Katastrofa nie grozi

O proteście rezydentów i perspektywach poprawy funkcjonowania ochrony zdrowia mówi minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Bogumił Łoziński: Dlaczego rząd nie chce spełnić postulatów protestujących rezydentów?

Konstanty Radziwiłł: Młodzi lekarze widzą, że sytuacja w służbie zdrowia nie jest idealna, i słusznie mówią, że główną tego przyczyną – choć nie jedyną – jest niedofinansowanie. Postulują zwiększenie nakładów na służbę zdrowia do 6,8 proc. PKB. Można powiedzieć, że rezydenci są wyrazicielami postulatów różnych środowisk medycznych. Zgadzam się z nimi, nakłady na służbę zdrowia powinny być zdecydowanie większe. Jednak to rząd dysponuje wiedzą, zapleczem eksperckim, analizami, zna możliwości budżetu, perspektywy rozwoju gospodarki, i to rząd jest w stanie odpowiedzialnie wskazać, o ile i jak szybko te nakłady mogą wzrosnąć. Biorąc pod uwagę te różne czynniki, zdecydowaliśmy, że nakłady będą stopniowo zwiększane, aby w 2025 r. osiągnąć poziom 6 proc. PKB. Ta decyzja to wspólny sukces wszystkich środowisk walczących o poprawę sytuacji w służbie zdrowia, także lekarzy rezydentów.

Głodujący rezydenci twierdzą, że dodatkowe pieniądze są potrzebne od zaraz, a nie dopiero w 2025 r., bo inaczej system ochrony zdrowia się ropadnie.

To jest zderzenie marzeń z możliwościami. Po pierwsze, chcę bardzo mocno podkreślić, że my nie odraczamy przekazania 6 proc. PKB na służbę zdrowia do 2025 r., bo już od przyszłego roku nakłady będą rosły. Warto przy tym zdawać sobie sprawę, o jakich pieniądzach rozmawiamy. Jeśli zsumujemy skutki naszych regulacji na lata 2015–2025, to te nakłady wyniosą około pół biliona złotych więcej, co jest olbrzymią kwotą. Takiej perspektywy nie było nigdy.

Czyli diagnoza rezydentów, że bez 6 proc. PKB w przyszłym roku system ochrony zdrowia się załamie, nie jest trafiona?

Jeśli pan mnie pyta, czy bez dodatkowych 35 miliardów złotych w przyszłym roku, bo o takiej kwocie rozmawiamy, służbę zdrowia spotka jakaś katastrofa, to odpowiadam, że nie ma takiego niebezpieczeństwa. Tym bardziej że system służby zdrowia to nie tylko pieniądze, ale także lepsza organizacja i w tym zakresie dużo zmieniamy.

Co do finansów, to w przyszłym roku przeznaczymy na ochronę zdrowia co najmniej 92 miliardy złotych, więc to nie jest tak, że zostaniemy bez pieniędzy. Natomiast gdyby dorzucić jeszcze ok. 35 miliardów złotych z budżetu, jak chcą rezydenci, to na pewno doszłoby do załamania finansów publicznych i ogromnych problemów ze sfinansowaniem innych ważnych zadań państwa.

Wśród postulatów rezydentów był też wzrost ich pensji podstawowej do wysokości 1,05 średniej krajowej (obecnie 4,3 tys. zł), gdyż od 2009 r. jest ona na niezmienionym poziomie. Dlaczego ministerstwo się nie zgodziło?

Zacznijmy od tego, że lekarze rezydenci są jedyną grupą absolwentów uczelni, której państwo płaci pensje.

Nauczyciele zaczynający pracę zaraz po studiach czy żołnierze albo policjanci też dostają pensje z budżetu.

