Poszerzone priorytety

Mel Gibson nie miał szans. Bohater „Przełęczy ocalonych” nie był gejem, pobrzmiewały w nim akcenty patriotyczne, a do tego miał jasno określone, chrześcijańskie przesłanie.

Nie obyło się bez akcentów politycznych, ale trzeba przyznać, że stonowanych. Nie doczekaliśmy się gorących agitek przeciwko Trumpowi w stylu, jaki zaprezentowała Meryl Streep w czasie uroczystości rozdania Złotych Globów. Kąśliwych prztyczków w stronę Trumpa jednak nie brakowało. – Niektórzy z was wygłoszą płomienne przemowy, o których nasz prezydent napisze, siedząc na sedesie o godzinie 6 rano – powiedział Jimmy Kimmel, gospodarz oscarowej gali, przed rozdaniem statuetek, licząc widocznie na komentarz Trumpa na Twitterze. Ponieważ się nie doczekał, pod koniec uroczystości zaniepokojony wysłał tweeta do prezydenta z zapytaniem, czy ten już wstał. Festiwale i konkursy filmowe zawsze miały wydźwięk polityczny, ale takiej fali histerycznych antyprezydenckich wystąpień jeszcze nie było.

Spełnione postulaty

Dyskusję o tegorocznej ceremonii zdominowała końcowa pomyłka z wręczeniem Oscara w najważniejszej kategorii. Jednak radość ekipy „La La Land” trwała krótko. W tym roku członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej nie zawiedli, co można było zauważyć już na etapie nominacji. Wzięli sobie do serca ubiegłoroczne protesty części filmowego środowiska przeciw braku czarnych twórców na liście nominowanych. Wówczas Cheryl Boone Isaacs, prezydent Amerykańskiej Akademii Filmowej, przyrzekła poprawę i zapowiedziała, że w następnym oscarowym konkursie „priorytetem będzie poszerzenie tej różnorodności we wszystkich sferach, czyli płci, rasy, przynależności etnicznej i orientacji seksualnej”. Przy dorocznym powoływaniu nowych członków obowiązywać miała również większa, światowa pula kandydatów, z naciskiem na przedstawicieli mniejszości. Gdyby wcielić te zalecenia w życie, kryterium artystyczne byłoby, zgodnie z obietnicami pani prezydent Akademii Filmowej, co najmniej drugorzędne.

Uznany za najlepszy film ubiegłego roku „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa, który zresztą do tej pory zebrał mnóstwo innych wyróżnień, spełnia wszystkie wymienione wyżej postulaty. W obsadzie znaleźli się wyłącznie czarnoskórzy aktorzy, a jego bohaterem jest mieszkający w murzyńskim getcie w Miami i borykający się z własną orientacją seksualną Chiron. Jego losy śledzimy na przestrzeni lat, w trzech różnych okresach życia. Widzimy bohatera jako małego chłopca, ucznia szkoły średniej i dorosłego mężczyznę. Chiron już w szkole podstawowej odstaje od rówieśników, którzy prześladują go z nie do końca zrozumiałych dla niego powodów. Tę inność wydaje się natomiast dostrzegać otoczenie. Pochodzi z rozbitej rodziny, matka jest narkomanką, a jego mentorem i opiekunem staje się dealer narkotykowy. Mahershala Ali, za rolę dealera narkotyków, otrzymał Oscara jako najlepszy aktor drugoplanowy.

Film Jenkinsa doskonale oddaje beznadzieję wegetacji mieszkańców murzyńskiej dzielnicy, którzy nie mają dość siły, by się stąd wyrwać. Rozbite rodziny, przestępstwa, narkomania i przemoc. Młodym imponują gangsterskie wzorce, a jedyną szansę „awansu” widzą w dilerce. Chiron jest, jak mówią, miękki. Podejrzewają, że jest gejem. „Moonlight” opowiada o dojrzewaniu młodego czarnego chłopca, który by przeżyć w tym środowisku, musi, jak sam mówi, „zbudować siebie na nowo”. Brutalny obraz życia w biednej dzielnicy reżyser przedstawia bez ogródek. Wątek homoseksualny prowadzi w sposób subtelny i nienachalnie, jednak zakończenie filmu sugeruje, że ostateczne wyzwolenie straumatyzowanego Chirona leży w akceptacji swojej tożsamości płciowej. W filmie nie znajdziemy wątku rasizmu, bo prześladowcami Chirona są jego czarni rówieśnicy.

