Próba ognia

W klasztorze w Wąchocku powstają zdjęcia do najbardziej dramatycznych scen „Korony królów”.

Dlaczego pasażerowie pociągu do Wąchocka zbierają się w jednym wagonie? – Bo gdy pociąg ma trzy wagony, to pierwszy staje już za Wąchockiem, ostatni przed, a tylko środkowy trafia. To jeden z dowcipów, z których miasteczko słynie. Znane są zwłaszcza te z sołtysem w roli głównej. Dzisiaj w Wąchocku sołtysa już nie ma, bo w 1994 r. miejscowość odzyskała prawa miejskie i rządzi tu burmistrz. Prawdziwą chlubą miasta jest jednak klasztor cystersów, w którym właśnie gości ekipa „Korony królów”. Klasztorem, wpisanym niedawno na listę pomników historii, filmowcy interesowali się już wcześniej. Tu kręcono m.in. zdjęcia do telewizyjnego filmu „Śluby rycerskie, czyli epilog Grunwaldu”, oraz, jak wspomina furtian o. Albert, do jednego z odcinków „Ojca Mateusza”.

Już z daleka klasztorne zabudowania robią imponujące wrażenie, w środku zaś kryją się prawdziwe skarby. To właśnie dobrze zachowane zabytkowe mury i wiele elementów dawnego klasztoru – m.in. kapitularz, fraternia, refektarz czy wspaniały kościół – przyciągały i przyciągają filmowców, tym bardziej że do dzisiaj zachowało się w nim wiele elementów architektury romańskiej. – Klasztor cystersów jest miejscem bardzo nam przyjaznym. To unikatowa budowla, bo właściwie od średniowiecza nie zmieniła się. Dlatego możemy tutaj kręcić – mówi Jacek Sołtysiak, reżyser realizowanych właśnie odcinków serialu.

Eliasz święci ogień

Przyjeżdżając na plan filmowy, trafiamy w sam środek prób przed zdjęciami do jednej z najbardziej dramatycznych scen „Korony królów” – próby ognia. Rozgrywa się ona na przyklasztornym dziedzińcu. Scenę przygotowuje drugi reżyser Szymon Nowak, który usiłuje zapanować nad tłumem statystów, członków grup rekonstrukcyjnych i aktorami. Tłumaczy im, gdzie mają się ustawić i co robić w czasie zdjęć. Wreszcie na planie pojawia się reżyser Jacek Sołtysiak, który udziela wskazówek aktorom. Wśród nich widzimy m.in. Martę Bryłę, Paulinę Lasotę, Sławomira Orzechowskiego i Tomasza Sapryka.

– Kiedy pojawia się królowa, cały tłum się odwraca, kłania, robimy szpaler i królowa dochodzi do tego miejsca. Tłum żywi sympatię dla oskarżonej – instruuje statystów Sołtysiak, a następnie zwraca się do stojących na szafocie mnicha i kata. – Najpierw Eliasz święci ogień. Zaraz po pojawieniu się królowej. A po święceniu wkładasz pręt.

Kim jest ofiara? I na czym polega próba ognia? Tajemnicę wyjaśnia reżyser. – Scena, którą tutaj kręcimy, naprawdę odbyła się w Krakowie przy murach wawelskich. Jedna z naszych bohaterek została posądzona o czary. I tutaj przechodzi próbę ognia, która ma potwierdzić lub zaprzeczyć tym oskarżeniom.

Nie zdradzamy, kim jest ofiara, przekonają się o tym widzowie kolejnych odcinków serialu.

W klasztorze cystersów realizowane są zdjęcia do trzech odcinków serialu. – Część murów klasztornych „gra” Warszawę w czasie procesu Kazimierza Wielkiego z Krzyżakami. Warszawa nie była wówczas wielkim miastem, ale miała już prawa miejskie, i tam odbywał się słynny proces wygrany przez króla – wyjaśnia Jacek Sołtysiak. – Krzyżacy musieli oddać wszystkie zagrabione ziemie i płacić kontrybucję. Klasztor „gra” w serialu trzy różne miejsca.

Wszystko można pogodzić

Zdjęcia na dziedzińcu trwały wiele godzin. W przejmującym zimnie można było się zagrzać przy rozpalonych ogniskach, do których rekwizytorzy podrzucali nieustannie drewniane bale. W powiewach silnego wiatru, z godnym podziwu spokojem, statyści i aktorzy w kostiumach z epoki przez kilka godzin cierpliwie znosili iście syberyjską pogodę. W lepszej sytuacji była reszta ekipy, ubrana w ciepłe, zimowe kurtki. W czasie długiej przerwy aktorzy i statyści mogli się ogrzać, zjeść obiad i odpocząć. W tym czasie na plan przyjeżdżają też aktorzy, którzy wezmą udział w realizacji następnej sceny.

Wraz z fotoreporterem wykorzystaliśmy przerwę i dzięki gościnności cystersów mogliśmy w ekspresowym tempie zwiedzić klasztor, w tym wspaniały kościół. Pochodzi z pierwszej połowy XIII wieku. Został odnowiony, a w ołtarzu głównym znajduje się obraz patronki cystersów, Matki Bożej Miłosierdzia. – Tu ponad sto lat nie było zakonników, są znowu od 1951 roku. Obecnie w klasztorze jest nas 28. Jestem tutaj ponad 35 lat, nigdy nas tylu nie było. Dwóch mamy w seminarium w Panewnikach – mówi furtian o. Albert. – Ekipa „Korony królów” kręciła wcześniej zdjęcia na korytarzu przy kościele, wczoraj w refektarzu. W kwietniu przyjadą ponownie. Wszystko można pogodzić – odpowiada na pytanie, czy obecność filmowców nie przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu klasztoru.

