Matka oddała życie za dziecko. Niestety, ono też zmarło

Półtora tygodnia temu informowaliśmy o śmierci Amerykanki ze stanu Michigan Carrie DeKlyen, która zrezygnowała z leczenia raka, by dać szanse ocalenia życia nienarodzonej córeczce Lynn. Niestety, urodzone w 24-tygodniu ciąży maleństwo zmarło.

Reklama

"Z wielkim smutkiem i złamanymi sercami powiadamiamy was, że Lynn odeszła ostatniej nocy. Carrie kołysze teraz (w niebie) swoją małą dziewczynkę. Nie znajduję teraz wyjaśnienia, dlaczego tak się stało, ale wiem, że Jezus nas kocha i pewnego dnia się tego dowiemy. Ból, który czujemy, jest niemal nie do zniesienia. Prosimy, módlcie się za naszą rodzinę" - napisał wczoraj na Facebooku jeden z członków rodziny. Poniżej dopisał fragment Księgi Psalmów (73,26): "Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki ."

Więcej o historii Carrie i Lynn we naszym wcześniejszym tekście: "Dobrze zrobiłaś". Matka oddała życie za szóste dziecko

«« | « | 1 | » | »»

Zobacz

  • Anna Panna
    22.09.2017 18:35
    Strasznie to smutne. Wydawało się, że dziecko urodziło się zdrowe i przy pomocy obecnej zaawansowanej medycyny będzie się rozwijać pomyślnie. Wygląda jednak na to, że sztuczne podtrzymywanie matki przy życiu nie wyszło na dobre dziecku, chociaż zdarzały się i inne przypadki. Tak czy inaczej - jej decyzja była tragiczna, ale słuszna.
  • Mysz
    25.09.2017 17:20
    Anno Panno, 24 tydzień ciąży to naprawdę bardzo wcześnie. Dzieciątko nawet idealnie zdrowe jest na tym etapie rozwoju bardzo niedojrzałe. Nie jestem pewna statystyki, ale szanse przeżycia są sporo mniejsze niż 50%. Smutne to bardzo, ale nie zaskakujące.
  • Marcin
    25.09.2017 18:46
    Do: Anna Panna. Czy znasz tak dobrze ten przypadek, że pisze o "sztucznym podtrzymywaniu matki przy życiu", z artykułu wynika, że ta kobieta zrezygnowała z leczenia, aby ratować dziecko, więc gdyby nie to pewnie by żyła. Przy okazji tej historii przypomniała mi się lektura biografii błogosławionego małżeństwa Włochów Luigi i Marii Quattrocchi. Tam też doszło do sytuacji, że przy którejś kolejnej ciąży lekarze stwierdzili komplikacje zagrażające życiu i matki i dziecka i zalecali dokonać aborcji, aby ratować choć matkę. Decyzja podjęta przez matkę, i z tego co pamiętam wsparta była w tym wyborze przez małżonka, była taka, żeby jednak doszło do porodu. Cała historia skończyła się szczęśliwie dziecko urodziło się zdrowe, a matka też wyszła z tego cało, natomiast sama decyzja podjęta w krytycznym momencie została przedstawiona jako jedna z przesłanek wskazujących na heroiczną świętość obojga małżonków. Ale mnie przy okazji tej lektury zastanowiło, co by było gdyby jednak zgodnie z diagnozą lekarską kontynuacja ciąży i poród spowodowały śmierć i matki i dziecka, czy wówczas również należałoby uznać decyzję o powstrzymaniu się od aborcji za słuszną. Ostatecznie zasada jest taka, że w stanie wyższej konieczności, gdy zagrożone są równocześnie różne wartości i dobra, to wówczas podejmujemy taką decyzję, że poświęcamy jedne wartości/dobra dla drugich, żeby ostatecznie strata była jak najmniejsza. Wydaje mi się, że czasem są takie sytuacje, gdzie tragiczna decyzja może polegać właśnie na konieczności przeprowadzenia aborcji, żeby ratować choć życie matki. To już zależy od konkretnego przypadku i postawionej diagnozy lekarskiej.
  • ADA
    05.10.2017 16:25
    Jest 4 marca 1996r./imieniny męża/ a ja leżę w szpitalu z zagrożoną ciążą -moje dzieciątko obniżyło się na tyle, że lekarze nie dawali szans na cofnięcie się płodu mimo, że leżałam na łóżku z podniesionymi tylnymi nogami.lekarz przychodził kilka razy i tłumaczył mi,że nie uratujemy dziecka, tylko muszę myśleć o sobie bo przyjdzie zakażenie i moje życie jest zagrożone -proponował aborcję.Gdy kilka razy odmówiłam zostawili mnie samą sobie.Nie wypuszczałam różańca z ręki.Odmawiałam szlochając Koronkę do Miłosierdzia Bożego.Mimo że miałam dla kogo żyć/miałam wtedy dwie małe córeczki/ wszystko zawierzyłam Bogu. I przyszła pomoc z góry - po około 20 min.nastąpiła akcja porodowa i urodziłam córeczkę w 20-tym tygodniu ,20 dag.Pielęgniarka zapytała czy chcę żeby ją ochrzcić.Oczywiście byłam jej bardzo wdzięczna za to.Moja Marta żyła na tym świecie 1,5 godziny i odeszła do chóru aniołów gdzie na wieczność będzie spoczywać w miłości Bożej.Nie wiem jak by wyglądało moje życie gdybym zdecydowała się na to co niby dla mojego dobra proponował mi lekarz.Wczoraj byłam na jej grobie.Wiem że mam orędownika u Boga.I widzę kolosalną różnicę - pochować swoje dziecko, a zabić swoje dziecko, co niektórzy próbują to zrównać.Sumienie dla mnie jest bardzo ważne. Chwała Panu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    6°C Piątek
    wieczór
    3°C Sobota
    noc
    1°C Sobota
    rano
    2°C Sobota
    dzień
    wiecej »

    Reklama