Bohater niezbędny

Można sobie wyobrazić odrodzenie polskiej państwowości bez aktywności Piłsudskiego, Paderewskiego czy Dmowskiego. Bez Korfantego przyłączenie do Polski Górnego Śląska nie byłoby możliwe.

Prezydent Andrzej Duda, przedstawiając program obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości, wymienił sześciu szczególnie zasłużonych dla tej sprawy polityków, których nazwał „ojcami niepodległości”. To Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński, Wojciech Korfanty oraz Ignacy Jan Paderewski. Czym zasłużyli sobie na tak zaszczytny tytuł ? Zacznijmy od Wojciecha Korfantego.

20 czerwca 1922 r. Wojsko Polskie pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego wkraczało do Katowic. W czasie uroczystości na rynku dokonał się symboliczny akt przekazania państwu polskiemu suwerenności nad częścią Górnego Śląska. Było to wydarzenie niezwykłe, jeszcze kilka lat wcześniej nie mieszczące się w planach żadnego polskiego polityka, poza jednym – Wojciechem Korfantym. „Było to spełnieniem marzeń mego życia i najpiękniejsza nagroda za mą pracę”, wspominał później tę chwilę.

Lubił ryzykować

Gdy wchodził do polityki na Górnym Śląsku, głosy polskich wyborców zbierała przeważnie katolicka partia Centrum, której Korfanty w 1903 r. rzucił wyzwanie, wstawiając do programu wyborczego polskie postulaty. Górnoślązacy uchodzili wtedy za mówiących polską gwarą Prusaków, dlatego propozycja Korfantego była ryzykowna. Nawet jego współpracownicy nie liczyli na sukces. Sądzili, że ta kandydatura pozwoli policzyć polskie głosy, co przyda się w przyszłości. Tymczasem na skutek rozbicia głosów niemieckich i późniejszego wsparcia ze strony socjalistów Korfanty zdobył mandat jako pierwszy narodowy poseł z Górnego Śląska. Na ulice Katowic wyszedł wtedy rozradowany polski tłum i po raz pierwszy zaśpiewano „Jeszcze Polska nie zginęła”. Odtąd stale był obecny w polityce, zdobywając rozgłos nie tylko na Górnym Śląsku, ale także w Wielkopolsce i na Pomorzu. Do pracy parlamentarnej był świetnie przygotowany. Biegle posługiwał się językami: niemieckim, angielskim i francuskim. Jego wystąpienia robiły wrażenie nawet na Niemcach. Jednocześnie miał sporo szczęścia w polityce. W 1912 r. przegrał rozgrywkę we własnym obozie i musiał wycofać się z kandydowania w wyborach do Reichstagu. Jego kariera załamała się. Szansę nieoczekiwanie dostał w czerwcu 1918 r., w czasie wyborów uzupełniających do Reichstagu, które zdecydowanie wygrał. I znów zaryzykował, występując w Reichstagu w październiku 1918 r. z przemówieniem, w którym zażądał przyłączenia do nieistniejącego jeszcze państwa polskiego wszystkich ziem polskich zaboru pruskiego oraz Górnego Śląska. Ta mowa uczyniła z niego bohatera w całej Polsce, a Niemców przekonała, że jest ich głównym wrogiem.

– Można mówić o wielu niezwykłych cechach, które prezentował w swej działalności politycznej Wojciech Korfanty, dla mnie jednak najbardziej fascynujący jest sposób, w jaki ten intelektualista, sprawny w analizowaniu rzeczywistości, świetnie poruszający się na międzynarodowych salonach, potrafił nawiązać kontakt z prostymi ludźmi – mówi prof. Ryszard Kaczmarek z Uniwersytetu Śląskiego, autor wielu prac z historii Górnego Śląska w XX w., a obecnie redaktor nowej edycji „Słownika Powstań Śląskich”. – W czasie plebiscytu na spotkania z nim przychodziły tysiące ludzi, a on potrafił wyrazić ich emocje, marzenia, postulaty – dodaje. Autorytet Korfantego w polskim obozie w tym czasie nie był przez nikogo kwestionowany. Niemcy nie mieli polityka równie popularnego, który w podobny sposób potrafiłby wyrażać społeczne nastroje i odczucia Górnoślązaków. Jeden z liderów niemieckiego obozu katolickiego ks. prałat Carl Ulitzka, proboszcz z Raciborza, choć był znanym i popularnym politykiem partii Centrum, nie miał tych atutów. Niemiecka prawica pamiętała, że był jednym z sygnatariuszy traktatu wersalskiego, którego postanowienia uważała za zdradę narodowych interesów. Jego pozycję kwestionowały także środowiska lewicowe oraz liberalne. No i nie był tak utalentowanym mówcą wiecowym jak Korfanty. – Jednocześnie – dodaje prof. Kaczmarek – Korfanty był politykiem pragmatycznym, który zdawał sobie sprawę z tego, jakie znaczenie miał niemiecki kapitał dla gospodarki Górnego Śląska. Już w sierpniu 1921 r. zachęcał jego przedstawicieli do pogodzenia się z nową rzeczywistością i państwem polskim. Jeśli to nastąpi, zapewniał, interesy będą się rozwijać nie gorzej jak przed 1914 r. w Cesarstwie Niemieckim.

