Refleksje pracującego emeryta

Tak mi się coś zdaje, że Kościół w Polsce (i nie tylko) staje przed problemem reorganizacji parafialnej sieci. Przyczyn jest wiele. Dwie wydają się w tej chwili oczywiste.

Reklama

Dzwony dzwonią. Póki jest dzwonnik. Zadania dzwonnika przejął napęd mechaniczny, z elektronicznym sterowaniem. Zatem dzwony mogą dzwonić do końca świata a nawet o dzień dłużej. Chyba że padnie zasilanie. A pod dzwonnicą mieszka proboszcz. Ciągłość następstwa proboszczów w niejednej parafii sięga wielu wieków. W mojej – ponad 700 lat. Były czasy rozkwitu, ale były i czasy straszne. Najtrudniejsze i wyniszczające były lata wojny trzydziestoletniej – skończyła się w roku 1648, a jej skutki społeczne, ekonomiczne, obyczajowe, religijne trwały jeszcze długo. W niektórych z okolicznych kościołów do dziś grają dzwony sprzed owej wyniszczającej wojny.

W niejednej okolicy zmieniał się układ sieci parafialnej. Bo tu wioska zmarniała i zmalała, tam znów w ruinę popadła plebania a nieraz i kościół... Za jakiś czas wszystko się odradzało – co skutkowało kolejnymi zmianami. Geografia, ta fizyczna, też niejednakowa, ma wpływ na sieć zasiedlenia. Inaczej na pogórzach, inaczej na nizinach, inaczej pośród wiekowych borów, inaczej na żyznych czarnoziemach. Z tego wynikają też odległości do parafialnego (czy jakiegokolwiek) kościoła. Od pięciu minut na bosaka, po kilkudniową wyprawę furką w mizernego konia zaprzężoną. Tak było, gdy z gorczańskiego Ustrzyka do parafialnego kościoła w Tylmanowej jechali. O ile w ogóle jechali.

Tak mi się coś zdaje, że Kościół w Polsce (i nie tylko) staje przed problemem reorganizacji parafialnej sieci. Przyczyn jest wiele. Dwie wydają się w tej chwili oczywiste. Zdaję sobie sprawę, że nasilenie owych czynników jest niejednakowe w różnych rejonach nawet poszczególnych diecezji. Niemniej jednak nigdzie ich wykluczyć nie można.

Pierwszy z tych czynników to depopulacja, w niektórych stronach porównywalna z tą po wojnie trzydziestoletnie. Depopulacja – czyli wyludnienie. Wiem, o czym piszę. W mojej parafii w ciągu 25 lat ilość mieszkańców spadła o 30%. Przy wzroście średniej wieku o 8 lat. Ze wszystkim konsekwencjami tych bezlitosnych faktów. Szkoła, jako jedyna wiejska publiczna szkoła w gminie, jeszcze jest u nas. W innych wioskach są stowarzyszeniowe, z ilością uczniów w klasie w obrębie palców jednej ręki. Dobrze, że są. Niemniej jednak w dzisiejszych czasach szkoły typu zaściankowego to krzywda dla dzieci i przyszłości państwa.

A z punktu widzenia parafialnego? Mam z czego żyć. Bom szkolny emeryt i dorabiam od lat w branży publicystycznej, dorabiałem też w Bawarii. Wiem, że za jakiś czas ilość zamawianych intencji mszalnych spadnie. Młode pokolenie parafian jest już inne. Moi następcy będę mieli problem bytowy. I z utrzymaniem kościoła, i siebie.

Kazania mówię do ławek w trzech czwartych pustych. Przygotować je trzeba tak samo jak dla tłumu. Ale zdaję sobie sprawę, że ta garstka słuchaczy może wpływać rozleniwiająco. Ja mam pozaparafialny bodziec jakości – nagranie kazania idzie do internetu. A że dzieci i młodzieży maleńko, to i ministrantów nie ma. Kiedyś było ponad 50 chłopców i dziewcząt. Teraz zostało kilka osób, z młodszych nikogo. Dyżury sprzątania kościoła w coraz częstszej kolejce i mniejszej obsadzie. Przygotowanie i uroczystość pierwszokomunijna oraz bierzmowanie też mizerniejsze, wielu spraw w kilka osób nie przeprowadzisz.

Drugi z czynników po części wyrasta z poprzedniego. To problem malejącej liczby kandydatów do kapłaństwa. Bo z jednej strony młodzieży liczebnie jest mniej. Z drugiej strony wiele przyczyn powoduje, że procent dążących do kapłaństwa też jest mniejszy. Innymi słowy – seminaria pustoszeją. Może nie wszystkie. Ale wszędzie jest ubytek. Już teraz biskupi mają problem z bilansem przychodzących i odchodzących (śmierć, emerytura). A emerytów jako czynnych proboszczów mamy i tak zbyt wielu. Za jakiś czas może to poskutkować lawinowym ubytkiem. A już teraz skutkuje jakością duszpasterstwa, bo emeryt nie nadąża – fizycznie i mentalnie.

