Kościół wychodzi z wygodnych salek

Kiedy stanęli na ulicy, mocne wrażenie na Arielu zrobiło to, że tak blisko żyją ludzie, którzy nigdy jeszcze nie usłyszeli przypowieści o miłosiernym ojcu.

Ulica Dworcowa w Bytomiu. Piątkowy wieczór, grupa młodych ludzi rozstawia dwa namioty, rozkłada sprzęt muzyczny. Zespół przy mikrofonach zaczyna uwielbienie. Obok ludzie z pociągu i autobusu szybko przemierzają drogę w kierunku Centrum Handlowego „Agora”. Na chwilę tylko zatrzymują się przy przejściu na czerwonym świetle. Obok namiotów zbierają się ci, którzy nigdzie się nie spieszą, bo na ulicy spędzają większość czasu. Raczej nie zaglądają do kościoła, dlatego Kościół przychodzi do nich.

Bytomska wspólnota Szkoły Nowej Ewangelizacji organizuje te spotkania od prawie 2 lat. Nazwali je Bytom – Miasto Boga i wierzą, zgodnie z otrzymaną obietnicą, że będzie to początek „zmartwychwstania” tego miasta. – Pierwsze spotkanie to była ogromna walka – wspomina Ariel Lubowicz.

To w nim zrodziło się pragnienie, żeby ewangelizować na ulicy. Sam wcześniej spotykał się z bezdomnymi. – Mieliśmy świadomość, że po ludzku niewiele mamy im do zaoferowania. Myślę, że nasze przygotowanie do wyjścia trwało tak długo, od września do maja, żebyśmy sami zobaczyli, jaką wartość możemy dać tym ludziom. To, co najcenniejsze, czyli Boga. Wiadomo, że oni potrzebują ogromnej pomocy materialnej, socjalnej, psychologicznej czy medycznej, której tak naprawdę my im dać nie możemy. Ale wierzymy, że Bóg nas wysłał w to miejsce, żeby mówić o Jego miłości – dodaje.

Bóg chce przemieniać Bytom

Przed pierwszą ewangelizacją w maju 2016 r. przez 8 miesięcy modlili się w tej intencji. Kiedy wybrali ulicę Dworcową, modlili się już w tamtym miejscu. Najpierw trzeba było załatwić wszystkie zezwolenia i zapewnić bezpieczeństwo. Chcieli, żeby spotkanie na ulicy było takie, jak ich wspólnotowe – modlitwa uwielbienia, czas świadectw i wspólny posiłek. Wiedzieli, że najbardziej zainteresowanymi są osoby potrzebujące i bezdomne, więc przygotowali ciepłą zupę i ubrania do rozdania. Potem uruchomiła się prawdziwa lawina. Ktoś zrobił paczki słodyczy, inny kupił 20 par skarpetek, gliwicka wspólnota z SNE przywiozła pełny samochód różnych rzeczy, właściciel pobliskiego sklepu dał dwa worki czapek i szalików…

Dla niektórych pierwszy kontakt z bezdomnymi był trudny. Dla innych trudne było stanięcie na ulicy swojego miasta i uwielbianie tam Boga. Dziś widzą, jak On przełamywał w nich te opory. – Z jednej strony byliśmy zestresowani, ale też nasze serca były bardzo ofiarne. Chcemy to robić, bo wiemy, że jest to miejsce, w którym Bóg chce przemieniać Bytom. To miejsce doświadczania Jego cudów – mówi Mariusz Bułka. Zaskoczyło ich to, że spotkali się z dużą otwartością ludzi ubogich i bezdomnych. Dziś, po dwóch latach, z wieloma dobrze się już znają, a oni mają do nich zaufanie, opowiadają o sobie, zwierzają się.

Głodni rozmowy

Na Dworcowej rozstawiają dwa namioty. Jeden dla zespołu, który prowadzi uwielbienie. W drugim są osoby, które można poprosić o modlitwę, i księża, którzy spowiadają. Jak głosi się słowo Boże tym, którzy nie mają nic? – Najprościej jak to możliwe – odpowiadają. – W mówieniu do ubogich ważna jest prostota. Widzę to też z perspektywy spowiadania w tamtym miejscu – mówi ks. Łukasz Kwiecinski, duszpasterz odpowiedzialny za tę wspólnotę. Niekiedy korzystają z sakramentu też inni.

– Zwłaszcza w ciepłych miesiącach, kiedy przy spowiedzi siadamy sobie na murku, czasem zdarza się, że podchodzą też przechodnie. Taka spowiedź, która najbardziej zapadła mi w pamięć, to spowiedź prostytutki, która przechodziła akurat Dworcową. Spowiadanie ubogich pokazało mi, jak bardzo wrażliwi są to ludzie. I trzeba pamiętać o ich uczuciach, o tym, że coś ich do tej bezdomności doprowadziło. Często chcieliby to zmienić, ale nie mają żadnego punktu zaczepienia. A czasami nie mają wewnętrznej motywacji – opowiada. –

Tam nie może iść ktoś, kto nie ma doświadczenia tego, że można pobłądzić, mylić się w życiu, a Bóg z tego wyprowadza – mówi Mariusz o ewangelizacji na ulicy. – Często mówię po prostu: wiem, rozumiem cię, jest mi przykro, że cię to spotkało, ale jest szansa. Tą szansą jest Bóg, który może to zmienić. Ta walka często toczy się w jego głowie. Ja też kiedyś uświadomiłem sobie, że jest szansa, i Bóg wyprowadził mnie z różnych problemów.

Wspomina Roberta, który pojawił się na pierwszej ewangelizacji. Brudny, pijany. Modlili się za niego. Widzieli, jak był poruszony, ale za miesiąc nie przyszedł. Kiedyś, spacerując z narzeczoną, Mariusz spotkał go na ulicy. Okazało się, że wrócił do domu, przestał pić. Po roku zderzyli się ponownie, wyjeżdżał do pracy za granicę. Kiedyś znowu mignął mu na ulicy, był trzeźwy.

– Głosić trzeba prosto, żeby pokazać im, że Bóg w bardzo prosty sposób chce ich ratować – mówi z przekonaniem Mariusz. – Jestem tam po to, żeby oni mogli Go spotkać. Nie naszym działaniem jest zmieniać ich życie, tylko Boga. A wszystko może się zmienić, kiedy przychodzimy do Niego.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    17°C Wtorek
    noc
    13°C Wtorek
    rano
    23°C Wtorek
    dzień
    24°C Wtorek
    wieczór
    wiecej »