Chadek

Korfanty w swej działalności publicznej głosił przywiązanie do Kościoła i podpisywał się pod programem ruchu chrześcijańsko-demokratycznego, którego był jednym z najważniejszych przedstawicieli w tym czasie. Nie oznacza to, że jego działalność w kręgach kościelnych na Górnym Śląski była powszechnie akceptowana. Różne oceny były pochodną nie tylko podziałów narodowościowych. Ks. prof. Jerzy Myszor, autor wielu prac z historii Kościoła na Górnym Śląsku, zwraca uwagę, że także spora część polskiego duchowieństwa odnosiła się do Korfantego z rezerwą, obawiając się wykorzystania przez polityków, nie tylko Korfantego, więzi i emocji religijnych. Radykalizm haseł Korfantego, gdy wystąpił przeciwko katolickiej partii Centrum, wyrażającej także część postulatów polskiej społeczności na Górnym Śląsku, wywołał w szeregach duchowieństwa obawy, że walka wyborcza przeniesie się na parafie, rozbijając lokalne wspólnoty i wprowadzając w nie spory narodowościowe. Pełną rezerwy postawę wobec Korfantego zajmowali m.in. jeden z liderów duchowieństwa górnośląskiego przed I wojną światową ks. infułat Jan Kapica oraz późniejszy błogosławiony ks. Emil Szramek, który w okresie międzywojennym był proboszczem parafii Mariackiej w Katowicach, a więc wspólnoty, do której należał Korfanty. Podobno miał się wyrażać, że w życiu parafialnym polityk nie jest specjalnie aktywny. Jednocześnie, podkreśla ks. prof. Myszor, byli wybitni śląscy duchowni, jak ks. Paweł Brandys czy ks. Michał Lewek, którzy już w okresie plebiscytu i powstań związali się z Korfantym i wspierali go również później. – Nie ulega jednak wątpliwości – dodaje ks. Myszor – że dla Ślązaków o polskich przekonaniach Korfanty był symbolem tego wszystkiego, co wydarzyło się w latach 1918–1921.

Cud na Odrą

Najważniejsze decyzje przyszło Korfantemu podejmować w ostatnich dniach kwietnia 1921 r., po przegranym przez Polskę plebiscycie. Od francuskich przyjaciół z Komisji Międzysojuszniczej dowiedział się, że alianci zamierzali przyznać Polsce jedynie część spornych terenów. Biorąc cały ciężar odpowiedzialności na siebie, zdecydował o rozpoczęciu 3 maja 1921 r. powstania i ogłosił się jego dyktatorem. Korfanty czytał Clausewitza i wiedział, że wojna jest kontynuacją polityki, tylko innymi środkami. Powstanie zaplanował jako demonstrację zbrojną, mającą zmusić aliantów do korzystnych dla Polski decyzji politycznych. Wskazana przez niego granica na Odrze, tzw. linia Korfantego, czytelnie zapisywała polskie postulaty w świadomości europejskich polityków. Trzon powstańczych oddziałów, liczących ponad 40 tys. ochotników, stanowili Górnoślązacy, przeważnie miejscowi robotnicy. Ta plebejska, bitna, ale i karna armia w konspiracyjnych warunkach została przygotowana przez Polską Organizację Wojskową (POW) Górnego Śląska. Wspierali ją ochotnicy z całej Polski, w tym wielu zawodowych wojskowych, skierowanych na Śląsk po zakończeniu wojny z bolszewikami. Powstańcy szybko opanowali prawie cały obszar plebiscytowy. Korfanty nie kierował walkami, ale sprawdził się jako organizator cywilnej administracji, tworzonej na kontrolowanych przez powstańców terenach.

Jednak pod koniec maja 1921 r. siły niemieckie przeszły do kontrofensywy. Najbardziej krwawe walki toczyły się o masyw Góry Świętej Anny. Powstańcy musieli się stamtąd wycofać, ale natarcie niemieckie zostało zatrzymane. W lipcu podpisany został rozejm. W sensie politycznym powstanie zostało rozstrzygnięte12 października 1921 r., kiedy Rada Ligi Narodów zdecydowała o podziale Górnego Śląska. Do Polski przyłączono najbardziej przemysłową jego część. Znaczenie powstania podsumował Wojciech Korfanty słowami: „Cud nad Wisłą uratował Polskę od zguby, cud nad Odrą dał Polsce Śląsk”.

Skutki „cudu” były dalekosiężne. Bez śląskiego przemysłu niemożliwa byłaby stabilizacja gospodarcza w latach 20. i wprowadzenie mocnego złotego, co pozwoliło na dalszą industrializację kraju, m.in. budowę portu w Gdyni. Dziedzictwem tamtego zrywu były nie tylko wartości materialne. Autonomiczne województwo śląskie było dobrą szkołą regionalnej samorządności i w tamtym historycznym momencie stanowiło udaną próbę łączenia interesów partykularnych z ogólnonarodowymi. Śląski styl pracy, odpowiedzialności, społecznie wrażliwego katolicyzmu dopełnił katalog wartości kształtujących polski etos narodowy.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5
    5°C Poniedziałek
    wieczór
    4°C Wtorek
    noc
    3°C Wtorek
    rano
    4°C Wtorek
    dzień
    wiecej »