Andrzej Macura
„Brońcie krzyża” - wołał kiedyś Jan Paweł II. To smutne, ale dziś chyba trzeba go też bronić przed jego rzekomymi obrońcami.
Pewien znany publicysta zwykł mawiać, iż niektórzy ludzie są tak gorliwi w wyznawaniu swojej wiary, że najchętniej udusiliby różańcem wszystkich swoich przeciwników. Niestety, relacja spod prezydenckiego pałacu pokazała, że nie jest daleki od prawdy. Krzyż, „święty nade wszystko”, krzyż, który trzeba „całować i pod nim uklękać”, stał się tam narzędziem walki politycznej. To bluźniercza profanacja.
Tak, bluźniercza profanacja. Bo przecież nie o wiarę w sporze o ten krzyż chodzi, ale formę pamięci po zmarłym tragicznie prezydencie. I o sprzeciw wobec prezydenta-elekta oraz jego partii. Mieszanie w to religii, głośne, demonstracyjne modlitwy, a zwłaszcza sugerowanie, że druga strona działa z podszeptu diabła (odmawianie głośno modlitwy będącej egzorcyzmem), na pewno nie mają nic wspólnego z prawdziwą Bożą bojaźnią. To instrumentalne traktowanie modlitwy i religijnych symboli. Niewiele różniące się od umieszczania na pasie posyłanych na niesprawiedliwą wojnę żołnierzy napisu „Gott mit uns”.
Wybrani w demokratycznych wyborach przedstawiciele naszego kraju mogą się podobać lub nie. Można się z nimi spierać właściwie o wszystko. Także inspirując się swoją wiarą. Wierzący powinien to jednak robić na swój własny rachunek. Nie może używać argumentu, że ma rację, bo po jego stronie jest Bóg. Przede wszystkim zaś nie może mówić, że jego przeciwnik działa z podszeptu diabła.
Czy ci, którzy zainspirowali całe zajście uderzą się w piersi? Wątpię. Pewnie będą święcie przekonani, że rzeczywiście są obrońcami wiary. Zwłaszcza jeśli zajście stanie się pożywką do wystąpień prawdziwych wrogów Kościoła. Niestety, zbyt wielu polskich katolików w dobrej wierze nie tyle inspiruje się Ewangelią, co szuka w Ewangelii poparcia dla swoich poglądów. To subtelna różnica, ale bardzo istotna.
Co teraz? Na profanację odpowiedzią powinno być nabożeństwo ekspiacyjne. Poza przeproszeniem Boga byłby to czytelny znak dla wszystkich, że Kościół nie zgadza się na instrumentalizację świętości. Nigdy i przez nikogo. A potem trzeba dołożyć starań, by krzyż naprawdę był obecny w naszej przestrzeni publicznej. Nie tylko fizycznie, ale duchowo „aby Imię Boże nie było obrażane w naszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym”. Niech, jak chciał Jan Paweł II krzyż „przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz”.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 27 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Słuszne słowa. I tu warto przypomnieć od czego ten gorszący spór o krzyż się zaczął. A mianowicie od wypowiedzi prezydenta -elekta dla prasy, w której to wypowiedzi Bronisław Komorowski zapowiedział usunięcie krzyża sprzed pałacu prezydenckiego. Naglącej potrzeby takiego działania (pilniejszej od załatwiania istotnych dla państwa spraw) taktownie nie motywował faktem, że jest to już jego plac, (a więc będzie sobie na nim ustawiał wszystkie zabawki po swojemu), tylko użył argumentacji, że jest to przestrzeń publiczna, świecka - w domyśle - znak religijny nijak do niej nie pasuje.
Ta wypowiedź zmobilizowała zarówno zwolenników jak i przeciwników krzyża i rozpoczęła gorszące przepychanki na placu.
Tu przypomnieć warto, że po wyborach parlamentarnych zwycięska Platforma zaczęła rządy od ruchów skierowanych przeciwko Kościołowi czym na "Wierze" bardzo zasmucił się ks. Artur Stopka. (Pamiętam, bo zarzuciłam mu wtedy w zbyt ostrych słowach naiwność w dziedzinie polityki, a jego reakcja skłoniła mnie do przeprosin.)
Swoim postępowaniem daje wyraz temu jakim jest człowiekiem i przedsmak tego jakim będzie prezydentem.
Porównanie ludzi z Krakowskiego Przedmieścia do nazistów pozostawię bez komentarza.
Podlizywanie się Komorowskiemu przez przedstawicieli "frakcji kościelnych" już mi wychodzi bokiem.
Proszę opublikować mój komentarz. Dziękuję.
A Pana komentarz, Panie redaktorze, faktycznie nadaje się do Gazety Wyborczej. Może pomylił pan strony internetowe i wysłał tam gdzie nie potrzeba?
Język władzy, argumenty i metody żywcem jak wzięte z Gomułki... to bardzo przykre 20 lat po upadku (czy aby na pewno?) komuny.
Kłamstwem i manipulacja, jest twierdzenie, że krzyż pod Pałacem jest tylko kolejnym symbolem religijnym, samowolką budowlaną, która ma swoje miejsce jeśli już to jedynie w jakimś kościele.
Pomijam już fakt, że o miejsce dla krzyża w przestrzeni publicznej walczyliśmy z komuną (przecież także bardzo wielu ludzi z PO) .
Czyż nie śpiewaliśmy „wolność krzyżami się mierzy” ? Cóż więc się stało? Dlaczego nasza dzisiejsza - nowoczesna, europejska, liberalna - wolność już krzyża nie potrzebuje? A może, czemu jej TEN krzyż przeszkadza?
Co dokonało takiego spustoszenia w naszych sercach? Jak i kiedy wydarliśmy z nich wdzięczność za ten „trudny dar wolności”...?
Ten krzyż jest i był od początku inny. Tu stał się znakiem pamięci o tragedii Soleńskiej, a to Komorowskiemu, PO i wielu innym zawsze będzie przeszkadzać (w tym także kilku związanych z władzą lub z TP, GW i TVN uważających się za katolickich dziennikarzy, a nawet biskupów i księży).
Jeśli przyjąć, że ten krzyż jest rzeczywiście używany politycznie przez PIS, to w równym stopniu jest on politycznie rozgrywany także przez PO w walce z pamięcia Lecha Kaczyńskiego.
Skąd ten pośpiech i ta determinacja? Akurat TEN krzyż może i powinien być zastąpiony jakimś epitafium 10 kwietnia i do tego czasu powinien mieć prawo tu pozostać.
Później przenieście go nawet do Smoleńska na piechotę!
Dlatego to przede wszystkim Oni poniosą całą odpowiedzialność za skutki tej polityczno-medialnej hucpy, z ktrórej tylko SLD łapy zaciera.
I swoim emocjonalnym nic nie znaczącym (bo podobne przeczytamy jutro w GW) komentarzem zawierającym w zasadzie same przymiotniki "przykrył" Pan bardzo ciekawy i znaczący komentarz Ks Artura, który "ledwo co" sie ukazał.
Proponuję żeby w ramach "ekspiacji" komentarz Ks Artura wyeksponować ponownie na pierwsze miejsce.
wszystkie komentarze >