Wracamy na plan, gdzie w korytarzu przed refektarzem powoli zaczynają się przygotowania do realizacji ostatniej w tym dniu sceny. Scenografia jest już gotowa. Ekipa techniczna montuje sprzęt i kamery, zjawiają się statyści i aktorzy. Wśród nich Robert Gonera, czyli bp Jan Grot, jedna z czołowych postaci serialu. – Kręcimy scenę odbywającego się w Warszawie w lutym 1339 roku sądu papieskiego. Legaci papiescy przybywają do Polski, żeby rozstrzygnąć sprawę działań zakonu krzyżackiego na terenie Polski. Zakon nie przysłał na ten proces wielkich mistrzów, a jedynie podrzędnych braci. Według bp. Grota nie są oni partnerami do rozwiązania tego sporu. Legaci jednak podejmują decyzję o prowadzeniu przewodu sądowego – tłumaczy Robert Gonera.

Rozinscenizowana telenowela

Biskup krakowski był ważną postacią historyczną, chociaż kontrowersyjną. Robert Gonera uważa, że nie bardziej niż Kazimierz Wielki. – Był osobą niejednoznaczną w sensie politycznym. Doradzał, z różnym skutkiem, najpierw królowi Władysławowi Łokietkowi, później Kazimierzowi Wielkiemu. Rzeczywiście często stawał w opozycji wobec działań Kazimierza. Krytykował posunięcia króla w zakresie polityki zagranicznej. Był dobrze wykształcony, miał silne koneksje na dworze papieskim w Awinionie, gdzie jeździł w misjach dotyczących polskich spraw. Był zdecydowanym przeciwnikiem Krzyżaków i ciągle namawiał Kazimierza, by nie paktami, ale zdecydowanymi działaniami rozwiązać kwestię krzyżacką. Myślę, że Jan Grot, raz będąc w opozycji, a raz paktując, współpracował z jednym z największych polskich królów.

W refektarzu przekształconym w salę sądową zebrali się legaci papiescy, prokuratorzy królewscy i świadkowie, a także liczni obserwatorzy. Szymon Nowak, drugi reżyser, przeprowadza ostatnie próby. – I tak to robimy – zarządza próbę kamerową reżyser Jacek Sołtysiak. Jest zadowolony, ale zwraca się do statystów. – Prośba do naszych obserwujących: mają państwo absolutnie przytakiwać, że tak było. Że świadkowie mają rację. W sprawie Krzyżaków i tych ziem. Reagują państwo na te zeznania – dodaje, zwracając się do ekipy poza refektarzem. – Nie gadajmy na korytarzu. Po próbie kamerowej udziela ostatnich wskazówek aktorom i rozpoczynają się właściwe zdjęcia.

„Korona królów”, zanim jeszcze przystąpiono do produkcji, spotkała się z atakiem medialnym, z jakim nie spotkał się żaden inny polski serial, a właściwie, jak chcą twórcy, telenowela historyczna. Rzeczywiście pierwsze odcinki nie budziły entuzjazmu, ale z czasem serial nabrał rozmachu, dopracowano scenariusze, dzięki czemu poprawiła się dramaturgia. Robert Gonera uważa, że wybór formuły popularyzującej historię był słuszny. – Nie jest to do końca telenowela kameralna, bo czasami jest dosyć mocno rozinscenizowana. Mamy dużo scen plenerowych, więcej niż początkowo przewidywano. Ta wizyta tu, w opactwie, też jest dowodem, że mimo ograniczonych środków budżetowych staramy się epokę Kazimierza Wielkiego przybliżyć w sposób jak najbardziej wiarygodny. Zresztą każda opowieść z przeszłości jest jakąś wersją kreacji tamtej historii.

Nasze spotkanie na planie „Korony królów” dobiegło końca. Sceny nakręcone w klasztorze cystersów zobaczymy na przełomie kwietnia i maja. Dowiemy się wówczas, kto został poddany próbie ognia. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • fajny film
    06.05.2018 15:05
    Przyznam się, że też spodziewałem się jakiejś niby turecko-brazylijskiej ramoty, ale miło się rozczarowałem. Przy całej umowności a czasem naiwności inscenizacji (to włóczenie się szacownych białogłów samemu po lesie...), sto razy wolę to od biurowych opowieści z warszawskiego Mordoru. Jest pewien klimat i baśniowy nastrój, jakby z Wiedźmina, ale i nasi przodkowie wypadają nieźle, bardziej racjonalni, kulturalni i rycerscy niż dzisiaj bywa. Tylko ci zbójowie na drogach, zwłaszcza za Będzinem, psują człowiekowi humor. Na szczęście królewska ekipa rozprawia się z nimi bez zbędnych ceregieli. Można odetchnąć Normalnością.
  • Seitz
    06.05.2018 17:35
    Serial bardzo udany, bajkowy. Jednak dobrze pokazuje przyczyny upadku państwa w wiekach wcześniejszych i pozniejszych. Zdrady, intrygi, niemożność zaufania komukolwiek bo każdy bohater kogoś zdradził łącznie z najbliższym otoczeniem króla. Jałowość ich wiary, niezwykły bałagan organizacyjny na samym dworze, mało pracy a huczne zabawy codziennie. Tego nie dostrzegasz boś chyba Waćpan sprzed Będzina. Może nawet z szlachty rodem. Oby nie tej szlachty, co Polskę sprzedała.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10
    11 12 13 14 15 16 17
    18 19 20 21 22 23 24
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    1°C Niedziela
    noc
    -1°C Niedziela
    rano
    3°C Niedziela
    dzień
    4°C Niedziela
    wieczór
    wiecej »