Dzieci też mają (mieć) głos

Głosowanie rodzinne to nie pomysł rodem z Księżyca. Warto o nim podebatować.

Kiedy na wiosennej konwencji Zjednoczonej Prawicy Jarosław Gowin zaproponował wprowadzenie w Polsce głosowania rodzinnego, internet eksplodował. Przede wszystkim śmiechem albo oburzeniem. Rodzice dysponujący głosami dzieci? Absurd! Po co? I kto miałby podjąć decyzję, na kogo oddać dodatkowe głosy, jeśli matka woli Jarosława Kaczyńskiego, a ojciec Grzegorza Schetynę? A co, gdy syn jest zwolennikiem Pawła Kukiza, córka zaś chodzi na czarne protesty? Co z rodzinami żyjącymi w ponownych związkach? Kto zagłosuje za sieroty? Dyrektor domu dziecka? W komentarzach wymyślano najbardziej absurdalne sytuacje, niewielu było zaś takich, którzy zagłębili się w genezę pomysłu. Większość internautów oceniła, że Jarosław Gowin po prostu „odleciał”, a głosowanie rodzinne wymyślił między śniadaniem i konferencją prasową. Tymczasem chodzi o pomysł, nad którym debatuje się od pół wieku na całym, gwałtownie starzejącym się świecie. Także po to, by ratować demokrację, w której za kilkadziesiąt lat kontrolę nad państwem sprawować będą wyborcy po sześćdziesiątce. Dlaczego tak poważny dylemat nie miałby zajmować polityków? – Bo dziś się nie dyskutuje. Dziś się krytykuje. A krytyka różnych pomysłów nie zależy od pomysłu, tylko od tego, kto go zgłosił – skomentował wiosenną burzę w sieci Robert Gwiazdowski.

Młodzi ofiarą transformacji

Głosowanie rodzinne to idea znana na świecie pod nazwą „Demeny voting” od nazwiska demografa prof. Paula Demeny’ego z Uniwersytetu Princeton, który opracował ją w połowie lat 80. ub. wieku. Pierwsi pomysłem zainteresowali się Japończycy, gdzie liczba dzieci jest już ponaddwukrotnie mniejsza niż liczba seniorów. Na ten temat dwa razy debatował Bundestag. Wprowadzenie głosowania rodzinnego rozważano na Węgrzech. Trudno sympatię dla pomysłu przypisać wyłącznie lewicy albo prawicy. Tym bardziej że w 2004 r. „Demeny voting” rekomendował Radzie Europy specjalny zespół ekspertów, autorów Zielonej Księgi „Przyszłość demokracji w Europie”.

W Polsce na jednego emeryta przypada trzech obywateli w wieku produkcyjnym. Ale prognozy GUS wskazują, że za trzy dekady będzie prawie remis (1:1,5). – Dominującą grupą o spójnych interesach w demokracji i w państwie będą wtedy emeryci. Dziś mają jedną czwartą puli wyborczej, w 2050 r. będą mieć ponad 40 procent. To oni zadecydują, kto będzie w państwie rządził i jaki program realizował – mówi Piotr Trudnowski, redaktor naczelny portalu Jagielloński24, a wcześniej jeden z autorów programu partii J. Gowina.

Nigdy dość powtarzania, że demokracja nie jest pustym sloganem, ale realną próbą sił różnych grup społecznych. Jeśli jedna z nich zdominuje inne, będzie to miało wpływ na priorytety i wydatki państwa. Zwłaszcza gdy mowa o elektoracie zdyscyplinowanym, który interesuje się sprawami publicznymi i chętnie chodzi na wybory (w odróżnieniu od młodych, zamkniętych w swoim świecie). Już w minionych dekadach można było przekonać się, że poszczególne partie układają swoje programy głównie pod starszych wyborców. – Uważam, że największą ofiarą polskiej transformacji było młode pokolenie. Dlaczego? Bo nie miało politycznej reprezentacji. Miały ją za to grupy, które posiadały wspólny interes zawodowy albo były dość łatwo identyfikowalne i zdyscyplinowane – wylicza Bartosz Marczuk, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, a wcześniej ekspert Związku Dużych Rodzin 3 Plus.

