Wielka Sobota - epizod w ciszy

Boże, jeszcze piętnaście minut. Co ja tu będę robił?

Przeszedł, utykał, skakał… Bycie w ruchu. W drodze. Również w Wielką Sobotę. Może nawet bardziej w Wielką Sobotę. Niemal cały dzień święconki, uwieńczony przyniesieniem do domu świątecznych smakołyków. Później nad Wisłę, bo obiecałem kościelnemu ciernie do ogniska na Wigilię Paschalną. Wreszcie, z pokaleczonymi dłońmi, do kościoła. Bo rezygnacja z udziału w liturgii nie wchodziła w grę. Nie ze względu na Exultet i wielkanocne Alleluja. Żaden szanujący się ministrant nie przepuścił okazji kołysania się na linach obwieszczających zmartwychwstanie dzwonów. Dobrze pamiętam awanturę, gdy dzwoniliśmy jeszcze podczas Ewangelii, skutecznie zagłuszając śpiewającego Alleluja archidiakona.

Niby wcześniej mówiono na zbiórkach, że Wielka Sobota to wypełnione ciszą i skupieniem oczekiwanie. Ale tak naprawdę ani na ciszę, ani na czekanie nie było czasu i miejsca. Aż przyszedł rok, gdy skończyła się święconka po domach, a na drzwiach szafy z komżami, zamiast wykazu księży i ulic, pojawił się grafik godzinowy adoracji przy Grobie. Pół godziny dla każdego. Właśnie wtedy dopadła mnie cisza Wielkiej Soboty. Dosłownie i w przenośni.

Piętnaście minut jakoś poszło. Zakrystianka zatroszczyła się, by jej ulubieńcy nie klęczeli na gołych deskach. Więc klęcznik nie uwierał. Najpierw litania, potem różaniec, jakieś okolicznościowe modlitwy i spojrzenie na zegarek. Boże, jeszcze piętnaście minut. Co ja tu będę robił? Co ja z tobą będę robił – odpowiedział jakiś głos. Czyżby kolega podsłuchiwał moje myśli?  E, pewnie ja sam przypadkowo powiedziałem na głos to, co miałem w głowie. Nie, kolega właśnie wertował kolejną książeczkę. Pewnie miał podobny problem.

Co ja z tobą będę robił? Cóż, skoro pytają trzeba jakoś odpowiedzieć. Przydam się chociaż do czegoś? Ta forma wydawała mi się bezpieczna. Wyrażała wątpliwość. Bo do czego może być przydatny ktoś wiercący się całą Mszę przy ołtarzu i rozbijający przez nieostrożność kryształowe ampułki na marmurowej posadzce? Jakoś wtedy nie dogadaliśmy się. Być może dlatego, że zmiennik przyszedł trochę wcześniej. Ale cisza, z jej pytaniami i otrzymywanymi odpowiedziami, już mnie nie opuściła. Była jak pokarm, lekarstwo i światło. Cisza znalazła też swoje miejsce. W prawej, bocznej nawie, przy trzecim filarze.

Po latach pytano mnie jak wytrzymuję w tej ciszy. (Choć cisza nie mieszka już w ławce przy trzecim filarze.) Hm, cisza jest nie do wytrzymania, a wręcz niebezpieczna, gdy jest niezamieszkała.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Łukasz
    03.04.2010 11:44
    Bardzo dobry tekst. Przeczytałem fragment i... zostałem do końca. W bardzo prosty sposób trafia do człowieka. Jest napisany krótko, zwięźle, ale zawiera podstawową prawdę Wielkiej Soboty - ciszy przygotowania do Wielkiej Nocy. Jest to czas Czuwania - tego wszystkim na ten dzień życzę.
  • Mario
    07.04.2012 23:39
    Dlaczego w sobotę kiedy Jezus leży w grobie, liturgię wieczorną kończy Alleluja, a po tem wierni mogą spożywać mięso Coś tu się chyba gubi??? To już Jezus nie zmartwychwstał trzeciego dnia czy po trzech dniach jak sam zapowiedział????
    Czy może ta prawda zawarta w Ewangelii jest teraz nieważna a ważniejsze jest żydowskie absurdalne liczenie czasu - że po zmierzchu jest już kolejny dzień???? Może ktoś mi odpowie na te proste pytania??? Pozdrawiam wszystkich ludzi dobrej woli.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    25°C Sobota
    wieczór
    20°C Niedziela
    noc
    14°C Niedziela
    rano
    19°C Niedziela
    dzień
    wiecej »