Na liście nominacji do Oscarów znalazły się jeszcze dwa filmy, których bohaterami są czarni Amerykanie. W obu pojawia się wątek rasizmu. W filmie Denzela Washingtona „Fences”, którego tytuł można przetłumaczyć jako ogrodzenie czy bariery, odgrywa rolę drugorzędną. To adaptacja sztuki teatralnej, co znajduje, mimo wysiłków reżysera, odbicie na ekranie. Viola Davis, występująca w roli żony głównego bohatera, otrzymała statuetkę jako najlepsza aktorka drugoplanowa.

Droga do sukcesu

Problem rasizmu stał się natomiast głównym tematem „Ukrytych działań” Theodore Melfiego. Akcja filmu rozgrywa się na początku lat 60., kiedy to Stany Zjednoczone podejmują kosmiczny wyścig z sowiecką Rosją, a jednocześnie trwa walka o zniesienie segregacji rasowej. Trzy czarnoskóre bohaterki filmu to postacie autentyczne. Były matematyczkami, które przyczyniły się m.in. do sukcesu misji Johna Glenna, pierwszego Amerykanina w kosmosie. Film Melfiego to dramatyczna, a jednocześnie pełna humoru i dowcipna opowieść o sukcesie odniesionym wbrew wszelkim uprzedzeniom. W odróżnieniu od wielu tytułów, które pokazują ten temat w czarno-białych schematach, „Ukryte działania” wskazują, że prócz gangów i dilerki istnieje jeszcze inna droga do sukcesu. Tyle że wymaga ona znacznego wysiłku. Zaskakujące, że film pełen nadziei nie zwrócił uwagi członków Akademii Filmowej.

Nie bardzo rozumiem, dlaczego wśród nominowanych w głównej kategorii znalazł się australijski film Gartha Davisa „Lion. Droga do domu”. Bohaterem tego szlachetnego w przesłaniu obrazu, opowiadającego prawdziwą historię, jest Saroo, Hindus, który w wieku 5 lat zgubił się i został adoptowany przez australijską rodzinę, a następnie przez 20 lat szukał rodzinnego domu i swoich bliskich. Film dostarcza wielu wzruszeń, jednak pod względem reżyserii jest nierówny; druga część opowieści jest słabsza, przydałyby się tu poważne skróty. Na Oscara zasługiwał za zdjęcia i genialną rolę 5-letniego Sunny’ego Pawara, który na ekranie jest po prostu małym Saroo. Znakomitą kreację stworzyła w drugoplanowej roli Nicole Kidman. „Lion. Droga do domu” jest debiutem kinowym Gartha Davisa, który nakręcił już kolejny obraz, sięgając do Ewangelii. Będzie to opowieść o Marii Magdalenie.

Biorąc pod uwagę wytyczne, jakimi kierowali się jurorzy, trudno się dziwić, że kolorowe, pełne muzyki i z doskonale napisanym scenariuszem widowisko, jakim był „La La Land” Damiena Chazelle’a, czy znakomita „Przełęcz ocalonych” Mela Gibsona nie miały szans na Oscara w głównej kategorii. „La La Land” nominowany w aż 14 kategoriach otrzymał przynajmniej 6 statuetek, w tym drugą co do ważności, czyli za reżyserię. „Przełęcz ocalonych” nominowana w 6 kategoriach ostatecznie otrzymała wyróżnienia w kategoriach technicznych, bo za dźwięk i montaż, co można nazwać nagrodami pocieszenia. Mel Gibson swoim filmem udowodnił po raz kolejny, że jest mistrzem wielkiej batalistyki, przedstawiając na ekranie prawdziwą wojnę z całą jej brutalnością i okrucieństwem. Wydaje się, że powinien przynajmniej otrzymać wyróżnienie za reżyserię. No ale bohater jego filmu nie był gejem, pobrzmiewały w nim akcenty patriotyczne, a do tego miał jasno określone przesłanie – że nawet w tak nieludzkich warunkach można zachować człowieczeństwo. Trzeba tylko zawierzyć Bogu. Czy po tegorocznej ceremonii Amerykańska Akademia Filmowa ustali jakieś nowe priorytety? Dowiemy się wkrótce. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7
    24°C Poniedziałek
    dzień
    25°C Poniedziałek
    wieczór
    22°C Wtorek
    noc
    18°C Wtorek
    rano
    wiecej »