| $ | USD | 3,1703 | |
| € | EUR | 4,2048 | |
| Fr | CHF | 3,4752 | |
| £ | GBP | 5,0216 |
Joanna Kociszewska
Może warto zapytać: o co się boimy? O los kultury, ideologii? O naszą pozycję w tym świecie? Czy o to, by wypełniać to jedno polecenie: „Idźcie i nauczajcie”?
Do którego nurtu w klasyfikacji katolików polskich ksiądz się zalicza? – zapytano ks. Bonieckiego. Odpowiedź była znamienna: „Zawsze wolę wkładać do takich przegródek innych niż siebie… […] Lepiej odnajduję się w przedziale proponowanym przez Stefana Wilkanowicza na katolicyzm magiczny, socjologiczny i z wyboru. A jeśli chodzi o stosunek katolika do świata, problemów społecznych – pewnie czasem trzeba walczyć a czasem dialogować.”
Klasyfikacja i medialne dyskusje powodują u ludzi niezaangażowanych w spory dwie reakcje. Pierwsza – moim zdaniem powszechniejsza – to ucieczka w świat prywatny. Druga – próba samookreślenia przez dopasowanie do kategorii, co wpływa na samego człowieka. Słowo – deklaracja – zaczyna określać świadomość. Jeśli jestem „walczący” działam inaczej, jeśli jestem „otwarty” również. A tak naprawdę „czasem trzeba walczyć a czasem dialogować”.
Zastanawiające, że tak wielki problem stanowi obecnie nie stosunek człowieka do Boga, ale do świata. Nie tylko w kwestii zamknięcia/otwarcia, także – jak zauważa ks. Boniecki – przenikającego wszystkie rodzaje katolicyzmu strachu. O los chrześcijaństwa. O to, czy wiara się uchowa. O to, czy uda się obronić wartości przed światem zewnętrznym. O to, że świat pójdzie dalej, a katolicyzm przejdzie do lamusa.
Może warto zapytać: o co się boimy? O los kultury, ideologii? O naszą pozycję w tym świecie? Czy o to, by wypełniać to jedno polecenie: „Idźcie i nauczajcie”? Kultura, ideologia, dostęp do władzy jaki daje pozycja w świecie to środki głoszenia. Ważne środki, ale nie powinny się usamodzielniać. Nie mogą stać się celem.
Czterdzieści lat temu Stefan Wilkanowicz napisał bardzo mądre zdania: „Najtrudniejsza sytuacja wytwarza się wtedy, kiedy nastąpiło subtelne przemieszanie dwóch różnych rzeczy: apostolskiej misji Kościoła oraz grupowych interesów chrześcijan. I wtedy obrona tych interesów wydaje się obroną religii, obroną prawdy, sprawiedliwości, dobra wspólnego. A jednocześnie ludzie z zewnątrz zaczynają widzieć te wielkie ideały głoszone przez Kościół jako przykrywkę dla zwykłych interesów: dobrobytu, bezpieczeństwa, wpływów władzy.”
Czasem trzeba dialogować, a czasem walczyć. Tylko zanim zacznie się walkę trzeba koniecznie zapytać samego siebie: o co walczę? Jeśli o to, by głosić Boga samego, nie ma powodu do niepokoju. On sam – nie ja – będzie działał. Nawrócenie zawsze jest dziełem Boga i Jego łaski, ja mogę być tylko – parafrazując tytuł książki – od zamiatania drogi do Niego.
Jeśli zechce, moimi rękami zachowa kulturę, ocali wartości [przynajmniej te, które w Nim są zakorzenione], rozpowszechni idee, da dobrobyt, pozycję i władzę. Tyle że władza nie będzie powodem do dumy, ale nałoży ciężar odpowiedzialności. I może stać się tak, że dla czytelności świadectwa zrezygnuję z tego, co Jego zasłania: dobrobytu, bezpieczeństwa, wpływów…
Ale to Bóg sam musi być moim celem. A jedynie pośrednio kultura, idee, pozycja chrześcijaństwa…
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 11 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
W całym tym zamieszaniu jest obecna trzecia teza. Skoro są tacy, którzy lubią Rydzyka, a nie lubią Bonieckiego – i na odwrót, to najbardziej rozsądni są ci z pośrodka, którzy lubią umiarkowanie wszystkich.