W jego ocenie głosowanie rodzinne zostało wymyślone właśnie po to, by zrównoważyć dominację grupy wyborców uzależnionych od świadczeń i zwiększyć w tej części społeczeństwa, która jest aktywna na rynku pracy, poczucie realnego wpływu na politykę państwa.

Jeden człowiek, jeden głos

Niewybredne żarty w sieci na temat „Demeny voting” zupełnie pomijają fakt, że w ogromnej większości chodzi o dysponowanie głosami małych dzieci, niemających jeszcze żadnych poglądów, a w całym pomyśle chodzi o wzmocnienie w demokratycznym procesie interesu rodziny. Mama i tata, wrzucając kartki do urn, przeważnie kierują się swoją sytuacją życiową i przyszłością własnych dzieci. Jeśli stanowić będą znaczący elektorat, niewątpliwie wpłyną na programy wszystkich ugrupowań, tak by bardziej uwzględniały przyszłe dekady, co jest istotne np. przy podejmowaniu decyzji dotyczących zadłużania państwa.

Fałszywa jest także argumentacja, że głosowanie rodzinne narusza żelazną zasadę demokracji: „Jeden człowiek, jeden głos”. – Ta zasada dalej jest zachowana, bo niezależnie od tego, czy głos przypisany jest komuś, kto ma rok, dziesięć czy siedemnaście lat, to nadal jest człowiek – przekonuje Bartosz Marczuk. Nie ma więc mowy o wprowadzeniu cenzusu, o przyznawaniu komuś większej liczby głosów za wykształcenie albo posiadany majątek.

Myśli się też w innych krajach nad technicznymi rozwiązaniami, pozwalającymi dysponować głosami dzieci w sytuacjach, gdy rodzice wybierają różne partie. – Jedna koncepcja zakłada oddanie decyzji matce. Ta poważniej rozważana mówi o wprowadzeniu kart wyborczych odmiennego koloru na dzieci. Idzie za tym inna waga, na jedno dziecko rodzice dostają na przykład po pół głosu – wylicza Piotr Trudnowski. Jego zdaniem bez problemu można rozwiązać też aspiracje nastolatków o bardzo już skrystalizowanych poglądach – wprowadzając dla nich państwowy egzamin, po którym zyskuje się czynne prawo wyborcze. Rzecz jasna wszystkie te innowacje wymagają zmiany konstytucji.

Bądźmy pragmatyczni

Skoro to tak sensowne rozwiązanie, to dlaczego żaden kraj nie zdecydował się dotąd na wprowadzenie go? Zdaniem moich rozmówców to tylko kwestia czasu. Co ciekawe, na poziomie akademickim i eksperckim panuje co do tego zgoda ponad podziałami. Natomiast im mniejsza wiedza wśród publicystów, a zwłaszcza internautów, na temat zagrożeń, jakie nas czekają, tym większa niechęć (czy wręcz agresja) wobec proponowanych zmian. Jakub Bińkowski, ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, apeluje o większy pragmatyzm w debacie nad głosowaniem rodzinnym. – Wiemy, że struktura demograficzna na pewno się zmieni. W związku z tym osoby budujące dobrobyt państwa, prowadzące firmy, mające rodziny na utrzymaniu, kształcące dzieci, robiące większe zakupy, a więc odprowadzające więcej podatków pośrednich – zostaną pozbawione siły politycznej. Będzie problem? Będzie. To teraz zastanówmy się, jak mu przeciwdziałać – mówi J. Bińkowski. W tej chwili jest na stole pomysł głosowania rodzinnego. – Jeśli ktoś fundamentalnie z nim się nie zgadza, powinien przedstawić alternatywne rozwiązanie problemu. Na razie żadna inna propozycja w debacie publicznej nie padła – zauważa ekspert ZPiP.

Piotr Trudnowski jest przekonany, że takie propozycje padną, choćby ze strony ugrupowań radykalnych rosnących w Europie w siłę, i będą dotyczyć np. pozbawienia prawa głosu osób starszych, niepłacących podatków. I to będzie realne naruszenie zasad. – Głosowanie rodzinne daje szansę, by uwierzyć w demokrację, której kryzys jest powszechny. Wpuszczenie świeżego powietrza jest szansą, by skrajnie populistyczne ruchy nie zaczęły narzucać tonu – dodaje P. Trudnowski.

