wiara.pl

info

Szkoła terenem misyjnym?

Szkoła terenem misyjnym?

ks. Artur Stopka

To w szkole Kościół katolicki w Polsce w wyjątkowo szeroki sposób ma styczność z dziećmi i młodzieżą. Nigdzie więcej nie ma aż takich możliwości.

Zwiedzałem niedawno muzeum we Wrześni, które znajduje się dokładnie w tym miejscu, gdzie ponad wiek temu grupa uczniów, wspierana przez rodziców, protestowała przeciwko nauczaniu ich po niemiecku. Protestowali przeciw nauczaniu ich po niemiecku nie rachunków i przyrody, lecz religii. To modlitwę i katechezę chcieli mieć w szkole po polsku. Dlaczego? Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta. Nie traktowali lekcji religii jak wszystkich innych przedmiotów. Była dla nich nie tylko zdobywaniem wiedzy z kolejnego przedmiotu, ale formacją. Dlatego chcieli przekazu w tym, co dziś wzniośle nazywa się „językiem serca”.

„Przewodnik Katolicki” zamieścił ostatnio coś w rodzaju raportu na temat duszpasterstwa polskiej młodzieży. „Pomysł biskupów na młodzież” – to tytuł publikacji młodej dziennikarki. Jeden z internautów stwierdził, że czytał ten artykuł więcej niż raz i nie znalazł w nim żadnego pomysłu biskupów...

Nie tylko mnie zastanowiło, że w całym tekście nie ma ani słowa o katechezie w szkole. Nie rozumiem, dlaczego. Co prawda nie uczę, bo katecheta ze mnie od zawsze był żaden, ale wydaje mi się, iż właśnie obecność księży i katechetów jest tym punktem odbicia, od którego powinno zaczynać się duszpasterstwo młodych Polaków. To w szkole Kościół katolicki w Polsce w wyjątkowo szeroki sposób ma styczność z dziećmi i młodzieżą. Nigdzie więcej nie ma aż takich możliwości. Nie jest przecież tajemnicą, że spora część młodych, którzy chodzą w szkole na religię, w świątyni nie gości zbyt często. Nie mówiąc już o rozmaitych grupach, ruchach itp. Dlatego wydaje mi się, iż nazwanie polskiej szkoły terenem misyjnym dla Kościoła nie jest sformułowaniem na wyrost. Podobnie, jak nie jest nadużyciem pogląd, który zdarzyło mi się usłyszeć kilka razy w ostatnich latach, wygłaszany raczej po cichu i z nerwowymi zerkaniami na boki, że dzisiaj duszpasterstwo dzieci i młodzieży należy uprawiać nie tylko w kościele i w salkach, ale przede wszystkim w szkole.

Wiem, że wygłaszanie takich tez w chwili, gdy znów pojawiają się głosy atakujące religię w szkole, wygląda na dolewanie oliwy do ognia. Ale to pozory. Po dwudziestu latach obecności katechezy w polskich szkołach powiedzenie pewnych rzeczy głośno nie powinno być niczym nadzwyczajnym.

Abp Damian Zimoń przypomniał niedawno, że przed wojną w szkole były cztery godziny religii w tygodniu. Dwa razy więcej niż dzisiaj! A z opowieści starszego pokolenia wiem, że kiedyś w szkołach księża nazywani byli prefektami i wypełniali coś więcej niż tylko funkcję przekazywania wiedzy katechizmowej. „Prefekt był w szkole jakby kapelanem, duszpasterzem, który nie ograniczał się tylko do lekcji religii, ale był tam obecny stale, organizował życie duchowe uczniów i nauczycieli” – tłumaczyła mi starsza kobieta. Wciąż brzmią mi w uszach opowieści mojej Mamy o tym, jak to jeździła na wycieczki szkolne organizowane przez swego katechetę i jak bardzo formował on jej wiarę nie tylko w szkolnej sali, ale także poza nią.