Żołnierze i policjanci pracują w państwowych instytucjach. Finansowanie służby zdrowia opiera się na wynagrodzeniu, które szpitale otrzymują z NFZ za wykonane świadczenia zdrowotne. Lekarz rezydent może pracować w prywatnym szpitalu i otrzymuje pensję z budżetu, pod warunkiem że ten szpital jest akredytowany (spełnia odpowiednie standardy). Pomysł finansowania rezydentów przez Ministerstwo Zdrowia zrodził się prawie 20 lat temu, a jego celem było zachęcenie absolwentów medycyny do podejmowania specjalizacji, bo nie jest to ich obowiązek. Jednak już wówczas zauważono, że jedne specjalizacje są bardziej potrzebne, a inne mniej, do tego na ogół na te, które są potrzebne, chętnych jest zdecydowanie mniej. Dlatego wprowadzona została zasada, że minister zdrowia ustala listę specjalizacji priorytetowych i za nie płaci więcej. Jednak różnice w płacach nie były na tyle duże, żeby zwiększyć zainteresowanie deficytowymi specjalizacjami. W efekcie w pediatrii, internie czy chirurgii ogólnej wciąż brakuje specjalistów. W tej sytuacji uznałem, żeby tym rezydentom, którzy wybiorą specjalizacje priorytetowe, przyznać dodatek motywacyjny w wysokości 1200 zł. Już same zapowiedzi większych środków spowodowały, że jest na nie znacznie więcej chętnych. Pozostali rezydenci też dostaną podwyżki, ale mniejsze, od 400 do 500 zł, i będą zarabiać od 3600 do 4400 zł brutto pensji podstawowej. Przy czym musimy pamiętać, że rezydenci mają wiele możliwości pracy dodatkowej.

W tym nowym systemie płac młodzi lekarze zaczynający specjalizację otrzymają większe pensje niż ich koledzy na czwartym czy piątym roku specjalizacji. Protestujący uważają, że to niesprawiedliwe.

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że to jest niesprawiedliwe. Pensja rezydenta to nie tylko wynagrodzenie za pracę, ale przede wszystkim bodziec dla lekarzy, aby podejmowali wskazane przez ministerstwo specjalizacje. Nie chodzi o to, aby obdzielić wszystkich po równo, bo to byłoby marnotrawienie publicznych pieniędzy. Celem systemu jest zachęcenie lekarzy do wybierania specjalności, na które jest zapotrzebowanie. Zresztą obecnie te pensje też są zróżnicowane, więc ja nie zmieniam zasady, lecz wymiar tego zróżnicowania.

Patrzy Pan na rezydenta jak na osobę, która dostaje możliwość kształcenia, a państwo jeszcze jej za to płaci. Ich perspektywa jest taka, że ciężko pracują, zastępują specjalistów, mają dyżury, ratują życie chorych i nie otrzymują za to dostatecznego wynagrodzenia. Być może tu leży istota sporu rządu z rezydentami?

Nikt nie neguje tego, że rezydenci ciężko pracują i leczą chorych, dlatego też postrzegają swoje dochody jako wynagrodzenie i zwracają się do ministra, aby je podwyższył. Może warto się zastanowić, czy w ogóle tego systemu nie zmienić i nie kształcić specjalistów na innych zasadach – lekarz otrzymywałby wynagrodzenie od swojego pracodawcy, a minister zdrowia dotowałby tylko niektóre specjalności dodatkiem motywacyjnym. Warto też wiedzieć, że pensja podstawowa, o której mówimy, to jedynie część wynagrodzenia rezydenta. Otrzymują oni dodatkowe zarobki za dyżury, wielu z nich pracuje także np. w swoich gabinetach prywatnych i innych miejscach. Dodatkowe dyżury są bardzo dobrze nagradzane, nawet 50 czy 100 zł za godzinę, co oznacza, że rezydenci mogą zarobić wielokrotnie więcej.

Stawki za dyżury, o których Pan mówi, są oferowane w innych miejscach niż szpitale, w których jest zatrudniony dany rezydent. W swojej placówce za dyżur otrzymuje 14–16 zł netto.

Rezydent musi być 10 godzin tygodniowo na dyżurze w swoim szpitalu, a więc ma czas, aby dorobić gdzie indziej.

