Bitwa o Kijów

To nic, że taka Unia Europejska, o jakiej marzą Ukraińcy, praktycznie już nie istnieje. Istnieje za to Rosja, o której Ukraińcy wolą nawet nie marzyć. Moskwa, rękami Janukowycza, zrobi wszystko, by ukraińskie marzenia o Zachodzie nigdy się nie spełniły.

Ostatnie dwa tygodnie przejdą do historii nie tylko Ukrainy, ale też integracji europejskiej. Dotąd bowiem o żaden kraj oficjalnie aspirujący do członkostwa w UE nie toczył się tak zacięty bój. Zacięty głównie ze strony wielkiego przeciwnika prozachodnich dążeń Kijowa, czyli Moskwy. Bo to na Kremlu leży klucz do zrozumienia tego, co dzieje się w ostatnich dniach na Ukrainie.

Zryw

W ostatniej chwili, tuż przed planowanym podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE, prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz i premier Mykoła Azarow nagle oświadczyli, że Ukraina umowy jednak na razie nie podpisze. Stało się jasne, że podczas prawie niezauważonych przez ukraińskie media spotkań Janukowycza z Putinem, jakie miały miejsce w trzech różnych miastach (poza granicami Ukrainy), stało się coś, co przeważyło o rezygnacji z podpisania umowy z Unią. To „coś” zresztą musiało być tylko kropką nad i w stosunku do nasilonych w ostatnich miesiącach nacisków, głównie gospodarczych, ze strony Moskwy, jak np. wstrzymanie przez Rosję importu towarów od konkretnych producentów ukraińskich. W każdym razie efekt tego nagłego zwrotu Janukowycza był taki, że na kijowskim Majdanie Niezałeżnosti pojawiły się dziesiątki tysięcy niezadowolonych Ukraińców.

To był pokojowy przez pierwszy tydzień festiwal obywatelskiego nacisku na władze, by te jednak dotrzymały słowa i umowę podpisały (nasz reportaż z Majdanu przed rozpędzeniem demonstrantów na ss. 70–73). Wszystko zmieniło się w sobotę nad ranem 30 listopada: oddziały specjalne Berkut wkroczyły na Majdan i zaczęły brutalnie bić śpiących i czuwających demonstrantów. – Poszliśmy spać na Ukrainie, obudziliśmy się na Białorusi – mówili po tym wydarzeniu młodzi uczestnicy protestów. Następnego dnia, w niedzielę 1 grudnia (akurat w 22. rocznicę referendum, które zadecydowało o niepodległości Ukrainy) na ulicach Kijowa pojawiło się ok. pół miliona już nie tylko oburzonych, ale poważnie wkurzonych Ukraińców. Od tego momentu sytuacja jest tak dynamiczna, że trudno właściwie pisać cokolwiek bez obawy, iż w ciągu godziny przestanie być aktualne.

Nic bez Janukowycza

– Wszystko się zmieniło, wszystko – mówił w rozmowie telefonicznej z „Gościem” w nocy z niedzieli na poniedziałek Witalij Portnikow, ukraiński dziennikarz i politolog, z którym zaledwie trzy dni wcześniej spotkaliśmy się w Kijowie. Wtedy trwał jeszcze pokojowy wiec na Majdanie. Jego uczestnicy nie spodziewali się pewnie, że wkrótce zostaną zaatakowani, nagle, w nocy, gdy część z nich będzie próbowała jakoś zasnąć na kilkustopniowym mrozie. Co ciekawe, oburzenie brutalnym przepędzeniem demonstrantów wyraził w specjalnym oświadczeniu… prezydent Janukowycz. I obiecał wszcząć śledztwo w tej sprawie. Czy to możliwe, że bez jego wiedzy i bez wiedzy rządu oddziały specjalne samowolnie przeprowadziły pacyfikację w miejscu, na które skierowane były oczy całego świata? – Nie, to nie jest możliwe – mówi stanowczo Portnikow. – W tym kraju wszystkie takie akcje mogą odbyć się wyłącznie na rozkaz lub za wiedzą prezydenta i nikogo innego. Może dowódcy milicji dali prezydentowi nieprawdziwą informację na temat sytuacji na Majdanie, ale sam rozkaz musiał być wydany przez prezydenta. Wprawdzie był to Berkut z Krymu, który jest trochę państwem w państwie, ale nawet Berkut krymski nie może przyjechać na Majdan do Kijowa bez wiedzy Janukowycza – dodaje. Dziennikarz nie ma wątpliwości, że prowokacją ze strony władz był również atak części demonstrantów na budynek prezydencki. – To są radykałowie na zamówienie władz, oni tak pracują nie od dziś – uważa. Na ulicach Kijowa można było obserwować przyjeżdżające kolejne grupy „tituszek”, znanych z tego, że przyjeżdżają i rozbijają pokojowe demonstracje, zaczepiają ludzi. Na co dzień ćwiczą w siłowniach, są wysportowani, na akcje, sponsorowane przez władze przyjeżdżają w kominiarkach i z bogatym wyposażeniem: łańcuchami, pałkami. I tym razem robią władzy przysługę – oczywiście nic za darmo – dzięki czemu państwowe media mogą pokazać burdy na ulicach, które wszczynają „zwolennicy integracji”.

Opozycja działa

W czasie, gdy byliśmy na kijowskim Majdanie, nie było na nim polityków opozycji. Ludzie nawet wołali: „Gdzie są politycy?!”. To oczywiście było na rękę Janukowyczowi – sami demonstranci, w większości studenci, nie byli w stanie niczego zdziałać. Jeśli nie będzie opozycji, która zablokuje np. prace parlamentu, demonstranci są bezsilni.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    25°C Sobota
    wieczór
    22°C Niedziela
    noc
    18°C Niedziela
    rano
    26°C Niedziela
    dzień
    wiecej »