Luter nie kontrolował reformacji

O związkach między kalwinizmem a kapitalizmem, kłopotach średniowiecznego Kościoła i o tym, czy protestantyzm przestanie istnieć, mówi prof. Brad Gregory.

Jakub Jałowiczor: Czy zasada sola scriptura podminowała zachodnią cywilizację?

Prof. Brad Gregory: Ta doktryna miała najpoważniejsze konsekwencje ze wszystkich idei reformacji. Chodzi w niej nie o jakąś kwestię, która znajduje się w Biblii, ale o źródło, fundament interpretacji Pisma. Dlatego, z powodu istnienia wielu różnych Kościołów i ich interpretacji, bo w XVI w. było ich wiele, skutki tego nauczania prowadziły do powstania pluralizmu i wielu konfliktów. Wywołała w ten sposób problemy, z którymi zmagamy się i dziś.

Pluralizm jest problemem? To źle, że mamy różne Kościoły i wiele filozofii szkół myślenia i interpretacji Biblii?

Słowo „pluralizm” bywa wytrychem. Jest on traktowany jak coś z zasady dobrego. Według mnie to naiwne. Nawet ktoś, kto używa tego określenia w taki sposób, chyba zgodziłby się, że trzeba wykluczać pewne poglądy, jak rasizm czy uzasadnianie ludobójstwa. Mamy teraz cywilizację, w której prawo do indywidualnego wyboru jest tak szanowane, że powoduje to problemy.

Czy to, że w dzisiejszych czasach mówi się tyle o tolerancji, zróżnicowaniu itp., to skutki reformacji?

W wiekach XVI i XVII powstał dylemat: jak ma być zorganizowane społeczeństwo i jak ludzie mogą koegzystować we względnej harmonii, skoro tak się różnią w podstawowych sprawach? Rozwiązaniem było poszanowanie indywidualnego wyboru – jednostki mogą wybierać, w co wierzą, a władza polityczna chroni ich wybór. To rozwiązanie problemów stało się źródłem innych, początkowo niezauważanych.

Czyli konsekwencją reformacji był wzrost siły władzy politycznej. Jednak nie wynikało to wprost z nauki Lutra.

To prawda. Kościoły zaczęły być bardziej zależne od władców. To rezultat wojen religijnych. Tylko te formy protestantyzmu, które dostały państwową ochronę, przetrwały. Takie związki istniały w państwach niemieckich. W Anglii władca wręcz założył nowe wyznanie. To mogło się stać też w Polsce. Trudno dziś wyobrazić sobie Polskę jako niekatolicki kraj, ale tak mogło być. Czechy mają wielu protestantów po reformacji z początku XVII wieku. Państwo stało się najważniejsze, Kościoły zaczęły być zależne od władzy, a monarchowie wpływali na ich kształt. Dlatego Polska jest dziś katolicka, Niemcy – przeważnie protestanckie, ale są regiony katolickie, Szwajcaria – podzielona między protestantów i katolików, Francja – katolicka z małą mniejszością protestancką, Anglia – anglikańska z niedużą grupą katolików itd.

Czy to wszystko było celem Marcina Lutra? Czy on kontrolował sytuację?

Nie, on nie kontrolował tego, co rozpoczęła reformacja. W latach 20. XVI w. był pod ścianą. Myślał, że to koniec świata i lada moment przyjdzie Chrystus. Tym bardziej nie przewidział długofalowej sekularyzacji i spadku znaczenia chrześcijaństwa. Pewnie byłby zaskoczony, gdyby to wszystko zobaczył. Luter miał bardzo pesymistyczną wizję ludzkiej natury – upadłej, pełnej grzechu, cierpiącej. Powiedziałby pewnie: no tak, grzech pierworodny jest ogromnie niszczący, a diabeł walczy przeciw człowiekowi.

Sukces reformacji jest chyba dowodem na słabość późnośredniowiecznego Kościoła.

