Europa desperacko liczy na Libię

Włoscy i francuscy przywódcy, a także europejskie organizacje pozarządowe są zgodne: klucz do powstrzymania exodusu imigrantów leży w Libii. Każdy ma jednak inny pomysł na rozwiązanie problemu.

Reklama

Na celowniku Włochów znalazły się również organizacje pozarządowe ratujące ludzi na Morzu Śródziemnym. Władze w Rzymie uważają, że dobre serce aktywistów jest cynicznie wykorzystywane przez przemytników i tylko przyspiesza nielegalną imigrację. Pod koniec lipca wprowadzono więc dwunastopunktową listę nowych regulacji dotyczących postępowania włoskich służb porządkowych względem NGO-sów. Największe kontrowersje wzbudza nieograniczone prawo wchodzenia uzbrojonych policjantów na statki wyławiające rozbitków i zakaz przekazywania wyłowionych ludzi z jednego okrętu do drugiego. Aktywiści skarżą się na ryzyko znacznego spowolnienia akcji ratunkowych. Tylko trzy z dziewięciu organizacji pływających po Morzu Śródziemnym zaakceptowały nowe regulacje.

Zatrzymać na lądzie

Niezależnie od militarnej akcji Włochów, własne działania w celu zatrzymania exodusu imigrantów podejmuje Francja. Emmanuel Macron szuka spektakularnego osiągnięcia na arenie międzynarodowej właśnie poprzez próbę stabilizacji Libii. 25 lipca francuski prezydent zaprosił do Paryża premiera Sarradża i generała Haftara. Dwaj oponenci podali sobie dłonie i opublikowali 10-punktowe oświadczenie. Zapowiadają ogólnokrajowe wybory w 2018 roku oraz wyrzeczenie się użycia siły w innym celu niż walka z terroryzmem. Macronowi należą się słowa uznania ze mediację, ale nie należy przedwcześnie ogłaszać pełnego sukcesu. To nie pierwszy raz, gdy libijscy politycy spotykają się za granicą i zapowiadają rozejm. Ostatnio mówili o tym w maju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, by zaraz po powrocie do ojczyzny wznowić starcia.

Dwa dni po szczycie w Paryżu Macron postanowił iść za ciosem. Zapowiedział założenie w Libii jeszcze tego lata tzw. hotspotów, czyli miejsc, gdzie ludzie chcący dotrzeć do Europy będą weryfikowani pod kątem prawa do uzyskania azylu. Obecnie na Starym Kontynencie działa 9 takich ośrodków – we Włoszech i Grecji. Pomysł outsourcingu kontroli imigrantów poza Europę brzmi obiecująco, lecz projekt okazał się tylko pustym sloganem Macrona. Pomysł został skrytykowany jako nierealny. Jeszcze tego samego dnia wieczorem prezydent zaczął się wycofywać, zastrzegając, iż hotspoty powstaną w Libii dopiero, gdy „spełnione zostaną kryteria bezpieczeństwa”; unikał również podawania jakichkolwiek dat.

Zatrzymać we własnym kraju

Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) nie zostawił suchej nitki na projektach Włochów i Francuzów, określając je jako doraźne i skierowane na zebranie punktów u wyborców. Macrona skrytykowano za pomysł przetrzymywania uchodźców w ośrodkach w Libii, słynących z fatalnych warunków i przemocy strażników, natomiast działania Włoch na wodach są uważane za spóźnione. Desperaci docierający z głębi Afryki aż nad Morze Śródziemne, nawet zawróceni, podejmą nowe próby przedarcia się do Europy inną drogą.

W zamian UNHCR chce wspierać kraje, z których imigranci wyruszają na północ, czyli Mali, Niger, Burkina Faso, Czad czy Sudan. 24 lipca ministrowie spraw wewnętrznych z afrykańskich i europejskich krajów dyskutowali na szczycie w Tunezji o tym, jak już w zarodku zatrzymywać exodus. Kierunek działań ONZ-owskiego urzędu wydaje się najbardziej humanitarny i długofalowy, lecz nie jest w stanie uspokoić sytuacji we Włoszech i Francji, gdzie oczekuje się natychmiastowych efektów.

Błąd Zachodu

Zrujnowana wojną domową Libia, na którą tak desperacko liczy dziś Europa, stanowi wyrzut sumienia zachodnich polityków. Za czasów pułkownika Muammara Kaddafiego był to kraj skorumpowany, łamiący prawa człowieka, ale też bogaty jak na afrykańskie standardy. Oparta na ogromnych zasobach ropy gospodarka pozwalała m.in. na utrzymanie rozwiniętego systemu darmowej edukacji i służby zdrowia. Gdy w 2011 roku na fali tzw. arabskiej wiosny wybuchła wojna domowa, międzynarodowa koalicja ochoczo wsparła powstańców, nie mając żadnego planu na nowy polityczny ład po Kaddafim. W wywiadzie pod koniec prezydentury Barack Obama przyznał, iż był to jego największy błąd w ciągu ośmiu lat urzędowania. Dziś do złej decyzji ze strony Francji przyznaje się także Emmanuel Macron.

Wkrótce po obaleniu pułkownika okazało się, jak kruchy był sojusz opozycji. Łączył ją tylko wspólny wróg. Po jego pokonaniu z wielką siłą powrócił tłumiony przez lata regionalny partykularyzm. Libia stała się krajem biedy, czterystu tysięcy wewnętrznie przesiedlonych ludzi, wielkim bazarem broni rozkradzionej z państwowych magazynów oraz obozem szkoleniowym islamskich radykałów spod znaku ISIS, destabilizujących sytuację w sąsiedniej Tunezji i Egipcie.

Bez ogromnej pomocy finansowej ze strony Europy Libia nie zahamuje wielkiej wędrówki na północ. Poza tym, biorąc pod uwagę ostrą rywalizację najważniejszych libijskich polityków oraz nieufną reakcję na obecność u brzegów włoskiego wojska, nie ma gwarancji, że nawet przy czynnym wsparciu Unii Europejskiej Libijczycy będą chcieli zatrzymać exodus imigrantów.•

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    11°C Piątek
    noc
    11°C Piątek
    rano
    12°C Piątek
    dzień
    14°C Piątek
    wieczór
    wiecej »

    Reklama