Europa desperacko liczy na Libię

Włoscy i francuscy przywódcy, a także europejskie organizacje pozarządowe są zgodne: klucz do powstrzymania exodusu imigrantów leży w Libii. Każdy ma jednak inny pomysł na rozwiązanie problemu.

Reklama

Drugiego sierpnia, tuż po pozytywnej decyzji parlamentu, włoska marynarka wojenna wpłynęła na libijskie wody terytorialne. Przygnieciona nieustannym napływem imigrantów Italia sięga po najpoważniejsze środki: okręty, samoloty i żołnierze mają zatrzymywać statki przemytników jeszcze u brzegów Afryki. Skuteczność tego ambitnego projektu stoi jednak pod znakiem zapytania, gdyż władze Libii nie są zbyt chętne do współpracy. Co więcej, choć wszystkim w Europie powinno zależeć na powstrzymaniu kryzysu, Stary Kontynent jest głęboko podzielony. Własną dyplomatyczną ofensywę w północnej Afryce prowadzi prezydent Francji, osobne propozycje przedstawia ONZ-owska agencja UNHCR. A ostatecznie wszystkie polityczno-wojskowe projekty i tak okażą się bezużyteczne, jeżeli w Libii nie dojdzie do definitywnego zakończenia wojny domowej.

Zatrzymać na brzegu

Rząd premiera Paolo Gentiloniego już od dłuższego czasu zabiegał u libijskich władz o zgodę na podjęcie działań na ich wodach terytorialnych. To jedyna szansa na skuteczne ściganie zuchwałych gangów przemytniczych. Korzystając ze słabości aparatu państwowego, prowadzą one otwarte działania promocyjne w Afryce, na przykład zachęcając na Facebooku do „bezpiecznej podróży” do Europy. Zawracanie imigrantów blisko brzegu zmniejszałoby ryzyko ich utonięcia (od początku roku w wodach Morza Śródziemnego zginęło już około 2300 osób). 26 lipca podczas spotkania w Rzymie szef libijskiego rządu Fajiz Sarradż dał zielone światło dla misji wojskowej. Jednocześnie zarówno premier Gentiloni, jak i minister obrony Roberta Pinotti zapewniają, iż nie będzie to „żadna szkoda dla libijskiej suwerenności”.

Mimo tych obietnic w Libii szybko wzrosły antyeuropejskie nastroje. Wrodzona nieufność bierze się z doświadczenia ponadtrzydziestoletniej okupacji przez Włochów w pierwszej połowie XX wieku. W stołecznym Trypolisie zawisły portrety Umar al-Muchatara, przywódcy antykolonialnego powstania w latach 1912–1935. Pod wpływem społecznej presji swoje stanowisko zaostrzył szef rządu. Oświadczył on: „Suwerenność narodowa jest czerwoną linią, której nikt nie może przekroczyć”. Jednocześnie zmniejszył dopuszczalną ilość włoskiego personelu. Zgoda premiera Sarradża i tak może nie wystarczyć do skutecznego przeprowadzenia misji, gdyż jego władza obejmuje mniej niż połowę kraju. Reszta pozostaje pod kontrolą rezydującego w Tobruku zbuntowanego parlamentu i generała Chalify Haftara. W całości odrzucili oni porozumienie z Włochami.

Socjaldemokratyczny rząd Paolo Gentiloniego sięga po coraz ostrzejsze rozwiązania. Trudno się temu dziwić w sytuacji, gdy liczba nielegalnych imigrantów w kraju przekroczyła 100 tysięcy, a nowe wybory parlamentarne odbędą się już wiosną 2018 roku. Dlatego operacja wojskowa u brzegów Libii będzie kontynuowana niezależnie od niechętnych reakcji Libijczyków i rozterek premiera Sarradża. Działania te popiera Grupa Wyszehradzka. 19 lipca premierzy Szydło, Orbán, Fico i Sobotka wystosowali list do Gentiloniego, wyrażając gotowość, aby „przyczynić się dostępnymi środkami do włoskich i europejskich wysiłków zatrzymania wyjazdów z Libii”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    6°C Sobota
    wieczór
    3°C Niedziela
    noc
    3°C Niedziela
    rano
    5°C Niedziela
    dzień
    wiecej »

    Reklama