Nazywam tę postawę złudzeniem fanatyzmu centrowego. Dlaczego złudzeniem? Ta opcja nie jest równo wypośrodkowana – nieznacznie przechyla się w lewo. Troszkę bardziej po lewej stronie odnajdując wszystkie jakości konieczne współczesnym snobom do utrzymania wysokiej samooceny.
W Gościu rzadziej, jeśli w ogóle znajdziemy pochwałę ojca Rydzyka, częściej zaś uznanie dla ks. Bonieckiego, choć prawdę mówiąc obaj mają swoje plusy i minusy.
Rzadziej też zaistnieje krytyka ks. Bonieckiego, czego stałem się "ofiarą".
Nadinterpretacja Pani Joanny jest czystą konsekwencją gry pozorów, gry sterowanych proporcji. To rzeczywistość, rzeczywiste osiągnięcia jednego i drugiego powinny kształtować opinie i komentarze.
Nie czuję niechęci do ks. Adama i uprzejmie proszę w tak prosty, dychotomiczny sposób nie tłumaczyć mojej krytyki rozumienia dialogu i kompromisu w wydaniu Tygodnika Powszechnego. Znam Redaktora Naczelnego jako ciepłego i mądrego człowieka, o którym mogę opowiedzieć - przy okazji felietonu nie traktującym o dialogu - wiele dobrych rzeczy. Ale nawet tacy ludzie popełniają błędy. Mogę też zapewnić o krytycznym stosunku do założyciela Radia Maryja, choć nawet "tacy" ludzie robią rzeczy dobre.
Świat nie jest prosty i dychotomiczny. Mogę szanować ks. Bonieckiego za wiele innych osiągnięć, ale z jego wizją dialogu i kompromisu niekoniecznie muszę się zgadzać (bez narażania się na oskarżenie, że programowo go nie lubię).
Nie napisał Pan ani słowa o o. Rydzyku i ja tego Panu nie zarzuciłam (bo w istocie nie ma czego zarzucać, dlaczego miałby Pan NIE BYĆ zwolennikiem o. Rydzyka? to jakiś wstyd?). W tym momencie Pan zarzuca mi rzeczy, o których nawet nie pomyślałam.
Wobec tego odpowiem w ten sposób: dialog może przyjmować różne formy. Najbliższa mi jest ta, która nie ukrywa różnic i własnej tożsamości, ale przebiega we wzajemnym szacunku. Jest próbą poznania drugiej strony, wymiany doświadczeń, wynikiem chęci dawania i przyjmowania. I nie musi doprowadzić do kompromisu (nie ma kompromisu w kwestii prawd wiary).
Nie zamierzałam powoływać się na ks. Bonieckiego jako na świadka dialogu. Natomiast jego stwierdzenie, że czasem trzeba walczyć a czasem dialogować uważam za dowód mądrości, niezależnie od tego gdzie ustawia granicę między jedną a drugą opcją. Taką decyzję każdy podejmuje w swoim sumieniu i może dobrze, że są tacy, którzy walczą i tacy, którzy dialogują.
Powtórzę: przepraszam za ocenę, po prostu Pana komentarz nie dotyczył tekstu, który napisałam, a nie przyszło mi do głowy, że miał być okazją do dyskusji "na marginesie".
A co do "alergii" (zmieniając rozmówcę)... Nie widzę możliwości zwrócenia uwagi "GW", że ma alergię na o. Rydzyka. Bez wątpienia ma. I zupełnie nie znaczy to, że jakiekolwiek inne medium (czy jakikolwiek inny człowiek) ma prawo do swojej alergii.
Precyzując: nie chodzi o emocje, które się pojawiają. Chodzi o sposób reagowania i oceny, o wysiłek bycia uczciwym w słowach i ocenach, o wysiłek oddzielenia słów od tego, kto je wypowiada.
Nie musi się zawsze udać, ale czasem nie widać nawet tego wysiłku. Po obu stronach.
Ale mój komentarz to w żaden sposób nie jest "GW". I w żaden sposób nie dotyczy dialogu...
Więc powyższe komentarze prezentują wyłącznie alergię na ks. Bonieckiego...
wszystkie komentarze >