Słyszałam głosy dzieci

Myślałam, że za chwilę wstanę, że pójdę 
i powiem, że czekam na Ciało Pana Jezusa. W tym momencie drzwi się otworzyły. Jezus do mnie przyszedł...

Maja z mężem Adamem i czwórką dzieci mieszkają z dala od miasta i zgiełku. Wszędzie mają daleko, ale do Boga jest bliżej. Łatwiej było im zrozumieć wypadek Adama, który cudem uniknął śmierci. Łatwiej było przetrwać długi okres bez pracy, kiedy brakowało praktycznie na wszystko, choć nie wiedzieć czemu nie było dnia, aby zabrakło na podstawowe potrzeby...


„Ja tak czułam”


– To nie przypadek, że tu mieszkamy, choć plany mieliśmy inne. Ale człowiek swoimi planami ogranicza Boga i rodzi w sobie poczucie niepokoju, bo przecież „miało być inaczej, nie tak jest, nie tak...” – mówi Maja. Po chwili się uśmiecha. – Rok temu działo się, wiele się działo. Ale u nas dzieje się od 2011 roku. Bóg prowadzi nas krętymi ścieżkami ku niebu, choć jest to pewnie najprostsza dla nas droga. A w zeszłym roku miało miejsce wydarzenie, które uświadomiło mi, jak piękne jest bycie narzędziem w ręku Boga...


Jak mówi, na to wszystko, co się działo, miała w sobie wielką zgodę. Żadnej złości, buntu. – Tak trwałam w tym, co się wydarzało. To nie pochodziło ode mnie, to była łaska – wspomina. – Trafiłam do szpitala w kwietniu, a termin porodu był wyznaczony na sierpień. Lekarze nieustannie powtarzali, że to jest bardzo zagrożona i ryzykowna ciąża.
 Musiała pozostać do rozwiązania w szpitalu. A w domu przecież była jeszcze trójka dzieci. Adam okazał się doskonałym organizatorem. Dodatkowo do pomocy przybyła jego siostra.

– Sylwia przyjechała ze swoim trzyletnim synem. Nagle musiała stać się mamą czwórki dzieci. Wniosła do domu wiele energii i radości, że wytrwamy, damy radę, będziemy się wspierać – opisuje Maja.


Kiedy w szpitalu odwiedzał ją mąż, powtarzała mu, że z Klarą będzie wszystko w porządku, urodzi się i będzie zdrowa. „Jednak czuję, że ze mną będzie coś nie tak” – mówiła. – To nie był wynik tego, co mówili lekarze. Ja tak czułam – opowiada.


Modlitwa 
jak pierzyna


Końcówka czerwca 2015 roku. Na salę wszedł lekarz. „Maju, muszę dziś rozwiązać tę ciążę” – stwierdził. Odpowiedziała: „Dobrze”. Napisała SMS-a do Adama: „Za chwilę Klara będzie po tej stronie. Zabierają mnie na blok operacyjny”. I zabrali. – Klarę wyjęto ze mnie i dano mi ją do pocałowania. Widziałam, że jest piękna, drobniutka, bo przecież ważyła 2,3 kg. Mieściła się cudownie na dwóch dłoniach. I wiedziałam, że jest zdrowa. I po pocałunku, tej wspaniałej chwili, lekarz stwierdził: „Pani teraz musi zasnąć”. I tyle pamiętam z sali operacyjnej. Zapadłam w śpiączkę...


„Inny świat” – wspomina. – Pamiętam przecudowne światło, które mnie obejmowało, dawało poczucie takiego bezpieczeństwa, które nikt ani nic nie jest w stanie zapewnić. To światło mówiło: „Jesteś bezpieczna, opiekuję się tobą, nie pozwolę, by stała ci się krzywda”. A ja tkwiłam w ogromnej euforii. I widziałam osoby wokół mnie, ale one nie chodziły, one się unosiły i były uśmiechnięte. Kiwały głowami, a we mnie myśl: „Panie Boże, jakie ty masz wspaniałe owieczki, całe stado, tak ich wiele. Ile pięknych ludzi wokół Ciebie”. To była niezwykle pozytywna myśl, a ja w niej, a we mnie jeszcze większa zgoda na Boży plan – opowiada Maja.


– Słyszałam głosy dzieci. Miałam pewność, że to jest chóralna modlitwa, orkiestra modlitw, choć jeszcze wówczas nie miałam świadomości, dlaczego. Ja tę modlitwę po prostu czułam na sobie, fizycznie, jak dotyk człowieka, jak pierzynę, kiedy się pod nią śpi. Modlitwa tych dzieci dodawała mi siły. I widziałam ks. Wojsława Czupryńskiego, który do mnie przyszedł, później dowiedziałam się, dlaczego. Słyszałam część rzeczy, które się działy. Widziałam lekarzy, którzy się mną opiekowali. Oni mieli opuszczone głowy, byli smutni, może raczej zatroskani, jakbym widziała nie ich twarze a dusze. Wokół światło, chór dzieci, uśmiechnięte twarze, nie wiem, może aniołów... Przedsionek nieba – mówi.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    01.06.2016 22:41
    Piękne świadectwo, dziękuję :-)
  • Monika
    03.06.2016 13:03
    Dziękuję. Ja, gdy byłam w ciąży modliłam się pewnego wieczora żarliwie na różańcu i usłyszałam szept tuż przy uchu. Nie wiem, kto i co mówił, ale wiem, że mniej więcej wtedy umierała moja Córeczka - Klara. Niech Pani i Pani Rodzinie Bóg błogosławi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 1 2 3 4 5
    6 7 8 9 10 11 12
    13 14 15 16 17 18 19
    20 21 22 23 24 25 26
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    26°C Poniedziałek
    dzień
    26°C Poniedziałek
    wieczór
    23°C Wtorek
    noc
    18°C Wtorek
    rano
    wiecej »