Szkoda czasu na zemstę

Zamiast siedzieć i myśleć, kto jest moim sąsiadem – Tutsi czy Hutu – i jak go zabić, wszyscy są zajęci: studiują, budują domy, robią interesy. Trzeba iść do przodu – mówi Francine Umutesi z Rwandy. W czasie ludobójstwa 20 lat temu straciła prawie całą rodzinę.

Człowiek, który po tych tragicznych wydarzeniach pomagał mojej mamie, woził ją do pracy, okazał się współodpowiedzialny za śmierć mojego brata i wujka. Nasłał na nich zabójców. Mama dowiedziała się o tym na stadionie w trakcie tzw. gacaca („sprawiedliwość na trawie”), kiedy publicznie wszyscy Hutu i Tutsi, i nawet Twa (najniższa klasa) i opowiadali, co się działo od pierwszego dnia ludobójstwa na Tutsi. Wtedy on podbiegł do mojej mamy i błagał o przebaczenie – Francine łamie się głos. Od kilku godzin rozmawiamy o 100-dniowej masakrze, która pochłonęła co najmniej 800 tys. istnień ludzkich. U schyłku XX wieku. – My będziemy zawsze o tym pamiętać, ale żeby iść do przodu, musisz odrzucić nienawiść. Moja mama jako istota ludzka nie ma prawa zabić drugiego człowieka, nie ma prawa dokonać zemsty – mówi o niełatwym procesie leczenia ran. Dziewczyna od kilku lat mieszka w Polsce. W Łodzi skończyła studia, teraz podjęła pracę jako dyrektor ds. międzynarodowych w jednej z polskich instytucji. Kiedyś chciałaby wrócić do Rwandy.

Raz Hutu, raz Tutsi

Urodziła się w sąsiednim Burundi. Ojciec uciekł z Rwandy w 1973 roku, parę lat później dołączyła do niego matka. Chcieli uniknąć prześladowań, jakich Tutsi doświadczali ze strony Hutu przynajmniej od końca lat 50. XX wieku. – Kiedy pojawiał się jakiś problem między Hutu a Tutsi, to była okazja, żeby usprawiedliwić mordowanie Tutsi – uważa Francine. Jest przywiązana do teorii, że podział na Tutsi i Hutu nie ma charakteru etnicznego, a wyłącznie kulturowy, klasowy. Istnieją wprawdzie co do tego spory, ale od czasu zakończenia ludobójstwa w Rwandzie to obowiązujący, bo i praktyczny pogląd, który pozwala zacierać dawny podział na dwa wrogie „plemiona”. Poza tą konieczną chyba poprawnością polityczną istnieją też argumenty racjonalne, które potwierdzają klasowy charakter podziału na Tutsi i Hutu. – Tutsi byli zawsze najbogatsi, to ci, którzy mieli najwięcej krów. Do Tutsi należało się nie z przynależności rasowej, tylko z powodu bogactwa. A wszystkich innych, którzy pracowali na roli, nie mieli dużego stada krów, nazywano Hutu – opowiada Francine. Dowodem na klasowy charakter podziału jest też duża mobilność z jednej grupy ludności do drugiej: każdy Hutu mógł iść na wojnę, a król mógł podarować mu za to sto krów. I wtedy Hutu nagle stawał się… Tutsi. I na odwrót: ktoś, kto nagle tracił wszystko albo został pozbawiony majątku przez króla, stawał się Hutu. Tyle tylko, że do pewnego momentu ten i tak dość płynny podział nie był źródłem konfliktów w społeczeństwie rwandyjskim. Nawet ludziom stamtąd trudno powiedzieć, co znaczą w ogóle słowa „tutsi” i „hutu”. – Jeśli chcesz zażartować z kogoś, kto cię wykorzystuje, na przykład: ciągle prosi cię o zrobienie herbaty, o posprzątanie, mówisz: „Jestem twoim hutu”. Hutu to ktoś, kto pracuje dla ciebie – wyjaśnia Francine.

Konflikt sterowany

– Gdy przyszli tu Niemcy, niczego nie zmieniali w strukturze społecznej Rwandy. Ale po I wojnie światowej pojawili się Belgowie, którzy zaczęli obserwować, jak funkcjonuje ten system – opowiada dziewczyna. – Pomagali początkowo Tutsi, przyjmując założenie, że to działa tak samo jak w Europie, to znaczy, że arystokraci muszą wykorzystywać klasę niższą. Stworzyli więc system przymusu pracy Hutu na rzecz Tutsi. Hutu są jak niewolnicy, a Tutsi jak panowie. I oni zaczęli to stopniowo wkładać w głowy ludzi – dodaje. Jej zdaniem jednym z powodów tej inżynierii społecznej były kwestie handlowe. – Belgowie zaczęli tworzyć plantacje kawy i innych produktów, których ludzie z Afryki nie spożywają – mówi z sarkazmem. – W 1939 roku nastał w Rwandzie wielki głód. Jedna trzecia ludności zmarła. Ludzie nie mieli nic do jedzenia, a Europejczycy produkowali sobie kawę! To wtedy Hutu zaczęli pracować dla Tutsi, byli często przez nich wykorzystywani, nierzadko też umierali z wycieńczenia. Wtedy też zaczęła rodzić się niechęć czy wręcz nienawiść Hutu do Tutsi. Tę zmianę dostrzegł z czasem król, który przyznał: Belgowie nas wykorzystują, wcześniej Tutsi i Hutu byli braćmi, pracowali, pomagali sobie. W latach 50. XX wieku król widział już wyraźnie, że Belgowie nas dzielą i sterują konfliktem, chciał więc wybrać się do ONZ, żeby o tym powiedzieć na forum, ale po drodze został zamordowany w Burundi, w 1956 roku. Belgowie coraz wyraźniej mówili Hutu, że Tutsi są ich wrogami, że są właściwie obcy, bo nie pochodzą z Rwandy. Od 1959 roku Hutu zaczęli zabijać Tutsi. Uwierzyli w to, co im sączono do głów od 30 lat. Dzieci Hutu były tak wychowywane: Tutsi są wrogami, nie można pozwolić, by przejęli władzę, bo mogą wykorzystać ją przeciwko nam. Nawet jeśli jesteście przyjaciółmi, pamiętaj – Tutsi jest wrogiem. Dzieci wiedziały o tym – ciągnie opowieść Rwandyjka. W 1962 roku Belgowie pomogli Hutu organizować rząd, Rwanda stała się niepodległą republiką. Tyle że konflikt wewnętrzny narastał z każdym kolejnym rokiem.