Jeżeli religia w szkole miałaby się ograniczać tylko do przekazu wiedzy, może się okazać, że ktoś podważy nie tylko potrzebę obecności w murach szkolnych księży, ale również sens posiadania przez katechetów misji od biskupa. Zapewne nie wszystkim się to będzie podobać, ale myślę, iż szkoła w Polsce powinna być dla Kościoła zwyczajnym miejscem duszpasterstwa i terenem misyjnym. I nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób naruszało to bezstronność państwa w kwestiach wyznaniowych. Przecież już dawno św. Paweł mówił o nastawaniu w porę i nie w porę…
 

«« | « | 1 | » | »»

Wykop

TAGI | KATECHEZA W SZKOLE, MISJE, MŁODZIEŻ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 39 | Dodaj swój komentarz »

Śledzenie dyskusji...

Najwyżej oceniane:

Ocena: 7 Głosów: 33 Andrzej1 2010-08-25 13:20
Niezalogowany użytkownik Odpowiedź twierdzącą na zadane w tytule przez Księdza pytanie jest oczywista gdy przeczytamy głosy niektórych (większości) uczestniczących w dyskusji na tym forum. Niektórzy uczestnicy przyznają się nawet, że chodzili do szkół publicznych i uczestniczyli w lekcjach religii. Stąd następny wniosek, że misja Kościoła w szkole nie jest właściwie wypełniana.
Na pewno część winy za taki stan powinniśmy przyjąć na siebie, tj zastanowić się czy i w których miejscach Kościół popełnia błędy.
Wg mnie jedną z przyczyn tego jest zamieszanie wynikające z faktu nieprecyzyjnego określenia jaki jest cel lekcji religii w szkole. Wg mnie powinno być wyraźnie określone, że celem lekcji religii w szkole jest przekazanie wiedzy na ten temat uczniom. Powinno się tutaj przekazywać wiedzę z tego zakresu potrzebną każdemu wykształconemu człowiekowi, niezależnie czy jest wierzącym czy nie, niezależnie czy jest Chrześcijaninem czy wyznawcą innej wiary. Po prostu wiedza ta jest niezbędna każdemu do tego żeby mógł zrozumieć osoby wierzące i np. podejmowane przez nie działania, wyrażane przez nie w życiu publicznym stanowisko itd. itd. Oczywiste dla mnie jest to, że lekcje religii organizowane przez Kościół katolicki powinny główny nacisk kłaść na naukę religii katolickiej, w związku z tym powinny być tak jak dotychczas kontrolowane przez odpowiednie kompetentne instytucje kościelne.
Drugim zadaniem (dla Kościoła najważniejszym) jest przyprowadzenie uczniów uczestniczących w lekcjach religii do Kościoła tj jakby wykorzystanie okazji, jaką jest obecność w szkole, do celów misyjnych. Trzeba pamiętać, że misja ta jest sprawą delikatną (jak każda misja) ponieważ chodzi o zaangażowanie wolności człowieka. Dlatego moim zdaniem misję Kościoła trzeba wyraźnie odgraniczyć od lekcji religii w szkole (na lekcjach religii stawiać wymagania dotyczące przyswojenia wiedzy jak w przypadku każdego innego przedmiotu a przy podejmowaniu działań misyjnych szanować wolność uczniów) . Może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie dodatkowych katechez w szkole lub przy parafii na zasadzie zajęć fakultatywnych dla uczniów, którzy chcieliby pogłębiać swoją formację chrześcijańską.
Ocena: 4 Głosów: 106 Bezimienny 2010-08-24 14:49

Wydaje mi się, że brakuje w polskim Kościele całościowego spojrzenia na sprawy religii w szkole.

