Metropolis

Monumentalny, futurystyczny spektakl, jaki w 1927 roku zaserwował widzom Fritz Lang, uchodzi za jedno z największych arcydzieł kina niemego.

Reklama

Oto w tytułowym Metropolis - mieście przyszłości - spotykamy dwie grupy społeczne: żyjącą w luksusie elitę i wypracowujące jej bogactwo masy robotnicze, którym przychodzi żyć w nędzy.

Freder - syn zamożnego władcy Metropolis - zakochuje się w nawołującej do rewolty robotnicy Marii, która uświadamia mu niesprawiedliwość panujących w mieście podziałów społecznych. Rzecz jasna ojciec nie chce słyszeć o racjach robotników i zleca jednemu z naukowców stworzenie robota wyglądającego jak Maria, który miast nawoływać do buntu, ma wezwać masy do całkowitego podporządkowania się swym pracodawcom. Plan ów nie dochodzi do skutku, gdyż – tu cytat z „Kroniki filmu” – „Maria i Freder pojawiają się w porę: ratują robotników, a swą miłością doprowadzają do pojednania panów i robotników”.

Przedstawiona tu pokrótce fabuła filmu raczej nie rzuca na kolana. Obfituje w melodramatyczne schematy i kończy się prostym morałem. Skąd więc tak wielka renoma „Metropolis”?

Po pierwsze: Lang był prawdziwym wizjonerem kina. W swej epopei, przy produkcji której zatrudnił tysiące statystów, wyczarował na ekranie efekty specjalne, które zachwycały przez kolejne dekady. Ba, większość futurystycznych miast przyszłości znanych nam z filmów science-fiction było wzorowanych właśnie na obrazach stechnicyzowanej aglomeracji z filmu Langa.

W jednym z filmoznawczych leksykonów zauważono, iż w „Metropolis” natknąć możemy się m. in. na przemieszane „elementy architektury lat 20., wzornictwa przemysłowego i polityki ze średniowieczem i Biblią, co tworzyło obrazy zaskakujące dziwnością: futurystyczny robot spalony na stosie, szalony uczony ze stalowymi rękami, który jest równocześnie XV-wiecznym alchemikiem, robotnicy wielkiej fabryki obciążający szczęki maszyny, będącej także dawnym bogiem Molochem”.

Niestety, wielość wątków i inspiracji pojawiających się w tym artystycznym filmie, była dla masowych widzów w latach ’20 zbyt przytłaczająca i niezbyt czytelna. Z obawy przed finansową klęską producenci filmu z niemieckiej wytwórni UFA przemontowali go wbrew woli reżysera i w okrojonej, straszliwie uproszczonej wersji, wypuścili do szerokiej dystrybucji.

Historycy kina do dziś odnajdują w archiwach sceny i fragmenty „Metropolis”, które zostały z niego przed laty wycięte. W tym roku, podczas Berlinale, pokazano widzom wersję filmu wydłużoną o 30 minut. Jak twierdzi Jochen Kürten, dziennikarz Deutsche Welle wcześniej znaliśmy właściwie tylko szkielet historii – stąd wrażenie przesadnego melodramatyzmu, prostoty i trudności z połapaniem się w ekranowej intrydze. Dziś dysponujemy już jednak wersją niemal w 100% identyczną z tą, jaką wymarzył sobie Fritz Lang. Ta zaś w pełni potwierdzać ma status „Metropolis” jako jednego z kinematograficznych arcydzieł wszech czasów. 

***

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    10°C Poniedziałek
    wieczór
    11°C Wtorek
    noc
    11°C Wtorek
    rano
    10°C Wtorek
    dzień
    wiecej »

    Reklama