Kraina Nigdzie

Granica, której nikt nie uznaje. Paszporty, na które nie da się nigdzie wyjechać. Waluta, której nie wymieni żaden bank na świecie… Naddniestrze – formalnie nadal część Mołdawii – w praktyce żyje własnym życiem. W rosyjskim krwiobiegu.

Nad Dniestrem nie strzela się do dzikich kaczek. Ani po jednej, ani po drugiej stronie rzeki. By nie budzić niepokoju, że znowu wojna… To niepisana umowa między mieszkańcami Mołdawii „właściwej” a separatystycznym regionem, który prawie ćwierć wieku temu odłączył się od reszty kraju przy wsparciu „mirotworców” (sił pokojowych), jak mówią tutaj na wojska rosyjskie. Nikt – poza Osetią Płd. i Abchazją – tej separacji nie uznał. Nawet patronacka i sponsorska Rosja. To zamrożony w gruncie rzeczy konflikt, którego nikt tutaj nie chce odświeżać, nawet jednym strzałem do dzikich kaczek. Bo choć wojna sprzed prawie ćwierćwiecza pochłonęła niemało ofiar, to mimo wszystko była trochę – jak całe to samozwańcze państewko – wojną… „na niby”. – I Mołdawianie, i Naddniestrzanie cały dzień siedzieli ukryci w okopach, żeby do siebie nie strzelać, a wieczorem wychodzili i pili razem wino. Mołdawskie – opowiadał mi jeden z mieszkańców Rybnicy, miasta po prawej stronie rzeki. Stronie, z której taniej jest zadzwonić do USA niż do Mołdawii.

  Henryk Przondziono /gn Rzeka Dniestr i widok na Naddniestrze od strony Mołdawii

Tu się pisze bukwami!

„Druga gwiazda na prawo i dalej prosto, aż do poranka”. Tak wyglądał opis dojazdu do Nibylandii w „Piotrusiu Panu”. Nad Dniestrem jest trochę prościej niż w słynnej powieści Barriego. Czerwonych gwiazd oraz sierpów i młotów wystarczająco dużo, żeby trafić: to znak rozpoznawczy kawałka świata, który odgrodził się od reszty Mołdawii i stworzył własną wersję Nibylandii. – Naddniestrze to mołdawska ziemia i koniec – usłyszałem w Kiszyniowie, stolicy Mołdawii. Nie do końca jednak „koniec”. Granica na rzece Dniestr może i nie jest uznana przez społeczność międzynarodową, ale de facto funkcjonuje. Przed mostem w Rybnicy posterunek milicji mołdawskiej. Granicy nie uznają, ale jej pilnują. Ten punkt jednak mijamy bez kontroli. Dopiero za mostem czekają nas szlabany, budka pierwsza, budka druga, budka trzecia… i wszystkie znane z postsowieckich granic formalności – papierki do wypełnienia i pytania, które nadają sens pracy urzędujących w budkach mundurowych: a po co, a do kogo, a dlaczego, a wy nie żurnalisty? I nerwowe polecenie: a napiszcie wasze nazwisko bukwami!

Czyli cyrylicą. Nawet ta drobna uwaga nie jest tu politycznie obojętna. Wojna wybuchła m.in. z powodu niezbyt szczęśliwej – delikatnie mówiąc – ustawy, jaką po rozpadzie ZSRR wprowadził rząd w Kiszyniowie: każdy, kto nie posługiwał się pismem łacińskim, tylko cyrylicą, z dnia na dzień miał stracić pracę. Ustawa została wprowadzona w życie, co dotknęło głównie mieszkańców Naddniestrza, wśród których dominowała ludność pochodzenia rosyjskiego i ukraińskiego. – Dla mnie nie było problemem uczyć się w szkole języka mołdawskiego – mówi Aleksander z naddniestrzańskiej Rybnicy. – Ale chciałem nadal stosować naturalny dla nas zapis cyrylicą. Nagle kazano nam pisać literami łacińskimi. A jak nie – wylatujesz z pracy. I to doprowadziło do wybuchu niezadowolenia i w końcu odłączenia się Naddniestrza od Mołdawii – uważa Aleksander. Pretekstu może i dostarczyła sama Mołdawia, ale i bez tej ustawy znalazłby się inny powód: mieszkańcy Naddniestrza w naturalny sposób ciągną w stronę Rosji, a i Rosja miała interes, by nie stracić przynajmniej tego kawałka ziemi mołdawskiej. Na terenie Naddniestrza bowiem stacjonowała radziecka 14. Armia, trzymająca tu potężny arsenał, który w większości pozostał na miejscu do dziś. W miejscowości Kołbasna znajduje się największy na terytorium dawnego ZSRR skład broni. – Służyłem tam kiedyś w wojsku, ale nawet my, żołnierze z Naddniestrza, nie mogliśmy zbliżać się do tego miejsca z bronią. Wiem tylko, że to są jakieś potężne magazyny podziemne, do których tunelami wjeżdżały pociągi – mówi nam mieszkaniec miasta położonego w pobliżu Kołbasnej. Wspomina, że do miejscowości wpuszczano jedynie zameldowanych tam ludzi. Osoby z innych miast nie miały prawa wstępu.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6
    17°C Czwartek
    rano
    26°C Czwartek
    dzień
    27°C Czwartek
    wieczór
    22°C Piątek
    noc
    wiecej »