Były szef ABW usłyszał zarzuty prokuratorskie

B. szef ABW Krzysztof Bondaryk usłyszał we wtorek w Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku zarzuty w sprawie przyjęcia do służby w Agencji na funkcję jego doradcy, osoby, co do której istniały okoliczności powodujące ryzyko podatności na szantaż lub wywieranie presji - podała Prokuratura Krajowa.

Prokuratura postawiła w związku z tym Bondarykowi zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków i uznała, że działał on w celu osiągnięcia korzyści majątkowych przez tę osobę. Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte z zawiadomienia ABW. Bondaryk nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

PK podała, że w sprawie chodzi o jednego z pracowników cywilnych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który miał podrobione świadectwo ukończenia studiów podyplomowych, a mimo to rozkazem Bondaryka 21 grudnia 2007 roku został przyjęty do służby w Agencji i mianowany funkcjonariuszem w służbie stałej na stanowisku doradcy szefa ABW.

Do zatrudnienia - podała PK - doszło pomimo tego, że w toku postępowania sprawdzającego "ustalono, że kandydat uzyskał i posługiwał się stwierdzającym nieprawdę dokumentem – świadectwem ukończenia studiów podyplomowych w Instytucie Organizacji i Zarządzania w Przemyśle +ORGMASZ+ z siedzibą w Warszawie".

Od grudnia 2007 do 2015 r. osoba ta osiągała dochody rzędu kilkunastu tys. zł miesięcznie i sprawowała także funkcję członka rad nadzorczych - podała PK. Ogółem w tym okresie osiągnęła prawie 2 mln zł z pracy w ABW i ponad 271 tys. zł z rad nadzorczych - wyliczyła.

Według prokuratury "Krzysztof B. (...) w ten sposób działał na szkodę interesu publicznego, poprzez narażenie wizerunku, autorytetu i prawidłowego funkcjonowania ABW jako organu realizującego zadania ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i jego porządku konstytucyjnego".

Prokurator zarzucił także gen. Bondarykowi niedopełnienie obowiązków - niezawiadomienie prokuratora lub policji o nieprawdziwych dokumentach przedstawionych przez tę osobę przy ubieganiu się o pracę w agencji.

Przestępstwa, które zarzucono Bondarykowi zagrożone są karą do 10 lat więzienia.

Rzecznik Prokuratury Regionalnej w Białymstoku prokurator Paweł Sawoń poinformował po zakończeniu czynności z udziałem podejrzanego, że wobec Bondaryka prokurator nie zastosował środków zapobiegawczych. Poinformował też, że śledztwo będzie kontynuowane, bo - jak dodał - "zachodzi konieczność wykonania jeszcze innych czynności procesowych". Powiedział też, że znaczna część dokumentów w śledztwie jest objęta klauzulą tajności.

Sawoń pytany przez dziennikarzy, czy inne osoby mogą być przesłuchiwane w charakterze podejrzanych w tej sprawie, powiedział, że za wcześnie na tego typu oświadczenia.

Bondaryk przed wejściem do prokuratury powtórzył, że jest niewinny i "nie wie, w jakim stopniu uchybił czemukolwiek". Podtrzymał to, co napisał w oświadczeniu przekazanym PAP i - jak dodał - nie zamierza się z tego wycofywać. Podkreślił, że przez cały okres, gdy był szefem ABW "nigdy nie uchybił prawu, zawsze go ściśle przestrzegał".

"Ja używałem stanowiska, ale nie miałem z tego żadnej korzyści. Mogę powiedzieć, że nie miałem żadnych nagród (...), nie wypłacałem sobie żadnych ekwiwalentów, nie jeździłem +na kogucie+ jak to wszyscy lubią jeździć (...). Sądzę, że dobrze służyłem Polsce, są z tego korzyści realne" - ocenił. "Natomiast ci wszyscy, którzy próbują spreparować dokumenty, spróbują wymusić zeznania albo oskarżać fałszywie, kiedyś za to odpowiedzą" - powiedział Bondaryk przed wejściem do prokuratury.

Zastrzegł, że chce, by informując o sprawie używano jego pełnego nazwiska, mimo, że zostaną mu postawione zarzuty. "Nazywam się Krzysztof Bondaryk i tak proszę o mnie mówić" - dodał.

