Nie wszystkie światła gasną

Kościół w Luksemburgu ma przyszłość – uważa abp Jean-Claude Hollerich. To odważne stwierdzenie w kraju, gdzie chrześcijaństwo, po ludzku patrząc, wydaje się właśnie przechodzić do historii.

W najbliższym czasie aż 90 proc. parafii w Luksemburgu może zostać zlikwidowanych. Taki będzie prawdopodobnie efekt referendum, w którym mieszkańcy księstwa mają opowiedzieć się m.in. za rozdziałem Kościoła od państwa. Jedno wiąże się z drugim, ponieważ to władze państwowe zapewniają utrzymanie pracowników kościelnych, również duchownych, a także świątyń. A że bez stałego strumienia pieniędzy od państwa parafie te, z powodu coraz niższej liczby wiernych, nie będą w stanie się utrzymać, naturalnym procesem będzie ich stopniowe likwidowanie. Nie należy winić za to państwa, które rezygnuje z utrzymania „nierentownych” ośrodków kultu – rozdział Kościoła od państwa sam w sobie jest i tak spóźnionym, a koniecznym procesem. Zamknięcie niemal wszystkich parafii w małym państewku, którego para książęca należy do najbardziej wierzących monarchów, świadczy przede wszystkim o głębokim kryzysie tamtejszego Kościoła lokalnego. Nie wszystko jednak stracone. Podczas gdy Luksemburczycy gaszą światła w swoich kościołach, palą się kaganki licznych imigrantów z Portugalii, Brazylii i paru innych krajów. Przybysze stali się misjonarzami, którzy być może w kolejnych pokoleniach sprawią, że kościoły w Luksemburgu ponownie zostaną otwarte. O ile wcześniej nie zamienią się w hotele, dyskoteki i restauracje.

Bogactwo bez wiary

Obecnie podział administracyjny Kościoła katolickiego w Luksemburgu jest prosty: teren całego księstwa jest jedną diecezją, podlegającą bezpośrednio Watykanowi. W tej diecezji działają 274 parafie. Po referendum, które odbędzie się za pół roku, zostanie tylko… 30 z nich! Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z „osieroconymi” kościołami i kaplicami, których jest dwukrotnie więcej niż terytorialnych parafii: to w sumie około 500 obiektów. W ciągle działających parafiach pracuje 236 osób, z czego 103 to księża. Na ich wynagrodzenia Luksemburg przeznacza ponad 24 mln euro rocznie. Po referendum, którego wynik jest raczej przesądzony, nie od razu państwo zablokuje wypłaty. Przewidziany jest okres przejściowy 8 lat. Potem pensje te będzie wypłacał Kościół. Wyjątkiem pozostaną arcybiskup Luksemburga i wikariusz generalny, którzy nadal będą utrzymywani z budżetu księstwa. Rodzi się pytanie, czy katolicy, stanowiący statystyczną większość w kraju o jednym z najwyższych PKB w świecie, będą w stanie utrzymać swoje parafie? Spójrzmy na liczby: Luksemburg zamieszkuje ponad 530 tys. ludzi, z których ok. 400 tys. stanowią katolicy. Praktykujących jest jednak zdecydowanie za mało, by można było mówić o wystarczającym finansowaniu przez dość zamożnych wiernych: dziś można mówić o mniej niż 10 proc. praktykujących.

– Kiedyś to był bardzo religijny kraj. Jak była wojna i bieda, to więcej osób praktykowało. Ale odkąd ludzie zaczęli być coraz bogatsi, religia straciła na znaczeniu – mówił mi kilka lat temu ks. Martin Molitir z miasteczka Wiltz. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak wygląda luksemburski katolicyzm. W Wiltz co roku odbywa się liczna i barwna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej. Można było tam odnieść wrażenie, że to jeden z najbardziej dynamicznych Kościołów w Europie. Złudzeń pozbawił mnie jednak abp Fernand Franck, ówczesny arcybiskup Luksemburga, poprzednik abp. Hollericha. – To bardzo bogaty kraj i wielu ludzi uznało, że bogactwo im wystarczy, że nie potrzebują już Boga. Dużo ludzi żyje bez ślubu, rośnie liczba nieochrzczonych. Problem sekularyzacji przekłada się także na małą liczbę powołań – mówił. Ale nie widziałem w nim cienia zwątpienia w sens tego, co robi. – Ludziom jednak mimo wszystko brakuje Kościoła – dodał.

Portugalskie wino

To, co widzieliśmy w Wiltz, być może jest jednym z powodów, dla których obecny arcybiskup Luksemburga mówi, że Kościół w tym kraju ma jednak przyszłość. Doroczna pielgrzymka do „luksemburskiej Fatimy” pokazuje, że jeśli Kościół tu przetrwa, to głównie dzięki imigrantom. Wprawdzie po II wojnie światowej sami Luksemburczycy sprowadzili figurę Królowej Pokoju do swojego księstwa, jednak dziś, raz w roku, miasteczko Wiltz podbijają imigranci portugalscy. I świętują z ocalałymi jeszcze praktykującymi Luxembourgeois. W sumie ok. 15 tys. pielgrzymów w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego zamienia to miejsce w małą Portugalię. Rodowici Luksemburczycy współorganizują pielgrzymkę i towarzyszą nowym mieszkańcom księstwa. – Niektórzy myślą jednak, że to portugalskie sanktuarium – mówił mi z przekąsem Jos Scheer, mieszkaniec miasteczka. Do dziś z żoną przechowują krzyż, zrobiony z odłamka niemieckiego pocisku. W styczniu 1945 roku, gdy alianci zachodni wypierali Niemców z Luksemburga, modlił się z rodziną w piwnicy o wyzwolenie.

Kilkadziesiąt metrów dalej, w piwnicy pod prezbiterium w kościele, modliła się grupa wiernych z księdzem. Obiecali wtedy, że jeśli wojna się skończy, mieszkańcy wybudują sanktuarium z Drogą Krzyżową i kaplicę poświęconą Najświętszemu Sercu Jezusa i Matce Bożej. Trzy lata wcześniej, w 25. rocznicę objawień w Fatimie, zrodziła się myśl, żeby wybudować sanktuarium Królowej Pokoju. W miejscowym kościele Świętych Piotra i Pawła przy wejściu rzuca się w oczy ogłoszenie: „Pragniesz przyjąć chrzest? Przyjdź na spotkanie…”. Typowy obrazek na Zachodzie, gdzie wiele osób decyduje się na chrześcijańskie życie w dojrzałym wieku. Z jednej strony odejścia i obojętność, z drugiej żywa wiara neofitów, gdzieś pośrodku – wierni od dziecka Luksemburczycy. Brak masowej katolickiej codzienności wpływa też na zachowanie tutejszych księży. Wiedzą, że każdy wierny jest skarbem, a nie jednym z elementów, tworzących bezpieczną statystykę. Dziś Wiltz co roku opanowują głównie portugalscy imigranci, ale bywało, że jeszcze większe tłumy rodowitych Luksemburczyków wędrowały do stolicy, do Matki Bożej Luksemburskiej. – To była tradycja, że z każdej parafii w kraju wyruszała jakaś grupa – wspominał dawne dzieje ks. Martin.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Anonim
    04.02.2015 22:01
    Gdzieś słyszałem powiedzenie: "do dziurawej dętki nie pompuje się już powietrza, trzeba najpierw dętkę naprawić, a sama się nie zaklei .... "
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    24°C Niedziela
    noc
    20°C Niedziela
    rano
    27°C Niedziela
    dzień
    28°C Niedziela
    wieczór
    wiecej »