Wielu mediewistów zgodziłoby się, że w wiekach XIV i XV Kościół nie był tak mocny jak we wcześniejszych stuleciach. Czarna śmierć, papieże rzymscy i awiniońscy, wiele ruchów, jak husyci w Czechach… W tym czasie w Kościele było mnóstwo reformatorów, którzy próbowali sobie jakoś radzić z tymi problemami. Luter nie był pierwszą osobą, która widziała, że coś jest nie tak. Jako pierwszy jednak wymknął się spod kontroli. Trudno zrozumieć, co stało się w XVI w., jeśli nie weźmie się pod uwagę wrażliwości Kościoła w tamtym czasie. Wielu hierarchów, łącznie z renesansowymi papieżami, zajmowało się zdobywaniem pieniędzy i stawianiem wielkich budynków albo patronowaniem artystom. Narażali się zatem na krytykę, że nie zachowują się jak następcy św. Piotra.

Z kolei dziś kraje protestanckie szybko się ateizują. Może to koniec ruchu, który trwał 500 lat?

Myślę, że można mówić o końcu europejskich państw protestanckich. Jednak dziś wzrost protestantyzmu obserwuje się nie w miejscach tradycyjnie związanych z reformacją, ale w ruchu pentekostalnym, który powstał w USA na początku XX wieku. Charyzmatyków, dla których mniej ważna jest teologia, a bardziej doświadczenie Ducha Świętego, interwencja Boga w życiu i doświadczenie wspólnoty, jest na świecie 500 mln. To ogromnie dużo, połowa liczby katolików. Zatem na pewno protestantyzm jako całość nie umiera. Natomiast europejska tradycja protestancka, która ukształtowała się w erze reformacji, jest w bardzo poważnym kryzysie.

Mówimy o negatywnych konsekwencjach reformacji. Były jakieś pozytywne?

Na pewno zachęta do bliskości ze słowem Bożym. Czytanie Biblii na własną rękę w rodzimym języku to specyfika protestantyzmu. W katolicyzmie rozpowszechniło się to dopiero po II Soborze Watykańskim. W wiekach XVI i XVII istniały tłumaczenia Biblii na języki narodowe, ale zasadniczo jej czytanie nie było częścią duchowości świeckich. Innym skutkiem jest popularyzacja katechizmu i edukacji katolickiej. Także położenie nacisku na znaczenie jednostki i jej osobistego wyboru. Samo w sobie jest to dobre. Jeśli wyboru nie ma, dochodzimy do jakiegoś rodzaju autorytarnej opresji – religijnej albo państwowej, co jest także polskim doświadczeniem XX wieku. Według mnie problem z indywidualnym wyborem zaczyna się wtedy, kiedy jest on za bardzo wyniesiony na piedestał.

W zeszłym roku celebrowano 500. rocznicę wystąpienia Lutra. Czy nasza cywilizacja – nie mówię o samych katolikach – ma powody do świętowania?

W przeciwieństwie do tego, co działo się w 1917 r., nawet 1967 r., wielu naukowców (także protestanckich) raczej wspominało niż świętowało. Uczestniczyłem w dyskusji w małym luterańskim college’u w USA. Tam oczywiście świętowano, więc słuchacze nie byli zachwyceni tym, że nie chwalę Lutra. Zasadniczo wracamy do pytania o dobre i złe skutki reformacji. Problemem z oceną zjawisk społecznych jest to, że nie znamy końca historii. Nie wiemy, co się będzie działo w ciągu kolejnych 50 lat. Gdyby w 1910 r. zapytano ludzi w Europie, czy imperializm, nacjonalizm i kolonializm niosą światu rozwój, odpowiedzieliby: oczywiście. A co powiedzieliby 10 lat później?

Może Wall Street powinna świętować?

Jak najbardziej. Jeśli ktoś uważa, że liczy się to, żeby mieć więcej pieniędzy, to skoro reformacja do tego doprowadziła – ma powód do radości.

A doprowadziła? Max Weber pisał o związkach protestanckiej etyki z kapitalizmem. Jednak są tacy historycy, których zdaniem kapitalizm zaczął się we włoskich faktoriach handlowych jeszcze przed reformacją.

Jestem krytyczny wobec wizji Webera. Owszem, kalwińska zasada predestynacji, czyli przeznaczenia do zbawienia lub potępienia, sprawia, że jedyne, co możesz zrobić, to patrzeć na swoje życie. Jeśli jesteś pracowity i dajesz sobie radę, to widocznie jesteś przeznaczony do zbawienia. Te cechy, jeśli przeskoczymy do XVIII i XIX w. i odetniemy się od religijnego podłoża, są typowe dla osób, które ciężko pracują i odnoszą sukces. Jednak jednostki zachłanne, nastawione na handel i zysk, były we Włoszech, Niemczech czy Antwerpii. Stąd boom handlowy w północnej Europie, w którym uczestniczyli na początku zarówno katolicy, jak i protestanci czy Żydzi.