Po pierwsze - jak pokazał teks ks. Artura Stopki, trzeba jasno odpowiedzieć sobie na pytanie o cel katechezy w szkole. Bo na razie wygląda to na działanie od przypadku do przypadku. Raz mówi się o funkcji ewangelizacyjnej, raz o formowaniu już wierzących, innym znów razem o przekazywaniu wiedzy itd itp. Wiem że te funkcje zawsze jakoś się ze sobą łączą, ale trzeba jasno uświadomić sobie, że jeśli klasa (zbyt szerokie pojęcie) potrzebuje ewangelizacji, to nie mogę im prowadzić katechez mistagogicznych. I odwrotnie, ewangelizowanie dawno nawróconych powoduje, ze wiecznie się nudzą. Katecheta musi mieć możliwość odpowiedzialnego i elastycznego traktowania programu nauczania, co przy dzisiejszej biurokracji w szkole zakrawa na utopię. No i trzeba pamiętać, że w jednej klasie jeden potrzebuje ewangelizacji, drugi pogłębienia wiary i konia z rzędem temu, kto te potrzeby potrafi w jednej zgrabnej lekcji połączyć.

Po drugie, co mocno łączy się z poprzednim, trzeba koniecznie zrewidować programy nauczania i odejść od nakazu nachalnego odnoszenia każdej lekcji do życia. W czasach gdy ja chodziłem na religię w trzeciej klasie był Stary Testament, w czwartej Nowy. Katecheta w klasie siódmej i ósmej miał na czym bazować. W tej chwili uczniowie starszych klas nie mają podstaw do pogłębiania wiary. Bo wiecznie jest tylko spłycanie przez ciągłe odnoszenie do życia i moralizowanie. I co gorsze, wydaje im się, że każda lekcja religii jest o tym samym.

Po trzecie, trzeba pamiętać że religia w szkole ma mocno ograniczoną autonomię. Wpisuje się w szkolne tryby, jest ograniczona dzwonkami, lekcją matematyki i wf, a nade wszystko wszechobecną w szkole biurokracją. Tak. Pisanie planów, sprawozdań, konspektów i temu podobnych jest tam dużo ważniejsze, niż spotkanie z człowiekiem. Katecheci musieliby świadomie tej tendencji się przeciwstawiać. A to wymaga narażenia się oficjalnemu kursowi polskiej szkoły.

Po czwarte (łączy się mocno z trzecim) wydaje mi się też, że katecheza musiałaby odejść od zgubnego moim zdaniem przekonania, że uczą metody. To bzdura. Zwłaszcza w starszych klasach. Uczy człowiek. Jeśli nie czuje jakiejś metody, wszyscy się męczą. A jeśli ma na dodatek wychowywać, trzeba mu pozwolić oddziaływać sobą, a nie kazać usuwać się w cień przed metodami. Starsi nauczyciele mawiali, że dziecko trzeba zainteresować, ale młodzieży zaimponować. Jeśli religia w szkole ma prowadzić do wiary i ją pogłębiać, to trzeba koniecznie zróżnicować podejście do maluchów, wyrostków i prawie dorosłych, a nie zadowalać się tym, że zastosowano jakąś metodę. Metodę dobra dla maluchów, ale śmieszną dla prawie dorosłych. Bo wbrew temu co mówiono w duchu new age przy wprowadzaniu szkolnej reformy, nauczyciel nie może być kupcem zachwalającym i sprzedającym towar. Musi być jeśli nie mistrzem, to chociaż dobrym przewodnikiem.

Ocena: 3 Głosów: 93 salcia 2010-08-24 16:49
I zapewne ilu będzie katechetów, tyle będzie zdań odnośnie treści katechezy i sposobu jej prowadzenia. Bo każdy z nas jest inny i inna droga każdego z nas przywiodła do Boga.

