Nie na ołtarz, ale do nieba

Kościół Chrystusa ma wiele tajemnic. Jedną z nich jest to, że niektóre regiony świata mają świętych na pęczki, a inne wydały ich zaledwie kilku. Tak jak Dolny Śląsk.

Reklama

Wbrew niektórym (heretyckim) opiniom o Polsce jako „mesjaszu narodów”, to nie nasz naród wydał najwięcej świętych w historii Kościoła. I nie usprawiedliwia nas nawet fakt, że dopiero od tysiąca lat mamy u siebie chrześcijaństwo. Prym wiodą narody włoski, francuski czy hiszpański. Przeglądając spis polskich świętych, widać wyraźnie, że to Kraków, Lwów czy Warszawa pojawiają się najczęściej w ich biografiach. Dolny Śląsk, a zwłaszcza Legnica czy Jelenia Góra plasują się w tej klasyfikacji na odległych pozycjach.

Święci (nie) nasi

Mało zauważalną przyczyną braku świętych jest pewna luka w ciągłości historycznej z latami przed 1945 r. Zginęła wówczas pamięć o ludziach, którzy tu poświęcili się Bogu. Nowi mieszkańcy tych ziem, przybywając z wielu regionów Polski, woleli przywieźć ze sobą własnych świętych. W naszej diecezji wśród wezwań kościołów bezwzględnie prym wiodą maryjne, poszczególnych apostołów i św. Józefa. Te pierwsze są obecnie bardzo charakterystycznym rysem śląskiej i polskiej duchowości. To właśnie maryjnych sanktuariów mamy najwięcej. Są też perełki, takie choćby jak kościół św. Tekli w Pławnej czy św. Urszuli w Gwizdanowie. W diecezji znajdziemy też sporo kościołów pw. św. Jadwigi Śląskiej, np. w Zgorzelcu, Legnicy czy Gryfowie Śląskim.

W Lubinie jest kościół św. Jana Sarkandra, a w Legnicy – św. Jacka Odrowąża. Św. Jan Sarkander pochodził ze Śląska Cieszyńskiego, zaś Jacek i Czesław Odrowążowi to członkowie śląskich rodów szlacheckich. Nieco bliższa, przynajmniej terytorialnie, jest urodzona we Wrocławiu św. Edyta Stein. Kontakt z naszym Śląskiem mieli ojcowie Michał i Zbigniew, zabici przez partyzantów w Peru.

Podobnie ulotne, bardzo turystyczne kontakty z Dolnym Śląskiem miał Karol Wojtyła, który na rowerze odbył podróż z Bolesławca do Wałbrzycha. Później, jako papież, odwiedził w 1997 r. Legnicę. Podróż, choć nie dobrowolną, przez Legnicę odbył też o. Maksymilian Kolbe, wieziony przez Niemców do więzienia w czasie II wojny światowej. Niedawno wspominany bł. Jerzy Popiełuszko był na prymicjach w Wielowsi koło Ścinawy i w Działoszynie koło Bogatyni. Niektórzy w latach 80. XX w. bywali też w Warszawie na Mszach św. odprawianych przez ks. Jerzego.

Niedługo ta lista może wydłużyć się o kolejne nazwiska. Pierwszym kandydatem może być ks. Robert Spiske, założyciel zgromadzenia sióstr jadwiżanek. Mieszkał i pracował we Wrocławiu, a obecnie w Rzymie kończy się postępowanie w kongregacji. Niedawno rozpoczęły się także prace nad zbadaniem czynów ks. Aleksandra Zienkiewicza, wieloletniego wizytatora katechetycznego archidiecezji wrocławskiej. Nie mając pewności, a tylko historyczne prawdopodobieństwo, można do tej listy dodać św. Wojciecha, który – jadąc z Pragi do Gniezna – musiał podróżować szlakiem przecinającym naszą diecezję.

Urzędowe potwierdzenie

Wymienieni to jednak w większości ludzie pochodzący spoza Dolnego Śląska. Jak więc się stało, że nie ma wśród mieszkańców naszej diecezji błogosławionych i świętych? Czy to znaczy, że mieszkamy na jakiejś gorszej ziemi? Przecież każdy człowiek przyjmujący chrzest jest powołany do zbawienia. Od niego głównie zależy to, jak będzie współpracował z łaską Bożą. Tak mówi nauczanie Kościoła. Rodzi się więc pytanie, czy my, Ślązacy, nie potrafimy współpracować z łaską, skoro bardzo mało nas jest wyniesionych na ołtarze? A może po prostu ich nie znamy? Ksiądz Tadeusz Dąbski, kanonista i specjalista procesów beatyfikacyjnych, tłumaczy, że jest to tajemnica świętych obcowania. – Chodzi nie tylko o tych, których Kościół ogłosił świętymi, ale i o tych, którzy są w niebie. Kościół tylko anonsuje, że wybrane osoby spośród ludu wiernych Pan Bóg pozwolił urzędowo potwierdzić. Nie wszyscy mają tę łaskę – mówi.

A w uznawaniu świętości liczą się dwa czynniki – charyzmatyczny i urzędowy. Żeby urząd rozpoczął działanie, najpierw musi być charyzmat. Zanim rozpocznie się proces na poziomie diecezjalnym, biskup musi się upewnić co do opinii świętości kandydata. – Na jej podstawie pojawia się myśl, aby udokumentować tę świętość – uważa ks. Dąbski.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Tomek
    01.11.2011 22:29
    Może to trochę źle zabrzmi, ale (niestety) często możliwości beatyfikacj/kanonizacji zależą również od specyficznego "lobbingu". To na przykład tłumaczy dlaczego więcej jest zakonników/zakonnic niż świeckich świętych i błogosławionych... bo jest organizacja, która niejako "promuje" sprawę: zbiera dokumenty,świadectwa, badania naukowe... bez tego trudno jest sprawę skutecznie "przepchnąć" (mówiąc nieładnie). To też być może (częściowo) tłumaczy dlaczego w pewnych regionach świętych i błogosławionych było więcej niż w innych... A że jeszcze losy Dolnego Śląska były dość skomplikowane (zmiany przynależności, migracje ludności) to dodatkowa przyczyna...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6
    4°C Środa
    rano
    3°C Środa
    dzień
    4°C Środa
    wieczór
    1°C Czwartek
    noc
    wiecej »

    Reklama