Problem polega na tym, że rezydent, otrzymując umowę o pracę, bardzo często jest zmuszony podpisać tzw. klauzulę opt-out. Jest to zgoda na pracę w wymiarze ponad 48 godzin tygodniowo i zrzeczenie się prawa do 11 godzin odpoczynku po dyżurze. Jeśli takiej klauzuli nie podpisze, nie otrzyma kontraktu. W efekcie rezydent ma wyznaczanych np. dwa razy więcej dyżurów niż obowiązkowe i musi pracować po 30 godzin bez przerwy, a na dyżury w innych miejscach nie ma już siły.

Dyżury lekarskie towarzyszą medycynie od niepamiętnych czasów. Wszyscy starsi lekarze tak dyżurowali, wielu z nich nadal to robi i myślę, że tak będzie również w przyszłości. Trudno sobie wyobrazić praktykowanie medycyny, a szczególnie okres specjalizowania się lekarza, bez dyżurów. Umiejętność podejmowania pracy nad ranem, w szczególnie trudnych okolicznościach, gdy człowiek jest zmęczony, to jeden z elementów profesjonalizmu medycznego. Sześć, siedem dyżurów miesięcznie podejmuje przytłaczająca większość lekarzy, nie tylko rezydenci. Szpital to miejsce, gdzie są chorzy potrzebujący pomocy cały czas, nie tylko w określonych godzinach.

Dopuściłby Pan do pracy lekarza po 24 godzinach dyżuru, a przedtem normalnej pracy etatowej?

Zapewniam pana, że tak jak większość moich kolegów miewałem znacznie więcej godzin pracy, bo taka była potrzeba. Obecnie toczy się dyskusja na temat tego, ile lekarz powinien móc pracować bez przerwy. Czy na przykład nie powinniśmy mieć tachografów jak kierowcy ciężarówek. To jest problem ogólnoświatowy. Według mnie granicą czasu pracy musi być zdrowy rozsądek i właściwa ocena własnych możliwości przez danego lekarza.

Jednym z rozwiązań tego problemu jest zwiększenie liczby lekarzy. Jakie działania podejmuje Pan w tej sprawie?

Znacznie zwiększyłem liczbę miejsc na uczelniach medycznych. W porównaniu z rokiem 2015 dziś nabór na studia lekarskie jest o 1500 miejsc większy, choć oczywiście efekt tego będzie widoczny dopiero za kilka lat, z dnia na dzień nie da się tego zmienić. Chciałbym też bardziej otworzyć Polskę na lekarzy z innych krajów, głównie z Ukrainy i Białorusi. Prace w tym zakresie toczą się w Ministerstwie Zdrowia od dawna, czas już je sfinalizować.

Wszyscy zgadzają się co do tego, że nasza służba zdrowia wymaga reformy. W jakim kierunku idą proponowane przez Pana rozwiązania?

Przede wszystkim nie zgadzam się na „urynkowienie” służby zdrowia, które wprowadzali nasi poprzednicy, i dlatego skutecznie je zatrzymałem. Moja koncepcja jest diametralnie odmienna. System powinien opierać się na planowaniu opartym na rzeczywistych potrzebach, a nie biznesowych rachubach. Na przykład oceniamy wnioski inwestycyjne, stosując kryteria zapotrzebowania wynikające z tzw. map potrzeb zdrowotnych. Rynek procedur medycznych, gdzie goni się za tymi, które są atrakcyjne, a unika się tych mniej opłacalnych, zastępujemy obejmowaniem pacjenta skoordynowaną, kompleksową opieką. Chory często wymaga wielu procedur, np. pobytu w szpitalu, opieki w poradni przyszpitalnej, rehabilitacji. Chcemy, aby te wszystkie procedury były przeprowadzane kompleksowo. Temu m.in. ma służyć sieć szpitali, która już funkcjonuje, czy nowa ustawa o podstawowej opiece zdrowotnej, którą niedawno przyjęliśmy. Nasze działania bardzo korzystnie wpłyną zarówno na poprawę sytuacji pacjentów, jak i pracowników służby zdrowia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    22°C Czwartek
    wieczór
    18°C Piątek
    noc
    12°C Piątek
    rano
    20°C Piątek
    dzień
    wiecej »