Fenomenalne życie Faustina

– Jestem dobrze przygotowany? – Tak, Faustino. W oczach chłopca pojawiły się łzy. – Wie ojciec, tu nie chodzi o mnie. Ale kiedy pomyślę o smutku taty i mamy…

Reklama



Koszule z przeceny
Taki już był. Najpierw myślał o innych. Cieszył się nawet wtedy, gdy mama dała prezent służącej albo podwyższyła jej pensję. – Brawo, mamusiu – mówił – jesteś wspaniała. Któregoś dnia w szkole dowiedział się o czternastoletnim chłopcu, który mieszkał na poddaszu. Nie miał co jeść, a zamiast chodzić do szkoły musiał pracować. Kilka dni później Faustino zapisał: „W Lanas Aragon kupiliśmy z przeceny dwie koszule”. My, to znaczy Faustino i jego przyjaciel Ernest. Obydwaj odwiedzali chłopca, rozmawiali z nim i szukali dla niego lepszej pracy, bo do późnych godzin nocnych pomagał w barze. Rok później w kieszonkowym kalendarzu Faustino zanotował:

– Poniedziałek, 14 stycznia 63: Kampania na rzecz tego chłopca;
– Wtorek, 15 stycznia: Paczka z odzieżą;
– Czwartek, 17 stycznia: Obiad, odzież, kilka paczek i trochę leków.

Faustino nie zapomniał o chłopcu nawet wtedy, gdy ten był już bardzo chory i nie mógł go odwiedzać. Codziennie odmawiał za niego dziesiątkę różańca.

Szef bandy
Faustino był pierwszym, upragnionym dzieckiem Faustina i Encarny. Kiedy się urodził, rodzice chcieli powiadomić cały świat. Na kartce z kalendarza pod datą 4 sierpnia 1946 roku zapisali: „O godzinie 14 urodził się w Walencji Faustino Perez-Manglano Magro”. Tata był tak szczęśliwy, że nawet swoje imię mu podarował.

Mieszkali w pięknym domu, w hiszpańskim portowym mieście Walencja nad Morzem Śródziemnym. Na wakacje Faustino razem z siostrami i bratem wyjeżdżali do dziadków na wieś. Oprócz nich zjeżdżało tam ponad tuzin kuzynów i kuzynek. Dzieci mogły szaleć do woli. Stary młyn, wielki sad, kurnik, pusty gołębnik – to idealne miejsca do zabawy. Szukali skarbów, bawili się w Indian, grali w piłkę nożną, budowali szałasy i rozbijali obozy. Najważniejsze, żeby było głośno i wesoło. Faustino został „szefem bandy”. – Wybraliśmy go ze względu na wiek – wspomina jeden z kuzynów. – Wtedy właśnie poznaliśmy go lepiej. My, kuzyni, odtąd bardziej tworzyliśmy grupę. Razem chodziliśmy do kina, razem spacerowaliśmy. Faustino był naszym bohaterem i bożyszczem.

Świetnie grał w piłkę. Każda okazja i miejsce były dobre do gry. W szkole, podczas przerw, wystarczył nawet drewniany klocek. Był zagorzałym kibicem CF Valencia. Nie przepuszczał żadnego meczu. O piłce nożnej rozmawiał nawet z Chrystusem.

Dziennik Pokładowy
Już na dwa lata przed śmiercią Faustino wiedział, że powoli umiera. Najbardziej martwił się, że tacie i mamie będzie smutno, kiedy odejdzie. Choroba zaczęła się dziwnymi bólami, podwyższoną temperaturą. Nikt nie spodziewał się, że to początek poważnej choroby Hodgkina*. Nawet tata-lekarz niczego nie podejrzewał. „Obudziłem się z dotkliwym bólem” – zapisał Faustino 14 września 1960 r. „Przeszło mi. Skończyłem czytać Mario Gait⁄n: piękna powieść. Trochę pomogłem Faustowi w podlewaniu. Za piętnaście dziewiąta odmówiłem różaniec”. Faustino od miesiąca prowadził swój „Dziennik Pokładowy”. Każdego dnia zapisywał kilka zdań: „Będę mówił »Tak« wszystkiemu, co dobre” – zapisał któregoś dnia. Jakiś czas potem chciał zniszczyć dziennik. – Piszę tylko same głupstwa – mówił. – Nie potrzebuję już tej dziecinady. Na szczęście zaprzyjaźniony ksiądz nie pozwolił mu na to.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    18°C Piątek
    dzień
    19°C Piątek
    wieczór
    15°C Sobota
    noc
    12°C Sobota
    rano
    wiecej »

    Reklama