Jaką propozycję ma dziś protestantyzm dla zachodniej cywilizacji? Mamy 30 tys. protestanckich denominacji.

One bardzo się różnią. Trudno chrześcijan pentekostalnych porównywać z anglikanami, bardzo intelektualnie podchodzącymi do religii liberalnymi luteranami albo tymi, dla których przeniesienie przez Donalda Trumpa ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy przybliża powtórne nadejście Chrystusa. I dlatego trudno odpowiedzieć. Katolicyzm też ma różne skrzydła, ale istnieje Magisterium, dokumenty kościelne itp.

Czy w takim razie ma sens mówienie o prawosławiu, katolicyzmie i protestantyzmie? Nie należałoby mówić o prawosławiu, katolicyzmie, luteranizmie, kalwinizmie i Kościele pentekostalnym?

Piszę w książce o tym, że choć to rozróżnienie jest w częstym użyciu („katolicy robią tak, a protestanci tak”), to nie można porównywać katolicyzmu z protestantyzmem ze względu na zróżnicowanie tego drugiego. Pluralizm protestanckich Kościołów jest spełnieniem zasad samego protestantyzmu. Tu wracamy do zasady sola scriptura. Marcin Luter miał swoje doświadczenie, ale nie każdy, kto czyta Biblię, ma takie samo i podobnie rozumie słowo Boże. Na pewno prawosławnych łatwiej porównywać z katolikami – w kwestiach teologicznych, ale także jeśli chodzi o strukturę, bo zachowali tę apostolską. Protestantyzm jest zupełnie inną formą chrześcijaństwa. •

Prof. Brad Gregory

ur. w 1963 r., historyk; tytuły naukowe zdobywał m.in. w Princeton i na Katolickim Uniwersytecie Leuven w Belgii, wykłada na Uniwersytecie Notre Dame w Indianie. Jest autorem m.in. książki o historii reformacji.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • h
    08.07.2018 10:16
    Nie ma czegoś takiego jak "kościoły" protestanckie, czy prawosławne. Kościół Chrystusowy jest jeden i jest to Kościół Katolicki z Tradycją, papieżem i sukcesją apostolską.
  • gut
    08.07.2018 14:24
    /Bóg prosi tylko, abyś zaliczył siebie do tych, których kochasz./
    /Neale Donald Walsch, „Rozmowy z Bogiem”/
  • tomak
    11.07.2018 13:25
    "W Anglii władca wręcz założył nowe wyznanie. To mogło się stać też w Polsce." To nonszalanckie myślenie Brada Gregory'ego. NIE, w Polsce nigdy nie było odpowiednika Henryka VIII, który ogłosiłby się głową lokalnego Kościoła. To, co zrobił Henryk, było obrzydliwą uzurpacją i bluźnierstwem wobec Boga. To on, a potem jego następcy uczynili z religii chrześcijańskiej wygodną dla siebie ideologię, wzmacniającą ich rządy. To oni religię poddali całkowicie swojej polityce. A tych, którzy się na to nie zgadzali karali więzieniem, wygnaniem, zaborem mienia, a także (często) śmiercią. W Polsce było zupełnie inaczej. Nasi królowie nie wymagali religijnej lojalności, nie uważali się za właścicieli religii, nie ingerowali w liturgię a nawet w dogmaty wiary, pozwalali innowiercom żyć w granicach Rzeczpospolitej. Kalwiniści mogli żyć w Polsce, katolicy w Anglii NIE!!!. Tam byli krwawo prześladowani (św. Edmund został ścięty z rozkazu królowej Elżbiety I). Tu nie ma żadnego porównania. Pan profesor musi jeszcze wiele rzeczy poznać z historii Polski, by nie popełniać szkolnych błędów.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 31 1
    2 3 4 5 6 7 8
    20°C Wtorek
    rano
    25°C Wtorek
    dzień
    25°C Wtorek
    wieczór
    22°C Środa
    noc
    wiecej »