| $ | USD | 3,4589 | |
| € | EUR | 4,3510 | |
| Fr | CHF | 3,6206 | |
| £ | GBP | 5,4178 |
Andrzej Macura
Do zmieniania świata wystarczy cep, czy trzeba bardziej wyrafinowanych narzędzi?
Na wspinaczkowych ściankach można czasem zobaczyć żylastych mocarzy, którzy potrafią podciągnąć się na jednej ręce i to mając zahaczony na jakimś maleńkim chwycie tylko jeden czy dwa palce. Wygląda fantastycznie. W prawdziwej tatrzańskiej skale mógłby się jednak pojawić poważny problem. Góry bywają kruche. Nie można zbytnio ufać jednemu, mocnemu chwytowi. Trzeba nauczyć się, na ile to możliwe, tak balansować ciałem, by ciągle mieć jak najwięcej punktów oparcia. By żadnego z nich zbytnio nie obciążając, mimo wszystko przesuwać się w górę. „Kocie ruchy” mawiają o takich specach. Takie „kocie ruchy” bardzo potrzebne bywają także w duszpasterstwie.
„Przyszły do mnie kiedyś dwie prostytutki” – zaczął kaznodzieja niepewny reakcji słuchaczy. „Mamy problem” - powiedziały. Zaciekawienie słuchaczy sięgnęło zenitu. „Powiesił się nasz alfons” - wyjaśniły. Nie dowiedzieliśmy się, co stało się dalej, bo reakcją zgromadzonych był wybuch śmiechu. Owe kobiety na pewno nie zajmowały się profesją godną pochwały. Ale jako ludzie zasługiwały jednak na odrobinę szacunku. W momencie, gdy zwróciły się ze swoim problemem do kapłana, pojawiła się okazja, by pomóc im wyjść z bagna. Dostrzegł to ów kapłan. Niestety, nie dostrzegła spora część jego ówczesnych słuchaczy.
Obie te sprawy przypomniały mi się, gdy przeczytałem informację o tym, że ordynariusz Nicei mianował diecezjalnego duszpasterza osób homoseksualnych. 74-letni ks. Jacques Ollès, od 10 lat diecezjalny duszpasterz chorych i służby zdrowia, a od 7 lat towarzyszący grupie takich osób, z racji wieku może już być poza niecnymi podejrzeniami. Faktem jednak jest, że każda podobna decyzja może wzbudzić śmiech i złośliwe komentarze. Czy to jednak znaczy, że duszpasterze mieliby te osoby zostawić samym sobie? A co ze wskazaniami Kościoła, by nie pozbawiać tych ludzi opieki duszpasterskiej?
Takich „trudnych duszpasterstw” jest w Kościele więcej. O dziwo, raczej nie budzi wątpliwości posługa kapelanów więziennych, ale już np. próby prowadzenia duszpasterstwa narkomanów czy osób żyjących w nowych związkach – tak. Takie działania od kapłanów wymagają „duszpasterskich kocich ruchów”. Bo nie mogą popierać zła, ale jednocześnie nie powinni zostawiać pogubionych samym sobie. Jak to mądrze pogodzić?
Trzeba zaufać księżom, którzy w takie trudne działania się zaangażowali. I z góry wybaczyć, jeśli – naszym zdaniem – przekroczą granice tego, co mieści się w naszym pojmowaniu duszpasterstwa. Przede wszystkim jednak reakcją na ich działanie nigdy nie powinno być ani święte oburzenie, ani szyderczy śmiech.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Nie należy kierować się tym, że ktoś będzie wyszydzał "odmieńców" dążących do zmiany swojego życia. Równie dobrze można by tak traktować osoby stojące w kolejce do spowiedzi. Stojący grzesznicy ;-) można powiedzieć o nich, że to nie aniołki.
Grupy wsparcia AA [anonimowych alkoholików] mają się jak widać dobrze. Każda wspólnota dodaje sił. Pozdrawiam :-)
Czy wspomniany homoseksualsista nie znajdzie duchowego wsparcia w już istniejących ruchach?
Po co tworzyć swoiste ,,getta duchowe"?
"Takich „trudnych duszpasterstw” jest w Kościele więcej.
Dokładnie, panie Redaktorze. Weźmy z naszego polskiego podwórka. Powiedzmy, że kiedyś, za jakieś osiem lat, kaznodzieja powie tak:
"„Przyszło do mnie kiedyś dwoje z wielkiego miasta, już nie młodych, ale ich zdaniem wykształocnych”. Zacznie niepewny reakcji słuchaczy.
„Mamy problem” - powiedzieli. Zaciekawienie słuchaczy sięgnie zenitu. „Nasze Słońce Kaszub nie jest już premierem” - wyjaśniły."
Ciekawe czy też nie dowiemy się, co stało się dalej, bo reakcją zgromadzonych będzie wybuch śmiechu? Intuicja mi podpowiada, że raczej się dowiemy, że wybuchu śmiechu nie będzie. Zatem, czy już dziś nie warto zastanowić się nad mianowaniem diecezjalnych duszpasterzy takich, poszkodowanych przez los - wprawdzie za swoim, często co widzimy ochoczym i dobrowolnym przyzwoleniem, a jednak poszkodowanych - osób? Już dziś, choćby podobna decyzja mogła dziś wzbudzać śmiech i złośliwe komentarze.
Uważam, że duszpasterze nie mogą tych osób zostawić samym sobie! Że Kościołowi, nie wolno pozbawiać tych ludzi opieki duszpasterskiej. Już dziś, póki są jeszcze młodzi. Już dziś, nim będzie za późno. Dla nich za późno.
Zastanawiam się nad tym, co czytam w wypowiedzi Awy - czy duszpasterstwo takie nie nabierze charakteru swoistego getta?). Ale też wiem, ile sił może dać świadomość wspólnych problemów - i tu skłaniam się ku wypowiedzi Larsa - bo chyba każde działanie, które jest jakąś formą otwarcia i dostrzeżenia samego uwikłanego, będzie dobre - byle nie przechodzić nad problemem tak, jakby on w ogóle nie istniał i byle nie piętnować samego człowieka.
wszystkie komentarze >