To tylko niektóre, najbardziej rzucające się w oczy sprawy. Nie tu miejsce na pełniejsze analizy. Ale jest drugi biegun problemu. Niektóre miejskie (podmiejskie) parafie pęcznieją. Potrzeba by większej obsady duszpasterskiej. Powie ktoś: zabrać ze wsi i dać do miasta. Zresztą, ci z miasta to korzenie mają na wsi. To prawda. Ale łatwo powiedzieć „zabrać i dać”. Bo to praktycznie znaczy: zawiesić istnienie jednej parafii, posługę zlecając proboszczowi innej. Tego nie można zrobić z dnia na dzień. Takie ruchy trzeba przygotować dużo wcześniej – zarówno wobec samych księży, jak i wobec parafian. Czy to przygotowanie jest przygotowywane? Obawiam się, że nie. Obawiam się też, że może być za późno, gdy się spostrzeżemy. Zmiany pójdą na żywioł, wywołując opłakane skutki. Najwyższy czas, by podjąć opracowywanie strategii.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

  • Awa
    05.08.2017 16:41
    Mieszkam w mało atrakcyjnym turystycznie miejscu.Jednak problemy ,o których pisze autor są mi zupełnie obce.Nawet jeśli jeździmy pracować do większych miast to opłaca się wracać do domów.Są młode małżeństwa , są dzieci.
  • klama
    05.08.2017 21:36
    Dziękuję,że przenikliwy ksiądz zauważa zmieniające się środowisko parafii. Średnia życia się wydłuża, czas pracy z dojazdami sie wydłuża, czas godziwej rozrywki też ale jak Bóg będzie na pierwszym miejscu w życiu wierzącego w Jezusa to nie straszne będą reorganizacje parafialne.W pewnej śląskiej parafii najwięcej ludzi na mszy św. jest wówczas gdy jest msza sw.dla róż różańcowych i całkiem dużo w I sobotę miesiąca. O czym to mówi?że średnie pokolenie trzyma obecnie palmę pierwszeństwa w praktykach religijnych;)pokolenie wychowane na różańcu i zaufaniu Matce Bożej...i to ufność uratuje kolejne młode już pokolenie od niewiary!
  • Gość35
    07.08.2017 11:45
    Felietony czytam od lat. Zawsze trafione, dzisiejszy jak zwykle również. Tylko po tym dzisiejszym trzeba coś więcej. Tak dwa problemy istnieją, ale skoro są to zanim przystąpimy do reorganizacji może trzeba uderzyć się w piersi i zapytać dlaczego?. Poruszony pierwszy problem wyludnienie. Tak miej ludzi - liczby nie kłamią. Ale jak się popatrzymy niejednokrotnie ludzi na terenie parafii więcej mieszka a w kościele ICH nie ma - ławki puste. Wyludnienie z powodu - mądry powie laicyzacji. A może problem gdzie indziej leży. Nie znaleźli dla siebie miejsca, zobaczyli przez posługę proboszcza, że to Zabawa. Sam proboszcz zmęczony religijnością. Cały czas poza parafią, to wolna środa, to wakacje, ferie, wole po kolędzie, rekolekcje kapłańskie w Turcji - relacjonuje FB. Kościół oczywiście zamknięty podczas tych wyjazdów na cztery spusty , lud patrzy i widzi. "Nikt zdrowy żywego nie zamyka". Myśli, nie było Mszy przez tyle i na nich nie byłem to po co mam iść teraz. Wiele kościołów podczas wakacji przypomina noc Wielkiego Czwartku. Aresztowany. Nie odnaleźli się w tej rzeczywistości. Uczono ich że w kościele się modli a tu w ramach nie przemęczenia 10 różańca w październiku, majowe tak ale czerwcowe nabożeństwa to już nie bo to za dużo. Wiele parafii pracuje w dwóch porach zimowa nic nie robimy bo zimno a latem zagorąco. Brak katechezy czy przygotowania do sakramentów. I tak dalej można by wymieniać a to tylko przykłady z jednej parafii. Reasumując nikt bo tych z poza murów kościoła nie wyszedł. Nie dał im szansy. A Jezus woła wyjdzie poza opłotki i zaproście. Tak Polska potrzebuje misjonarzy - bo i sama staje się misyjna. Polski - Opolski prezbiteriacie obódź się. Lud potrzebuje Boga żywego, lud potrzebuje duszpasterza. Drugi problem to Powołania. Myślę, że nie róbmy konkurencji Bogu. On wie czego człowiekowi potrzeba. Ale i my musimy się wziąć do pracy. Obserwując bacznie życie. Musimy zaczać wychowywać ludzi wolnych do podejmowania decyzji. Drugi człowiek nie ma prawa decydować za drugiego. Rodzić za dziecko - kolega za kolegę. Nikt nie jest własnością drugiego. Ale też potrzebujemy świadectwa tych, którzy odpowiedzieli na głos powołania. A nie antyświadectwa: Sutanna ciąży bo latem za gorąco, alba parzy, ornat to wymysł kościoła a latem za gorąco, od klęczenia nogi bolą, brak przykładu i widoku modlącego się proboszcza a tylko w zakrystii czyta prasę katolicką przed Mszą Św. ; kadzidło dusi ect, ect, ect. Może tak właśnie od tej strony popatrzeć. Być narzędziem w ręku BOGA a nie Ręką Boga pracująca nie zgodnie z SERCEM BOGA.
  • chochlik
    08.08.2017 10:40
    Ciekawe , a czy wyjściem nie było by przejście w ramach k.k. na porządek unicki , wtedy nie zadzierając z Watykanem można spowodować ,ze ubożuchna parafijka będzie miała żonatego kapłana który w tygodniu będzie ślusarzem czy budowlańcem a w niedzielę odprawi mszę , to by było wyjście .

    Przecież tak było , św. Łukasz miał np. lekarskie zacięcie ,powrót do źródeł ?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    30 31 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    21°C Piątek
    rano
    30°C Piątek
    dzień
    31°C Piątek
    wieczór
    27°C Sobota
    noc
    wiecej »

    Reklama