Homilie też bywają rożne, różny jest język, styl, ale od razu czuje się, czy kapłan żyje tymi treściami, które głosi, czy nie. Podobnie jest z katechetą. Jeśli żyje tym, co głosi, będzie pociągał ku Bogu, bez względu na program, metody. I dla mnie jako katechety to jest główny cel, ponad innymi, choćby najwznioślejszymi. Katecheza ma prowadzić ku Bogu. Brzmi jak slogan, owszem. Ale jeśli katecheta sam nie żyje Bogiem, nie wchodzi w coraz większą z Nim zażyłość, to mimo świetnego programu i umiejętności, będzie jedynie dobrym rzemieślnikiem, a nie katechetą. I będziemy wychwalać jego lekcje, a w sercach młodych ludzi może nadal pozostać pustka i poczucie, że było na lekcji fajnie i nic więcej. Czasem wymagamy charyzmatycznych kapłanów, czy też katechetów, tylko po to, by było pięknie i wszyscy byli zadowoleni i ewentualnie wykazać się osiągnięciami na zewnątrz. Chcielibyśmy fajerwerków. Niestety, większość z nas to zwykli ludzie. Pan Bóg nie jest atrakcyjny dla młodego człowieka, w ogóle dla współczesnych ludzi. Ale czy to znaczy, że mam z katechezy uczynić show, by wzrosła jej „oglądalność”?

Uczniowie wypisują się z religii, by zbyt niska uzyskana z religii ocena nie obniżyła im średniej na świadectwie. Czy to znaczy, że katecheta powinien wpisywać same 5 i 6? W kolejnym roku znów się zapiszą i zobaczą, jak im pójdzie, zadecydują pod koniec roku szkolnego.

Rodzice wypisują dziecko z religii zaraz po I Komunii św. Czy to wina katechety? A może jednak wiary i świadomości rodziców?

Nie można zwalić wszystkiego na katechezę w szkole!

Trzeba rozwijać metody i sposoby docierania do dzieci i młodzieży, ten rozwój leży w gestii katechety.

Potrzeba również dobrej formacji duchowej samego katechety. A to zależy głównie od dobrej woli katechety.

Potrzeba również współpracy z duszpasterzami, która bardzo często kuleje. Ilu kapłanów przed pójściem na odwiedziny kolędowe prosi katechetów o nazwiska uczniów, którzy sprawiają problemy? Nie są często nawet zainteresowani tymi, którzy się z niej wypisują.

I dobrze, że rozmawia się na ten temat, owszem. Jednak nie zatrzymujmy się jedynie na tym, że trzeba coś zrobić, ale proponujmy konkretne rozwiązania.
Ocena: 2 Głosów: 20 ewa 2010-08-26 12:55
Niezalogowany użytkownik Nie każdy ma talent do nauczania. Nie kazdy radzi sobie z młodzieżą. wykształcenie pedagogiczne talentu nie zrodzi.
Nie kazdy ma talent do przekazywania wiedzy (to coś innego niż radzenie sobie z niesfornością uczniów).
Szkoła stała się takim strasznym miejscem, gdzie żądzą uczniowie (prawa ucznia bez obowiązków), nauczyciele, a i katecheci uciekają z niej jeśli tylko biurokracja szkolna na to pozwoli. Gdzie tu mysleć o jakimkolwiek kształtowaniu młodych?
To i tak cud, że jeszcze są nauczyciele (choć w większości marni) i katecheci (miłosiernie nie napiszę o poziomie).
Problem religii w szkole wyraźnie pokazuje, że każda kolejna reforma szkolna chyli szkołę polską ku upadkowi.
Biadolenie niewiele pomoże.
My rodzice mamy jedno tylko wyjście, jak najlepiej przekazywac swoją (a i swojego środowiska) wiedzę, i zadbać osobiście o religijne wychowanie i wykształcenie dzieci. W obecnej sytuacji niestety nikt nas nie zastąpi. Jeśli Kosciól ogranicza się tylko do lekcji religii w szkole (która przeżywa ogromny kryzys), zaniedbując pracę w parafii (która i tak często nie ma nic wspólnego ze szkołą do której dzieci chodzą).
Może i jubileusz imponujący, ale spójrzmy na ilość młodych ludzi na niedzielnych mszach. Czy owoce dorodne?

wszystkie komentarze >