Niemy krzyk

Do sąsiedniego Burundi uciekało coraz więcej Tutsi z Rwandy. Z czasem uformował się Rwandyjski Front Patriotyczny (RPF) złożony z Tutsi, którzy przebywali poza granicami Rwandy. W 1990 roku RPF zaczął wojnę przeciwko rządowi Hutu w Rwandzie. – RPF nie chciał zabijać. Prosili ONZ i inne kraje, żeby ich wysłuchano. Nikt jednak nie był zainteresowany tym, że Tutsi są zabijani. Oni byli sfrustrowani. Widzisz, że ludzie są zabijani, ale nikt nic nie robi. No więc zaczęli tę wojnę. Bardziej chodziło o zwrócenie uwagi opinii międzynarodowej niż o wywołanie wojny. Wtedy jednak Francja wysłała swoje wojska, żeby wesprzeć rząd Hutu – uważa Rwandyjka. Dorastała w Burundi. Do ojczyzny przed ludobójstwem w 1994 roku wybrała się tylko jeden raz, w 1988 roku, z matką, bratem i siostrą. – Przeszliśmy przez lasy, nie mogliśmy iść ulicami, bo musielibyśmy pokazać dokumenty uchodźców i mogliby nas zabić. Zdążyliśmy jednak odwiedzić rodzinę i wrócić szybko do Burundi. W 1993 roku nastała w Rwandzie chwilowa cisza. Wtedy moja ciotka i wujek przyjechali po nas do Burundi, żeby zabrać nas do kraju. Mówili, że jest już pokój, są wojska ONZ, nikt nie zamierza nikogo zabijać. Mój tata jednak nie chciał wracać. Mówił, że nie można ludziom ufać na sto procent. Ale dał wujkowi i ciotce pod opiekę mojego młodszego brata i młodszą siostrę. Parę miesięcy później wszyscy byli martwi…

„Idźcie do pracy”

Francine jest przekonana, że to, co zaczęło się w kwietniu 1994 roku, miało być ostateczną realizacją pewnego dokumentu z 1959 roku. – Wtedy Hutu zaczęli zabijać Tutsi i napisali memorandum, w którym była wymieniona „lista złych rzeczy”, jakie charakteryzują Tutsi. Jest tam takie zdanie: „Jak długo Tutsi żyją, Hutu nie będą bezpieczni”. I w 1990 roku zaczęto realizować plan eksterminacji. A kiedy Hutu zobaczyli, że RPF może przejąć cały kraj, w 1994 roku zaczęli mówić: „Jeśli Paul Kagame [lider RPF i obecny prezydent Rwandy – J.Dz.] i jego ludzie przyjdą, nie znajdą nikogo żywego ze swoich rodzin”. I dlatego Hutu zaczęli to ludobójstwo. Nie wszyscy Hutu jednak tak myśleli, niektórzy mówili: „Może powinniśmy pozwolić im wrócić i zamieszkać z nami”. Co więcej, RPF zasilali nie tylko Tutsi, ale również Hutu, którzy zorientowali się, w czym biorą udział. Ale wygrali ekstremiści, którzy nie chcieli niczego robić z Tutsi – ciągnie opowieść Francine. Jakby na potwierdzenie ich radykalizmu nagle w zamachu zginął prezydent Rwandy, oczywiście jeden z Hutu. Automatycznie oskarżono o zamach Paula Kagame. Odpowiedzialność zbiorową mieli ponieść wszyscy Tutsi. – Liderzy Hutu mówili ludziom: „Zobaczcie, właśnie Tutsi zabili nam prezydenta, musicie więc ich zabijać”. Media wprost do tego nawoływały. Nazywały to „pracą”. Z ekranów padały wezwania: „Ludzie, idźcie do pracy, jeśli nie jesteście dość produktywni, nie jesteście dobrymi obywatelami. Jeśli nie zabijacie, sami będziecie zabici”. Wtedy właśnie niektórzy Hutu zaczęli dołączać do RPF, bo zobaczyli, że robią źle.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 1 2 3 4 5 6
    17°C Czwartek
    rano
    26°C Czwartek
    dzień
    27°C Czwartek
    wieczór
    22°C Piątek
    noc
    wiecej »