Warto też podkreślić, że głosowanie rodzinne nie jest „przeciw komuś”. Nikt nie zakłada, że nasi seniorzy będą podejmowali nieodpowiedzialne decyzje. Co więcej, wprowadzenie w Polsce „Demeny voting” w 2050 r. i tak nie zmieni ich dominacji, lecz jedynie zmniejszy jej skalę, co pokazuje symulacja przeprowadzona przez portal Jagielloński24.

– W takiej kalkulacji głosy emerytów stanowić będą 35 proc. wszystkich głosów, a więc ciągle istotnie więcej niż dziś! Siła głosu osób przed 45. rokiem życia wraz z dziećmi stanowić będzie 43 proc. całej puli, a więc mniej, niż wynosi dziś liczba głosów osób w wieku produktywnym bez premii za głosy ich dzieci. Oznacza to, że najmocniejsza obecnie grupa głosujących w przedziale wiekowym 18–44 nie utrzyma swojego wpływu w procesie wyborczym nawet wówczas, gdy pozwolimy im rozporządzać głosami dzieci! – mówi Piotr Trudnowski.

Argumentem najpoważniejszym powinno być jednak przeniesienie punktu ciężkości z myślenia liberalnego na wspólnotowe, uwzględniające także los przyszłych pokoleń. Demokracja pogrążona w kryzysie, coraz bardziej skupiona na indywidualnym „tu i teraz”, pilnie potrzebuje republikańskiej korekty. Być może to powinien być jeden z głównych wątków debaty konstytucyjnej w Polsce. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • lin
    10.07.2018 12:18
    Z treści artykułu przebija slabo skrywana niechęć do starszych obywateli, którzy jakoby mają za duży wpływ na politykę, w odróżnieniu od osób młodych. Ja mam zatem pomysł w odwrotną stronę. A mianowicie prawo głosu tylko dla legalnie pracujących. lenie i nieroby niech są głosu pozbawione. W przeciwnym razie zawsze będą wygrywać w Polsce populiści, którzy obiecają jeszcze więcej socjalu kolejnym grupom społecznym. Czy to jest sprawiedliwe? Tak, bowiem płacę podatki to mam prawo decydować jak będą one dzielone i czyimi rękami.
  • Marcin
    10.07.2018 14:06
    To ten sam tok myślenia, co "bykowe", czyli karanie ludzi za brak dzieci. To już kiedyś było, i wciąż wraca, ludzie mający dzieci są ludźmi o większych prawach. Dlatego nigdy nie zagłosuję na PiS i ich przystawki.
  • zniesmaczony
    10.07.2018 19:32
    "Kiedy na wiosennej konwencji Zjednoczonej Prawicy Jarosław Gowin zaproponował" -- Niema jak zacząć od reklamy partii politycznej. Nieważne że to partia kanapowa składająca się z Gowina i "przyjaciół", nieważne, że to zupełna nieprawda, nieważne że pierwszy był LPR. Ważna reklama:(
  • velario
    11.07.2018 22:16
    1. Skoro mielibyśmy dać dzieciom czynne prawo wyborcze (realizowane przez ich rodziców), to dlaczego także nie bierne? Na posła mógłby zostać wybrany dwuletni brzdąc, a tatuś podejmowałby za niego decyzje podczas głosowania. Warto przy tym mieć na uwadze, jak słodko taki "kandydat" na posła prezentowałby się na plakatach wyborczych! 2. Uważam, że zdecydowanie bardziej sprawiedliwe byłoby uzależnienie siły głosu nie od liczby posiadanych dzieci, lecz od wysokości płaconego podatku dochodowego. Skoro - w przeciwieństwie do tych, którzy podatków w ogóle nie płacą - utrzymuję to Państwo, to ja powinienem mieć możliwość decydowania o jego losach w odpowiednio wyższym stopniu. 3. Podsumowując - mój stosunek do głosowania rodzinnego wyrażają dwa słowa: NIE i NIGDY.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    25 26 27 28 29 30 1
    2 3 4 5 6 7 8
    9 10 11 12 13 14 15
    16 17 18 19 20 21 22
    23 24 25 26 27 28 29
    30 31 1 2 3 4 5
    0°C Piątek
    wieczór
    -1°C Sobota
    noc
    -1°C Sobota
    rano
    -1°C Sobota
    dzień
    wiecej »