Mnożenie przez dzielenie

O wierze młodych i fenomenie Światowych Dni Młodzieży z bp. Henrykiem Tomasikiem 
rozmawia
 Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz: Co roku zastanawiam się, czy młodzi wypełnią w Niedzielę Palmową ogromną katowicką katedrę. Na razie wypełniają. Nie ma Ksiądz Biskup podobnych obaw?


Bp Henryk Tomasik: Możemy rzeczywiście zaobserwować zmiany w postawach młodzieży, w jej mentalności, ale, Bogu dzięki, jest duży procent młodych ludzi, którzy chcą doświadczać wspólnoty wiary. Naprawdę szukają, tęsknią za doświadczeniem wspólnoty, wiary, żywego Kościoła. I dlatego te spotkania w Niedziele Palmowe na pewno będą kontynuowane. Frekwencja wygląda różnie w poszczególnych rejonach Polski: to także swoista „geografia pobożności”. Na przykład w diecezji przemyskiej w Niedzielę Palmową do wybranego miejsca (spotkania odbywają się w różnych miastach) przychodzi kilka tysięcy młodych. Powiem krótko: tam, gdzie jest systematyczna praca, tam jest młodzież.


Słyszałem opinie socjologów twierdzących, że fenomen Jana Pawła II polegał na tym, że zapraszał młodych na wielotysięczne spotkania, bo świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że muszą zobaczyć modlących się rówieśników. W innym przypadku poczuliby się samotni…


Pamiętam wyniki badań przeprowadzonych na UKSW. Wynikało z nich, że aż 16 proc. uważało za autorytet swoje środowisko rówieśnicze. Patrząc na wyniki tych badań jasne jest, że takie wielotysięczne spotkania są świetną pomocą duszpasterską. 


Światowym Dniom Młodzieży w Denver media wieściły totalną klapę. Kto w Stanach przyjedzie spotkać się z „katolickim papieżem”? A jednak spotkanie okazało się sukcesem.


Takie medialne obawy powtarzają się regularnie. Klapą miało być spotkanie w Denver, w Sydney, nie mówiąc już o Paryżu. Wszędzie place miały świecić pustkami. Francuscy dziennikarze wątpili w to, że młodzież przyjdzie na spotkanie ze „staruszkiem”. Przyszła. Zawsze jest zaskoczenie, zdumienie, bo przychodzi niemal dwa razy więcej młodych, niż planowali organizatorzy. Zdarzały się problemy z nagłośnieniem, bo organizatorzy nie przewidzieli tak potężnych tłumów. Pamiętam doskonale spotkanie w Toronto w 2002 r. Ojciec święty czuł się już naprawdę słabo. W przeddzień centralnego spotkania podczas wieczornej modlitwy żartował, ale nazajutrz rano czuł się bardzo źle. Dzień był niezwykle zimny, lało jak z cebra. Folia na dachu, pod którym siedzieli biskupi, przerwała się i za kołnierze siedzących wlewały się litry wody. Biskupi wyjmowali parasole. Do tego przenikliwe zimno. Ojciec święty z ogromnym trudem szedł do ołtarza. Widząc to, młodzi zareagowali nieprawdopodobnym aplauzem. Klaskali, krzyczeli, dodawali otuchy temu schorowanemu człowiekowi. To był wyraz ich jedności, komunii, solidarności z papieżem. Nigdy nie zapomnę tej chwili... Odpadały argumenty, że to znakomity socjolog, świetny aktor, który potrafi „panować nad tysiącami”. To był zmęczony, schorowany człowiek, a młodzi dziękowali mu za obecność.


Czyli odpada mit, że duszpasterzem młodzieży musi być neoprezbiter, ksiądz z epoki Facebooka? Do staruszka Jana Pawła II ciągnęły przecież tłumy. Podobnie do brata Rogera, Daniela Ange’a...


Wrocław pamięta znakomitego sędziwego duszpasterza akademickiego ks. Aleksandra Zienkiewicza (kandydata na ołtarze), Kraków o. Joachima Badeniego. Młodzież przyciągały do nich przede wszystkim ich szczerość, prawdziwość, żywa wiara, młody duch. Młodzież słucha tych, którzy jej słuchają.


Wielu komentatorów informacje o Światowych Dniach Młodzieży nad Wisłą przyjęło jak news o organizacji EURO w Polsce i na Ukrainie: „To szansa dla gospodarki”. Chyba nie o to w tym chodzi?


Nie jestem ekonomistą, ale zrozumiałe jest, że na takim wydarzeniu skorzysta miasto, region, a nawet cały kraj. Do Krakowa zawita kilkaset tysięcy „turystów” z całego świata. Tyle że tu naprawdę nie chodzi o pieniądze. Nie ten wymiar jest najważniejszy. Jasne, to szansa promocji Polski, ale przede wszystkim okazja, byśmy mogli doświadczyć tajemnicy Kościoła powszechnego, byśmy uczyli się dzielić wiarą. To klucz do zrozumienia Jana Pawła II, który uczył, że wiara mnoży się, wzrasta, gdy dzielimy się nią z innymi...


Czy naprawdę takie kilkudniowe spotkanie jest w stanie wybudzić z letargu miasto czy cały kraj?


Oczywiście! Potężne tłumy w Rio (liczba uczestników przerosła najśmielsze oczekiwania organizatorów) to dowód, że takie spotkanie budzi z letargu. Dla mnie ważniejsze są duszpasterskie przygotowanie i to, co dzieje się po zakończeniu spotkań, gdy rzesze wracają do domów. Po spotkaniu w Denver, w Stanach Zjednoczonych zrodził się Ruch Czystych Serc, który rozlał się na cały świat. Dziś angażują się w niego setki tysięcy młodych. Po ŚDM w Kolonii młodzież niemiecka należała do najliczniejszych grup na kolejnych spotkaniach. W krajach, które organizują Światowe Dni Młodzieży, wzrasta liczba powołań (widać to na przykład w Australii). To realne owoce tych spotkań. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    20°C Poniedziałek
    wieczór
    18°C Wtorek
    noc
    14°C Wtorek
    rano
    20°C Wtorek
    dzień
    wiecej »