zdołano wydać 21 decyzji. Biorąc pod uwagę skalę potrzeb, jest to ciągle bardzo mało. Trwają prace nad pozyskaniem pełnej dokumentacji wykonania układów indemnizacyjnych. Ponieważ w Polsce część dokumentów zaginęła, istotne znaczenie ma dokumentacja pozyskana z zagranicy, ale to wymaga czasu.

Jak wynika z oficjalnego rejestru spłaconych przez państwo polskie nieruchomości, a więc objętych międzynarodowymi układami odszkodowawczymi, ich liczba wynosi nie mniej niż 8330. Należy jednak pamiętać, że mówimy jedynie o nieruchomościach zidentyfikowanych. Nadal nie znamy pełnej listy nieruchomości należących do cudzoziemców z Francji i Austrii. Od 1968 r. do dziś tylko 3,5 proc. nieruchomości z całej Polski, za które nasze państwo wypłaciło odszkodowania na podstawie umów międzynarodowych, ma ten fakt uwzględniony w księdze wieczystej. Może to być dobry punkt wyjścia do przygnębiającej refleksji o tym, jak niewydolne jest ciągle nasze państwo.

Co dalej?

Zadałem rzecznikowi rządu w tej kwestii trzy pytania. W jaki sposób gabinet premier Beaty Szydło zamierza przyspieszyć procedurę wpisywania na rzecz Skarbu Państwa prawa własności do nieruchomości, za które przyznano odszkodowanie cudzoziemcom na podstawie ustawy z 9 kwietnia 1968 r.? Czy rząd zamierza nadal realizować postanowienia tej ustawy? Czy znane są chociażby szacunkowe dane o wartości nieruchomości spłaconych na podstawie umów odszkodowawczych, a jeżeli tak, to jaka jest ich wartość? Niestety, nie otrzymałem na nie odpowiedzi.

O to, co w tej sytuacji państwo powinno zrobić, zapytałem posła PO prof. Zdzisława Gawlika, który w marcu br. złożył w tej kwestii interpelację. – W pierwszym rzędzie Ministerstwo Finansów powinno wystąpić do sądu o zapisanie w księgach wieczystych, że to Skarb Państwa jest właścicielem każdej z 8830 nieruchomości, ujawnionych na oficjalnych stronach tego resortu. Następnie należy jak najszybciej sporządzić spis wszystkich nieruchomości objętych podpisanymi przez państwo polskie umowami indemnizacyjnymi, aby ostatecznie określić skalę tego problemu i podjąć stosowne działania naprawcze. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy mieli do czynienia z obrotem tymi nieruchomościami i prawdopodobnie skala tego zjawiska będzie wzrastać. Rośnie bowiem świadomość prawna społeczeństwa, nie brakuje także nieuczciwych osób, które dostrzegają w procederze przejmowania mienia, za które państwo polskie zapłaciło odszkodowanie, źródło wielkich pieniędzy. Grożą nam także pozwy na forum międzynarodowym. Najlepszym sposobem rozwiązania wszystkich problemów związanych z reprywatyzacją byłoby przyjęcie ustawy reprywatyzacyjnej, ale na to się obecnie nie zanosi – odpowiada poseł.

Niestety, także wśród samorządowców jest niewielka świadomość tego stanu rzeczy. Rozmawiałem o tym problemie z przedstawicielem samorządu jednego z miast, którego nieruchomości widnieją w wykazach Ministerstwa Finansów. Nie miał pojęcia, że taka lista w ogóle istnieje. Skoro więc parlament zdecydował się na powołanie specjalnej komisji weryfikacyjnej do rozpatrzenia różnych nieprawidłowości występujących przy reprywatyzacji w Warszawie, może warto byłoby pomyśleć o jakimś nadzwyczajnym działaniu w sprawie o nieporównanie większym ciężarze gatunkowym, mającym znaczenie dla całej Polski. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • gebowicz
    02.09.2017 08:21
    Czytam:
  • gebowicz
    02.09.2017 08:29
    Czytam, że "To afera dużo większa niż sprawa Amber Gold. ". I myślę: "będzie o SKOK". A tu GN postanowił odgrzać temat, który Wyborcza wałkuje od kilkunastu lat. Oczywiście, gdyby zajął się SKOKiem, to też zająłby się tematem starym. Ale gdyby nazwał to aferą, to zrobiłby to po raz pierwszy, bo jeśli GN pisze o SKOK, to jedynie aby go bronić.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    12°C Poniedziałek
    rano
    17°C Poniedziałek
    dzień
    18°C Poniedziałek
    wieczór
    15°C Wtorek
    noc
    wiecej »

    Reklama