Po wyjściu ocenił, że postawione mu zarzuty to bzdury, wymyślone i nieprawdziwe. "Będę w stanie udowodnić przed niezawisłym sądem, jeżeli do tego sądu jakiegoś niezawisłego jeszcze dojdę o własnych siłach" - powiedział dziennikarzom.

Dodał, że usłyszał zarzuty zgodnie z wezwaniem, czyli z art. 231 p.2 Kodeksu karnego. Powiedział, że ma chodzić o zatrudnienie przez niego byłego funkcjonariusza ABW, ale - zaznaczył - prokurator zastrzegł tajemnicę śledztwa, nie otrzymał on treści zarzutu ani uzasadnienia. Dlatego nie może nic więcej powiedzieć; odniesie się po otrzymaniu ich.

Adwokat generała Władysław Harkiewicz po wyjściu z prokuratury mówił dziennikarzom, że Bondaryk złożył "króciutkie wyjaśnienia". "Zaczekamy na uzasadnienie zarzutów i wówczas zapoznamy się z materiałem dowodowym, podejmiemy decyzję co do złożenia wyjaśnień i wniosków dowodowych" - powiedział Harkiewicz. Jak zaznaczył, na miejscu w prokuraturze mieli możliwość zapoznania się z treścią zarzutów, ale nie mieli możliwości zrobienia fotokopii. Mają je otrzymać wraz z uzasadnieniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów.

Bondaryk pełnił obowiązki szefa ABW od połowy listopada 2007 r., a formalnie szefem Agencji został w styczniu 2008 roku. W 2013 roku podał się do dymisji, bo - jak podawały wówczas media - nie zgadzał się z planowanymi zmianami w ABW.

Z wykształcenia jest historykiem, w latach 80. działał m.in. w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Przed Prokuraturą Regionalną zebrało się też kilku działaczy NZS, z którymi Bondaryk działał w Białymstoku. Mówili, że przyszli, aby wesprzeć Bondaryka, bo wierzą w jego niewinność.

W oświadczeniu przekazanym PAP generał przypomniał, że już raz stawał przez białostocką prokuraturą - gdy w stanie wojennym oskarżano go, aresztowano i sądzono za złamanie dekretu o stanie wojennym.

Po 1989 r. został pełnomocnikiem szefa MSW Krzysztofa Kozłowskiego do spraw tworzenia Urzędu Ochrony Państwa w Białymstoku, a w latach 1990-96 był szefem delegatury UOP w tym mieście.

W latach 1997-98 pracował w departamencie nadzoru i kontroli MSWiA, a w latach 1998-99 był wiceministrem w tym resorcie. Był odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie ustawy o ochronie informacji niejawnych i krajowego centrum informacji kryminalnej. Później pracował w sektorze telekomunikacyjnym i bankowym. W latach 2006-07 był ekspertem sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • Katolik k
    31.07.2018 13:07
    Gdyby Kaminski i spolka zostali ukarani a nie powolani ponownie na urzedy nie mialbym watpliwosci.Teraz jednak uwazam,ze to co sie dzieje to zwyczajne polowania polityczne.Wiarygodnosc mozna tylko wtedy miec gdy naprawianie swiata zaczyna sie od siebie.
  • nick
    31.07.2018 15:25
    I to jest dopiero prawdziwy "Misiewicz" nawet z podrobionymi papierami można było "awansować"
  • krut00
    31.07.2018 17:45
    I tak dochodzimy do absurdu kiedy papier jest ważniejszy od człowieka. Generał zatrudnił człowieka z fałszywym dokumentem... ale ani słowa o tym czy warto było tego człowieka tam zatrudniać? Jeśli popatrzeć na efekty pracy ABW to niestety nie napawają one optymizmem: spadające samoloty rządowe, oszustwa WAT i wreszcie Amber Gold, dobitnie wskazują na ogrom zapaści służb wewnętrznych. W tym świetle buńczuczne wypowiedzi generała mocno dziwią.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...

    Kalendarz do archiwum

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    22°C Niedziela
    noc
    17°C Niedziela
    rano
    24°C Niedziela
    dzień
    24°C Niedziela
    wieczór
    wiecej »